#Nbnyv
Ostatnio przeprowadziłam się do dosyć dużego domu po babci. Urządziłam się i mieszkam tam sama. Gdy dowiedzieli się o tym moi znajomi z pracy, zaczynali naturalnie pytać, czy będę robić parapetówkę itd.
Wszystko przebiła kobieta, o której wiedziałam tyle, że jest niesamowitą kociarą i pokazuje każdemu zdjęcia swoich kotów. Stwierdziła, że skoro mam większy dom, to powinnam zaadoptować sobie zwierzaka. Powiedziałam jej, że nie zamierzam, bo nie lubię zwierząt. Żałuję, powinnam skłamać, że mam alergię, bo ta dzień w dzień zaczęła męczyć mnie komentarzami, że jestem bezduszna i na moim miejscu zaadoptowałaby ze 4 koty, a może sobie pozwolić tylko na 2.
Ostatnio napisała do kogoś na forum, że jej "przyjaciółka" weźmie kociaka. Zadowolona podrzuciła mi zwierzaka w kartonowym pudle pod drzwi (niestety, wiedziała gdzie mieszkam). Byłam wtedy na urlopie za granicą. Na początku myślałam, że ktoś zrobił mi śmierdzącą niespodziankę i wyrzuciłam karton nie zaglądając tam, bo mnie mdliło, ale w pracy dowiedziałam się prawdy, jak zapytała mnie jak tam mruczek.
Do tej pory jestem wściekła na nią, a ona uważa, że to moja wina. Napisała do jakichś obrońców zwierząt jaką jestem okrutną kobietą, ale chyba nikt nie potraktował jej poważnie. W końcu nie dziwię się, bo pisanie o wszystkim z Caps Lockiem i z milionami wykrzykników nie uchodzi raczej za normalne.
Ja natomiast nie czuję żalu, że jakieś małe stworzenie sobie zdechło. Po prostu nie rozumiem skąd pomysł, że każdy musi mieć zwierzaka i na siłę trzeba wciskać go ludziom tylko dlatego, że nie mają.
Taka z niej miłośniczka kotów jak z kociej dupy bałałajka... Kto normalny zostawia na pastwę losu małego zwierzaka w kartonie komuś pod drzwiami nie biorąc pod uwagę czy w ogóle jest w domu lub kiedy do niego wróci?! - to raz. A dwa - na co liczyła zostawiając zwierzaka komuś, kto otwarcie mówi, że zwierzaków nie lubi i nie chce w swoim domu?
Nie mam nic do miłośników zwierząt. Sam lubię zwierzaki, jednak jestem zdania, że niektórych miłośników zwierząt należałoby leczyć.
Ktoś, kto niby tak kocha koty nie naraziłby bezbronnego mruczka na śmierć w męczarniach. Rany, co to maleństwo musiało przeżywać 😥 Nie lubię kotów, irytują mnie, ale jak sobie pomyślę o tym, co ten zwierzak musiał przeżywać, to mam ochotę tą babę trzasnąć czymś twardym w łeb... I zamknąć w ciasnym pomieszczeniu na kilka dni bez picia i jedzenia. Może dotarłoby do niej, co zrobiła 🙄
Mi szkoda kotka, ale rozumiem autorkę w 100%
Co to za kociara, że jakby miała większy dom to by miała 4 koty. Są to istoty terytorialbe i czasem posiadanie wiekszej ilości tylko źle na nie wpływa. Poza tym fundacja też mózgiem się ni wykazała dając kociaka "bo znajoma chce".
Też nie chciałabym mieć zwierzaka jak autorka, ale gdybym zobaczyła, że jakiemuś dzieje się krzywda, to bym pomogła. Szkoda, że w tej sytuacji nie zgłosiła sprawy. Nie uratowałoby to życia zwierzaka, ale jednak uważam, że głupio nic nie zrobić. No i ta kociara to tak naprawdę jakaś nieracjonalnie myśląca fanatyczka. Boję się takich ludzi, bo nigdy nie wiadomo co wymyślą.
