#NmAMB
Wracałam z pracy, idąc chodnikiem przed jednym z większych sklepów, do którego trzeba wejść po schodach, zauważyłam stojący wózek, a w nim około kilkumiesięczne dziecko. Na szczęście miałam trochę czasu, więc stanęłam niedaleko, czekając na rozwój sytuacji. Po około 10 minutach (zaznaczam, że nie wiem ile wcześniej wózek już tam stał) ze sklepu wyszedł mężczyzna, prawdopodobnie ojciec dziecka. Na początku grzecznie zwróciłam mu uwagę, że nie powinien zostawiać dziecka samego, jednak ten zaczął na mnie krzyczeć, że nie mam prawa się wtrącać w to, co robi z własnym dzieckiem. Uspokoił się dopiero kiedy powiedziałam, że możemy zadzwonić na policję i może im będzie chciał to wyjaśnić. Zaczął się wtedy tłumaczyć, że on tylko na chwilę, że przecież nic się nie stało. Tym razem nie, ale kto wie, co może być następnym razem? Nigdy nie wiemy kto stoi, idzie albo siedzi obok nas.
Jedyne czego żałuję, to tego, że od razu nie zadzwoniłam tam, gdzie trzeba. Będę zwracała uwagę, czy sytuacja się powtórzy, ale mam nadzieję, że facet zmądrzeje.
Czekałaś, ale... skąd masz pewność, że osoba, która odebrała dziecko, była tą właściwą?
Gdyby doszło do porwania jakiegoś dzieciaka w okolicy, to autorka pewnie usłyszałaby o tym w mediach. Może trochę po czasie, ale pewnie skojarzyłaby fakty.
Na Islandii podobno normalnym jest aby zostawić wózek z dzieckiem pod sklepem i robić samodzielnie zakupy.
A wystarczyło przeturlać wózek za róg sklepu. Facet przez te 30 sekund dostałby taką nauczkę, że nie musiałabyś mu już nic tłumaczyć…
Ale byłoby ryzyko, że by mógł oskarżyć cię o próbę porwania…
a gdyby wyszedł jeszcze w momencie "turlania" wózka i zdążył zobaczyć autorkę, to istnieje spora szansa, że ta musiałaby przez najbliższe pół roku jeść przez słomkę...
Po co sie wcinac?
Ja też mam taką nadzieję