#NqZgO
Pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj. Czwartek, 10 rano - wstaje, wymówki do mamy, bo nie chce mi się iść do szkoły.
Mamcia usmażyła mi frytki w garnku metalowym, zostawiła go na kuchence.
Zarys kuchenki- metalowa, góra była tylko szklana, producent zapewniał, że szkło nie pęknie jak będzie "żywy ogień" na szkle. A jednak.
Mama wyszła do pracy, ja jako 15-latka bardzo lubiłam pomagać mamie przy domowych obowiązkach. Tym razem wzięłam się za mycie naczyń. Na kuchence nastawiłam duży teflonowy garnek z wodą na naczynia, stał również na palniku dalej wspomniany wyżej garnek z olejem. Nie zauważyłam, że rączka od garnka z olejem styka się z teflonowym z wodą. Wyszłam z kuchni. Pościeliłam wszystkim łóżka, ogarnęłam kanapę w salonie. Nagle słyszę huk pękającego szkła. Wbiegam do kuchni. Ijojijojijo, poooożar. Rączka od garnka stopiła się na szklaną płytę kuchenki, podbiegłam, olej wrzał, woda też, wyłączyłam dopływ gazu do kuchenki, podbiegłam znowu, płyta się zapadła do środka kuchenki, mieszanka wybuchowa - woda i olej. Zapaliło się wszystko co było możliwe, meble, panele na suficie i ścianach, później firanka, okno, łazienka. Wpadłam w panikę, szukam po klatce schodowej gaśnicy (wiem, że kiedyś była!), nie znalazłam, biorę ręczniki i daremne próby ugaszenia. Dzwonię na straż, opanowana opowiadam co się stało.
Rozłączyłam się. Nie uciekłam z mieszkania. Zaczęłam wynosić wszystkie rzeczy cenne z płonącej kuchni. Zajął się przedpokój, zamykam drzwi do sypialni rodziców i do mojego pokoju. Szukam psa - nie ma! Wołam, piszczy z kuchni, no to biegnę. Mama wieczorem wzięła butelkę wody do sypialni, żeby w nocy nie wstawać, wzięłam butelkę, wylałam wodę na przedpokój i w skarpetkach po stopionym, gorącym plastiku wbiegłam do kuchni, schylam się po psa, MAM, sufit na mnie spadł, wylazłam, o cholera, co robić, dobra, "run Forest!". Wbiegłam do salonu, otworzyłam okno strażakom, TAK WIEM, ŻE TO POMOGŁO ROZPRZESTRZENIĆ SIĘ PŁOMIENIOM, ALE NIE CHCIAŁAM, ŻEBY STRAŻACY WYBILI OKNO, BO TO DODATKOWE KOSZTY. Wyrzuciłam psa (mieszkam na parterze), wbiegam na przedpokój, bo telefon na szafce, wybiegam z mieszkania, strażacy wpadają. Telefon do mamy, a ta nie wierzy w co słyszy. Koniec końców - zatrucie tlenkiem węgla i liczne oparzenia rąk, drobne oparzenia twarzy (nie są teraz widoczne) i spalone włosy.
Dzień wcześniej wieszam pranie z mamą.
- Paweł, przywieź dywan z garażu!
- Mamuś, prędzej mieszkanie się spali, niż tato dywan przywiezie.
Wykrakałam.
Mieszkanie się już nieźle pali a ty nadal w miarę opanowana, gratuluję, ja bym pewnie przez chwilę nie wiedziała co zrobić i bym tylko panikowała. 😐
Dziękuję, strażacy myśleli że mam 30 lat a nie 15!
Fakt, opanowanie godne podziwu. Mi się wczoraj ścierka zajarała, to po ugaszeniu drobnego pożaru zaczęło mi tak szybko serce walić, że prawie zawał :D
.
Spanikowałabym 😋
To Ty podjumałeś mi nick... -,-
A jak dla mnie naciągane i mocno ubarwione, jak już czytałem z tym spadającym na głowę sufitem i chodzeniem skarpetkami po topionym plastiku, gdzie potem na stopach nie było oparzeń to już wogóle.
Jestem z ciebie dumna. Uratowałaś psa, kuchnia i meble to tylko rzeczy, dobrze, że ty i pies przeżyliście. Dla twoich rodziców to pewnie jest najważniejsze.
Pierwszy raz widziałam tatę, który się rozplakal jak mnie zobaczył. Jeszcze opierdziel dostalam, bo nie uciekłam od razu
Też podziwiam zachowanie zimnej krwi i to, ze wróciła po psa. Jednak ratowanie cennych rzeczy było bardzo lekkomyślne. Mogła sie zatruć i zemdleć, mógł ją pożar otoczyć i nie miała by drogi wyjścia. Ja nie ryzykowałabym życia po to aby uratować rzeczy. Na szczęście skończyło się to dobrze.
@abc dlatego podkreślam, że to tylko meble, najważniejsze jest życie ;)
Życie córki owszem ale wątpię że życie psa mogło być dla rodziców ważniejsze niż całe mieszkanie
@Donspirytus, uwierz, że istnieją ludzie, którzy swoje zwierzę traktuja jak członka rodziny
KAŻDE życie jest ważniejsze od dóbr materialnych.
moi to by mi złoili dupe za takie coś bo kuchnia swiezo po remoncie xD
EarthQ nie pierdziel... Muchy i komary zabijasz? Więc twoim zdaniem to gorsze niż wyrzucenie swojego laptopa przez okno?
Zdecydowanie lepiej jest zostać bez psa niż bez domu.
Naukowiec, jak można porównać psa do komara? Choć mi osobiście ciężko zabić nawet muchę ;)
Dzięki tacie przynajmniej dywan się nie spalił. 😜
Temari?..
Pani Piaskowy Wiaterek!
Temari...?
Temari?
Jakbym czytał historie mojego kolegi - chciał zrobić frytki i na chwile wyszedł z kuchni, jak wrócił cała sie paliła
Jakbym czytała historię mojego kuzyna-robił frytki, poszedł oglądać mecz i zasnął. Kiedy wstał kuchnia i korytarz były w płomieniach.
Natomiast mój kumpel zostawił włączoną frytkownicę i o niej zapomniał. Jak wrócił to olej był aż czarny, a ten w napływie kreatywności chciał to jakoś ostudzić - wlał do gorącego oleju wodę. Skutek? Poparzenia 2 stopnia na ponad połowie ciała (był tylko w majtkach).
ja zostawiłam frytkownicę na całą noc, nic się nie stało, tylko rano kuchnia była trochę zadymiona, głupi ma szczęście :P
Aż mnie ciarki przeszły czytając to...
Boże :o Znając siebie, tak zimnej krwi i "otwartego" umysłu bym nie zachowała. ;o
Ale przywiózł ten dywan, czy nie?
Nie było na co już go kłaść XD
No tak :D Masz bardzo fajne poczucie humoru ;)
Najgorsze jest to, że taki pożar może rozprzestrzenić się w jednym momencie. Brawa dla Autorki za zachowanie zimnej krwi!
Mnie za spalenie mieszkania oddaliby pewnie do domu dziecka XD
Gratuluję autorce takiego opanowania!
Niestety jesteśmy tylko ludźmi i takie rzeczy się zdarzają. Najważniejsze, że Tobie nic się nie stało, a teraz pewnie uważasz potrójnie :)