#NjLR1
Moja matka poślubiła tatę chcąc położyć łapę na jego pieniądzach, a gdy prowadzona przez niego firma popadła w tarapaty, jak gdyby nigdy nic kopnęła go w tylną część ciała. Pobiera od niego alimenty na mnie, swoją jedyną córkę, przy okazji spotykając się z bogatszymi mężczyznami i raz za razem wyciągając od nich prezenty i kolacje w ekskluzywnych restauracjach.
Matka kala się pracą sporadycznie, dorywczo i wyłącznie "na czarno", głównie po to, by wesprzeć którąś ze swoich licznych "sponsorek". Jest niezwykle wprawną manipulatorką i z zaskakującą dla mnie łatwością zjednuje sobie rzesze ludzi. Przymila się, doradza, prowadzi wielogodzinne rozmowy, udaje najlepszą przyjaciółkę, jednocześnie za plecami obgadując ich że aż miło. Wszystko po to, by powołując się na swoją rzekomo fatalną sytuację materialną pozyskiwać od nich pieniądze i różnorakie przedmioty. Jest bardzo aktywna w życiu parafii i robiąc maślane oczka do zawartych tam znajomości błaga o chrześcijańską pomoc. Nie żeby jej naprawdę potrzebowała. Na szczęście nie wydaje pieniędzy na alkohol (który pojawia się u nas rzadko i w małej ilości, jak u normalnej rodziny). Jest za to zakupoholiczką, uzależnioną od wyjść do galerii i znoszenia do domu masy niepotrzebnego badziewia, lądującego gdzieś w kącie po jednym czy dwóch użyciach. Przybory kuchenne muszą leżeć na blatach, a jej ubrania zajmują aż dwie wielkie szafy. Ciuchy uznaje wyłącznie nowe i najlepszych marek, szeptem naśmiewa się z osób o mniej eleganckim wyglądzie. Zapytana o wszystkie te rzeczy odpowiada, że dostała po kimś tam.
Już jako dziecko musiałam pisać pochlebne wierszyki o jej znajomych, by mogła łatwiej wkupić się w ich łaski. Gdy po przyjęciu u mojego znajomego zostało dużo jedzenia, a on pozwolił gościom zabrać część do domu, matka rozanielona pokazywała swoim darczyńcom opakowania słodyczy mówiąc, że zakwalifikowałam się do odebrania paczki z jakiejś fundacji na rzecz biednych dzieci. Zbuntowałam się, gdy kazała mi charytatywnie zatrudnić się w firmie jej przyjaciółki, bo "wy młodzi i tak nic pożytecznego nie robicie, a ona MOŻE ci się kiedyś odwdzięczyć". Nie pójdę na studia, które dla mnie wybrała i nie podaruję jej złamanego grosza. Obawiam się tylko pozwu o alimenty.
Czyli, brutalnie mówiąc, twoja matka jest luksusową prostytutką. Nie martw się na zaś, tylko idź na swoje wymarzone studia, a w przypadku pozwu walcz.
Brutalnie mówiąc nie wiesz, co oznacza słowo "prostytutka".
Nie obrażaj prostytutek. To są profesjonalistki które po prostu wykonują swój zawód nikogo nie krzywdząc. Kobiety pokroju matki autorki to z kolei wyrachowane manipulantki przez które niejeden dobry facet skończył pod mostem.
I go dostaniesz, twoja matka to genialna osoba, pod względem manipulacji i uważam że jak chcesz żyć na bardzo dobrym poziomie, powinnaś się od niej uczyć, gdybyś osiągnęła taki poziom w manipulowaniu i zjednywaniu sobie ludzi, to mogłabyś bardzo łatwo wyjść na swoje.
Jak ci to wyjaśnić... Niektórzy mają takie fajne cod jak moralność
A czy ja stwierdziłem że autorka nie ma moralności? Jedyne co, to napisałem że mogłaby w ten sposób łatwo się ustawić, na przyszłość.
Radzisz autorce zachowania moralnie wątpliwe, stąd reakcja Ookami, proste. Posiadanie zasad moralnych wyklucza tego rodzaju zachowania.
Poczekajmy na wykolejeńców mowiacych ze kazdy ma wlasna moralnosc
Spróbuj pożerować na niej, (na przykład przywłaszczaj sobie to co tam nakupowała). Jak się zorientuje i wybuchnie kłótnia będziesz miała pretekst do ochłodzenia relacji, co może być pomocne przy walce o alimenty. Potem wizyta u psychologa. Jeśli nie chcesz jej na starość utrzymywać musisz pokonać w manipulujących zawodową manipulatorkę.