#Nfapa

Jestem mężatką od siedmiu lat, swojego męża znam od dwunastu. Mój Jarek kiedyś był człowiekiem pełnym pasji i zapału. Nie było takiej rzeczy, której by nie sprostał. Gdy ja zastanawiałam się czy iść na bardzo wymagające studia, on szczerze mnie do tego zachęcał. Sam również skończył ciężkie studia, właściwie bez większego wysiłku. Był moim idolem.

Od jakichś trzech lat z moim Jarkiem jest ciężko. Zaczęło się niewinnie, od pojedynczych narzekań. Potem coraz częściej zostawaliśmy w domu, zamiast wychodzić gdzieś ze znajomymi. Gdy pojawił się nasz synek, mój mąż postanowił, że to on zostanie w domu i zajmie się młodym. Proponowałam mu, że ja mogę zawiesić pracę na jakiś czas, a potem małego do żłobka i jakoś damy radę. Moja mama także mieszka niedaleko, więc mogłaby go przypilnować. Nie, zaparł się, że on chce zostać w domu i nie było dyskusji. Nie uważałam tego za dobry pomysł, ale zgodziłam się.

Przykro mi teraz patrzeć na swojego męża. I tu nie chodzi o to, że został w domu z dzieckiem, bo to mu w niczym nie uwłacza. Chodzi o jego nastawienie do życia. Wiem, że mamy szczęście i ułożyło nam się w życiu, ale to nie powód by teraz niczego nie zmieniać. Widzę, że nie jest szczęśliwy, ale nie potrafi tego zmienić. Jest strasznie obojętny na wszystko, niczego nie pragnie, do niczego nie dąży. Pomimo tego, że cały dzień siedzi w domu, to nigdy nie ma w domu obiadu, ciuchy nie są wyprane, w domu jest syf. Moja mama przychodzi do nas codziennie, a jego odwiedza go minimum trzy razy w tygodniu. Czasami biorą też małego do siebie na cały dzień. To nie jest tak, że nie ma czasu, ani że mu się nie chce. On nie widzi potrzeby.

Mieszkamy w bloku. Moim marzeniem zawsze była wyprowadzka do domu jednorodzinnego. Znalazłam działkę w okazyjnej cenie, blisko miasta, na koncie miałam sporo gotówki. Gdy do niego poszłam i powiedziałam mu o swoich planach, to tylko wzruszył ramionami. "Chcesz, to się buduj", tylko tyle usłyszałam. Wiem, że jemu też nie jest łatwo ale sam zdecydował się na taki układ. Na moje propozycje poszukania żłobka, reaguje w podobny sposób. "Chcesz, to sobie szukaj". Dramat. Mam dosyć tego, że wiecznie muszę być osobą decyzyjną. Nie tak to powinno wyglądać. Jakbym żyła i mieszkała z robotem, a nie z facetem, za którego wyszłam. Proponowałam psychologa, tylko na ten temat ma jakieś zdanie - kategoryczne nie.
Moniresa Odpowiedz

Może mąż ma depresję?

GeddyLee

To możliwe. Zwykłe lenistwo tak nie wygląda.

Dragomir

Poporodowa chyba.

MalagaiKasztanki Odpowiedz

Może się mylę, ale...twoja matka przychodzi codziennie, a jego 3 razy w tygodniu? Kurcze, to trochę tak jakby żyła razem z wami.
Trochę słaba sytacja skoro po tylu latach małżeństwa nie można szczerze porozmawiać o swoich planach i problemach drugiej osobie. Chyba, że można, ale nie było takiej próby.
Siedzi cale dnie w domu, nic nie jest zrobione i jeszcze twoja matka to widzi i nikt nie próbował normalnie porozmawiać, że coś tu jest nie halo? Tylko ty pracujesz, a on wegetuje czy coś?

PaniZdzisia Odpowiedz

Możliwe, że mąż ma depresję, stąd wycofanie w domowe pielesze. Albo może być to konsekwencją nieudanego życia zawodowego i ogólnego wypalenia. Jesteście małżeństwem, warto porozmawiać na spokojnie, czego Twój mąż chce i jak sobie wyobraża swoją przyszłość. Może na razie sobie jej w ogóle nie wyobraża, jest totalnie zrezygnowany. Warto pomyśleć o terapii. Byłam kiedyś w sytuacji, w której chciałam sie wycofać z życia zawodowego i nie widziałam dla siebie żadnych opcji. Zaczęłam się uważać za osobę nieprzydatną do niczego i leniwą. Ciężko z tego wyjść, mnie się udało małymi krokami, najpierw znalazłam tymczasową pracę, w której zostałam doceniona, później zaczęłam się dokształcać, poznałam nowych ludzi, odnowiłam stare przyjaźnie. Chciałabym móc powiedzieć, że znalazłam oparcie w ówczesnym chłopaku, ale tak nie było. Ale nadal pamiętam, jak zrezygnowana się czułam i jak mało nadziei i wiary we własne siły we mnie było.

Yaspis Odpowiedz

Wygląda na depresję, albo jakiś kryzys, faceci trochę ich w życiu przechodzą.

