Znajomy prowadzi naukę jazdy. Czekał koło swojego ośrodka szkolenia na kursanta. Zazwyczaj bywało tak, że jazdy miał ten kursant razem z kimś jeszcze i godzinie się zmieniali. Tego dnia akurat ten kursant nie miał mieć dodatkowego pasażera, więc instruktor rzucił tylko "Dzisiaj jedziesz sam" i na chwilę zostawił chłopaka, bo zapomniał czegoś z biura.
Niestety chłopak hasło JEDZIESZ SAM odebrał dosłownie. Odpalił samochód i odjechał, a instruktor gdy wrócił szybko zawołał wspólnika i ruszyli w pościg.
Dodaj anonimowe wyznanie
Jak sam to sam. ¯\_(ツ)_/¯
Mówisz, masz. Dobrze, że go nie poprosił o rzuceniem okiem na auto :-)
Dobre.
Co ten stres robi z ludźmi
A ja nie rozumiem tego podejścia, by w aucie jechał drugi kursant. Po co?
Jeżeli ktoś mieszka w małej miejscowości i jezdzi w ciagu swojej lekcji do wiekszego miasta to warto miec drugiego kursanta, zeby oboje nie tracili czasu na dojazd.
Też tak jeździłam z drugim kursantem. Przy okazji się zawsze czegoś nauczyłam jak ten drugi prowadził. Np.jechaliśmy do miasta gdzie były egzaminy, pół godziny w jedną stronę prowadziłam ja,potem pół godziny jeździłam po mieście, kolejne pół godziny jeździł drugi kursant i potem wracaliśmy do naszego miasta i oboje zaliczalismy po godzinie kursu, gdzie każde traciło tylko pół godziny na dojazd do miasta egzaminu zamiast godzinę ;)
Instrukcje były niejasne🤣
Instruktor nie zostawiłby kursanta w aucie z kluczami i poszedł gdzieś, nie wolno im
Mnie przed jazdą zostawiał. Gdy wysiadał kursant, który jeździł przede mną, to instruktor szedł do szkoły (w sumie nie wiem po co) i zostawiał mnie samą, miałam sobie ustawić fotel, lusterka itp. w tym czasie. Nawet nie wiedziałam, że to było nielegalne, moi znajomi w innych szkołach mieli tak samo.
Mnie również, jeździliśmy tankować, albo odebrać zakupy czy cos(oczywiście czas jazdy był odpowiednio wydłużony o te ekstra kursy) to zostawiał mnie z odpalonym autem. I szczerze polecam, przez te parę lat od zdania prawka, nie spowodowałem żadnego wypadku, a z czyjejś winy miałem 2 stłuczki.
Mi zawsze zostawiał żebym ustawiła fotel i lusterka, a sam szedł np do toalety czy zapalić.
Z moim często podjeżdżaliśmy pod jego dom, podejrzewam, że jadł wtedy obiad.