#HMzNc
Mam dwie siostry i brata. Pochodzimy z rodziny patologicznej, alkohol, przemoc psychiczna (chociaż i fizyczna się zdarzała, kiedy ojciec złamał mamie rękę, etc.). Wszyscy w rodzinie wiedzieli, nikt nic nie zrobił. Rodzice nie są źli do szpiku kości, wiele rzeczy im zawdzięczamy, tak samo jak wiele rzeczy schrzanili. No ale nie o tym jest ta historia.
Moje rodzeństwo i ja jesteśmy już dorośli. Między 25-40 rokiem życia. Nikt z nas nie ma partnera, dzieci. Dlaczego? Nie wiem, może mamy za duże wymagania, może nie spotkaliśmy "tej" osoby, może mamy problemy, których nie potrafiliśmy jeszcze przepracować i to w jakiś sposób utrudnia nam znalezienie miłości, who knows.
W każdym jesteśmy w miarę szczęśliwi, tak myślę. Studiujemy, pracujemy, jeszcze tylko najmłodsza siostra mieszka z rodzicami.
Na stare lata trochę się uspokoili, więc czasami do nich przyjeżdżamy, rzadko bo rzadko, ale jednak. W każdym bądź razie wizyty te zawsze kończą się jedną wielką awanturą.
O co? Właśnie o to, że nikt z nas nikogo nie ma.
Zawsze jak przyjeżdżamy to ciągle wysłuchujemy tylko, że przynosimy wstyd rodzinie, rodzicom, że wszyscy kuzyni/ki pożenieni, że dzieci, że mają super prace i domy, a my nikogo. Brat oczywiście zawsze wyzywany jest od ciot, a my na pewno musimy być wszystkie lesbijkami, bo jak to możliwe, że żadna nie ma męża. A dzieci? Dzieci już powinniśmy mieć wszyscy gromadkę, bo kto odziedziczy po nas majątek i nazwisko?
Siostra powiedziała ostatnio, że ma gdzieś co się stanie po jej śmierci. Będzie miała ochotę zapisać wszystko schronisku albo siostrom zakonnym, to tak zrobi i nikomu nic do tego, co zrobi ze swoimi pieniędzmi i innymi dobrami. Ojciec oczywiście w ryk, że taaa, pewnie, wszystko przypadnie w udziale Madziuni (kuzynce, z którą nikt z nas kontaktu nie ma, a której rodzice wyjątkowo nie lubią) i jej bachorom, bo my jesteśmy wszyscy chory i do niczego w życiu nie doszliśmy i nie dojdziemy.
Przykre to bardzo.
Nawet jakbyście poznali tą jedną i wyjątkową osobę i stworzyli dzieci jak inni w rodzinie to tak rodzice by znaleźli coś innego aby tylko się przypie*dolić. Ten typ tak ma.
Chyba masz rację, bo jak nie jesteśmy nienormalni to brzydcy, grubi itd...
to powiedz ze to przez nich, ze dali wam przyklad ze lepiej byc samemu etc
Dokładnie, ja na ich miejscu bym powiedziała coś w stylu: "Nie mam nikogo, nie chcę zakładać rodziny, bo nie wiem jak powinna wyglądać zdrowa, prawidłowo funkcjonująca rodzina. Nie chcę nikogo skrzywdzić, jak Wy nas. Poza tym wstydzić się powinniście za siebie, nie za to, że chcemy żyć po swojemu". Szczerze mówiąc zastanawiam się też po co utrzymujecie kontakt, skoro nic dobrego nie wynosicie z tej relacji. Więzy krwi czasem to za mało moim zdaniem.
To nic nie da. Mój ojciec do dziś widzi winę we wszystkich, tylko nie w sobie.
Rodzina patologiczna, alkohol, przemoc psychiczna i fizyczna. Żadne z was nie potrafi zbudować szczęśliwego związku. To zawdzięczacie rodzicom.
Po co w ogóle trzymacie kontakt z rodzicami?
@Vito857 Niektórzy nie potrafią tak całkowicie zniknąć i zerwać kontaktu z rodzicami. Mają do nich na pewno ogromny żal, ale nie zawsze da się tak odciąć od wszystkiego.
@bylowarto okej, rozumiem, tylko niech się nie wyżala, że jej przykro, a nie potrafi tego uciąć. Innego sposobu nie ma.
Wypytywanie o brak partnera to chyba najmniejszy problem w tej waszej rodzince.
Moi rodzice posuwali się do tego, że próbowali sabotować moją edukacje. Np. próbując mnie zmusić żebym wybierała gorszę szkoły i nie miała wykształcenia(częściowo im się udało, częściowo postawiłam na swoim i tak). Całe życie słyszałam, że nie nadaję się do niczego, najlepiej żebym znalazła sobie bogatego faceta i zajęła się domem. Dziś skończyłam studia, mam w miarę stabilną prace w zawodzie, jestem wstanie sobie radzić sama. Nadal nie mam nikogo, bo nie uważam żeby mi to było jakoś szczególnie potrzebne/nie znalazłam właściwej osoby. Jestem jak na standardy tego kraju w miarę szczęśliwą jednostką. Mimo to widzę jaki mają do mnie żal, że zamiast rodziny mam pracę i dużo zainteresowań. Kiedy przychodzę do nich, opowiadam o jakimś nowym projekcie w który się angażuję. Nadal słyszę, że takie rzeczy mogą robić ludzie którzy mają talent a ja go przecież nie mam. I ciągłe znajdź faceta to będzie ci łatwiej, utrzyma ciebie nie będziesz musiała chodzić do pracy. Hitem dla mnie jest tekst o tym że jakbym była normalna i miała rodzinę to takie głupoty jak zainteresowania, treningi, wolontariaty i wyjazdy by mnie nie interesowały bo bym była zajęta domem. A w ogóle powinnam z tego wszystkiego dawno wyrosnąć jak każda normalna jednostka, żyć według schematu praca, dom obowiązki i spanie. Ewentualnie mogę mieć pracę przy dzieciach ale taką w stylu kasjerka a mi się tu zachciało pieniądze zarabiać. Dla mnie to strasznie smutne.
Ograniczcie kontakt z rodzicami. Będą was gnębić dopóki nie pokryje ich ziemia pogrzebowa. Rodzice mają wspierać swoje dzieci i pomóc in rozwinąć skrzydła a nie dowartościowywać się dziecięcym kosztem. Obrzydliwe.
Nie rozumiem czemu w ogole utrzymujecie kontakt.z takimi rodzicami
Współczuję rodziny.
Może powinniście im w końcu jasno dać do zrozumienia, że zadymami które urządzali w domu zniszczyli Wam życie?