Korhedron Odpowiedz

"Moim marzeniem", "Znalazłam działkę ", "na koncie miałam", "powiedziałam mu o swoich planach", "Wiem, że jemu też nie jest łatwo ale sam zdecydował się na taki układ.", "Na mojego propozycje". Ja, mnie, moje odmienione przez wszystkie przypadki. Z tego co napisałaś wynika, że w jakimś momencie zdominowałaś go i przyzwyczaiłaś do tego, że to Ty wychodzisz z każdą inicjatywą i podejmujesz decyzje (i zapewne to nie był dla niego krzywdzący układ, do czasu), a teraz masz do niego pretensje, że jest niedecyzyjny i robisz mu wyrzuty.

Puckisher

Popieram. Sam bylem w podobnej sytuacji. 6letni zwiazek w kotrym na samym poczatku dalem sie zdominowac. Kazdy moj pomysl byl zly, kazda inicjatywakonczyla sie czyms o co moja druga polokwa mogla zrobic mi jazde. Z czasem stalem sie bierny i nie do wytrzymania.....

tramwajowe

Autorko, może on sie nie stara, bo Ty jego inicjatywy odrzucasz. Wiem że to moje daleko idące przypuszczenia. Ale zastanów sie jak reagujesz gdy on ma inne potrzeby niż Ty sobie wyobrażasz.

Irving

Postac - Trzeba rozmawiać. A jak Ty to widzisz? Jakbys Ty chciał, co o tym myślisz? Dac czasem zadecydować, a podsuwane pomysly czasem wdrożyć w życie i pochwalic a nie tlamsic, ze wszystko be... Sa takie dziedziny zycia, w ktorych jedna stona lepiej sobie radzi i wspiera w nich drugą i na odwrot. Myślę, ze to zadziala.

dexterone

@Postac - może masz problem podobny do mnie - często przewiduję podczas planowania prac problemy związane z realizacjami pomysłów - nawet tych, które uważam za najlepsze - i o nich głośno mówię, przez co na początku w pracy nie widziano we mnie gracza zespołowego. Zacząłem wymieniać również wszystkie wady swoich pomysłów, jakie tylko jestem w stanie przewidzieć, by zachować równowagę, tłumaczyłem wprost, że nawet chcę, by z ich strony krytyka wyglądała podobnie. Spotkaliśmy się gdzieś w połowie i jest OK. Rozmowa, zrozumienie wszystkich stron, ze swojej strony też więcej słuchania niż mówienia (Pamiętaj - masz dwoje uszu i jedne usta) i będzie szansa na poprawę.

Brzydkipodludz Odpowiedz

Najczęstsza rada na anonimowych w takich przypadkach: "Idź z nim do psychiatry". Do psychiatry nie do psychologa. Twój mąż sam się nie ruszy i będzie twierdził że wszystko w porządku, typowe zachowanie osoby która ma problemy psychiczne.

Wtorek09

Terapeuta zawsze sugeruje wizytę u psychiatry, gdy jest taka potrzeba, tj jest podejrzenie choroby. Zacząć warto od terapii.

AJaTanczycChcee Odpowiedz

Wygląda to tak jak by sie wypalił i mial poczatki depresji

Firstinka Odpowiedz

On jest po prostu, jak u Gombrowicza, UDUPIONY. Przepraszam za dosadne slowa, ale az sie trzese z wrazenia i wspolczucia. Dorosly, bystry, inteligentny, kreatywny mezczyzna- wykastrowany przez kobiety. Doslownie. Jak moze Zachowac meskosc, skoro „opieka” objely go dwie mamusie- jakby byl malym dzieckiem, ktore samo sobie nie poradzi. Jak moze wykazywac sie inicjatywa, skoro jego kobieta ma wieksze jaja od niego, wlasne(wlasne!) pieniadze, pomysly i plany. Jak moze cieszyc sie zyciem, skoro zredukowany zostal do roli kury domowej, sluzacego, sprzatacza. To czego potrzebuje to SZACUNEK, ZAUFANIE, POCZUCIE WSPOLNOTY. Nfapa zamknij drzwi przed mamusiami- niech przyjda raz czy dwa w tygodniu na wspolny obiad, ktory przygotujesz wspolnie z mezem. Przestan wymagac od meza proeadzenia domu. Skoro masz tyle pieniedzy ze myslisz o kupnie domu- popros (popros a nie zadaj, nie proponuj a nie nakazuj!) meza o wspolne wyjscie ( dziecko daj w tym czasie pod opueke mamie). A w tym czasie niech dom posprzata wynajeta pani sprzatajaca. Wspolne konto, wspolne lozko, wspolny czas i wspolne decyzje- to podstawa zwiazku. Badz kobieta i pozwol mu byc mezczyzna.

Vampire7 Odpowiedz

No cóż, to wyglada jak klasyczna depresja, nic mu się nie chce, stracił zapał i chęć do życia, na wszystko reaguje obojętnością. Lepiej natychmiast przekonaj go do psychologa, bo raczej będzie tylko gorzej. Zagroź mu rozstaniem czy coś, on musi się wziąć w garść i tak: małego najlepiej do żłobka, a on niech idzie do pracy do ludzi. Niech się rozwija, spotyka z innymi, siedzenie w domu nie pomoże na pewno.

SzukamFaceta Odpowiedz

Pakuj siebie, dziecko i wyprowadź się na jakiś czas. Postaw mu ultimatum, albo zacznie coś z sobą robić i wracasz do domu, albo się rozstaniecie

Dodaj anonimowe wyznanie