Obrońcy zwierząt powinni zainteresować się jej osobą. Czym ona się różni od zwyrodnialców, którzy wyrzucają kocięta zawinięte w jakiś wór do wody, by się utopiły? Chyba tylko tym, że kaźń, którą zafundowała swojemu zwierzakowi trwała dłużej i była bardziej wyrafinowana. Pogratuluj jej okrucieństwa i braku mózgu. Myślałam, że bez niego mogą się obejść tylko jednokomórkowce, a tu taka niespodzianka!
A co ci szkodzi, że ktoś topi swoje koty? To jest bardzo szybka śmierć i nie różni się niczym od uśpienia.
Nie jestem kotem.
Dark, wiadomo że nie jesteś. Kot wzbudza dużo większą sympatię.
Jak ci miauczy koci koncert o 3 rano to nie wzbudza sympatii tylko nienawiść....
@Dark serio czujesz nienawiść do wszystkiego co ci przeszkadza? Jak ty sobie radzisz w życiu? A może mieszkasz na pustyni, bez płaczących niemowląt, miauczących kotów, ludzi wracających nocą z imprezy itp.
Tak, nienawidzę tego, co mi przeszkadza. Co w tym dziwnego?
Podobnie jak ty, Dark, nie cierpię gdy mi coś przeszkadza. Ale kiedyś byłam podtopiona, niewiele brakło do utonięcia. Ból towarzyszący wciąganiu wody w płuca jest straszliwy, a przerażenie jeszcze większe. Jest to śmierć o wiele gorsza niż się wydaje, bardziej humanitarne jest obcięcie głowy, przecinasz nerwy i to koniec bólu.
Nie jestem zjebanym zwierzolubem, jednak zwierzę posiadające układ nerwowy odczuwa ból i strach. W życiu bym nie utopiła zwierzaka.
Kocham zwierzęta, naprawdę. Ale gdyby ktoś mi zrobił żywy "prezent" to chyba bym udusiła (darczyńce oczywiście)
Obrońca zwierząt nie wciska kota komuś kto otwarcie mówi, że zwierząt nie lubi.
Człowiek kochający zwierzęta będzie dbał by kot trafił do domu gdzie będzie zadbany i kochany.
Brak słów...
Kociara pojechana po całości... Nigdy bym nie namawiała kogoś do posiadania pupila, kto zwierząt mieć nie chce, mimo że kocham zwierzęta, ale trzeba być całkiem pop*erdolonym żeby zrobić coś takiego. Tym bardziej jak się weźmie pod uwagę, że, jak Autorka napisała, pracuje z szaloną "kociarą", więc o ile nie jest to ogromna firma, to kobieta raczej zdawała sobie sprawę że Autorka jest na urlopie i mogła wyjechać... Pytanie czy za działaniem stał "koci fanatyzm" w połączeniu ze skrajnym zidioceniem, czy nieco psychopatyczna chęć zrobienia Autorce "koło du*y" za wszelką cenę...
Tak czy inaczej, w chwilach gdy mam do czynienia z takimi historiami, to czuję, że coraz bardziej "I don't wanna live on this planet anymore"...
I feel like die
Świetna miłośniczka zwierząt z niej... Pierwsza żelazna zasada - zwierzęta to fatalne prezenty niespodzianki. Ani nie ma gwarancji, że osoba je chce, ani, nawet jeśli stwierdziła, że strasznie chciałaby mieć pupila, że będzie mogła i potrafiła się nim zajmować.
Druga zasada - że ja lubię dane zwierzę to jest moja sprawa i nikogo innego, nie będę ludziom wciskać na siłę; osobom, które mają ochotę namawiać kogoś na psa lub kota radzę sobie wyobrazić, że w takim razie ludzie jak ja powinni łazić za nimi zachwalając węże jako idealne zwierzątka domowe.
Ja zwierzaki uwielbiam, ale jak mi koleżanka na urodziny chciała węża wcisnąć to się nieźle wnerwiłam - to chore, żeby komukolwiek bez uzyskania zgody dawać zwierzę. A ona powinna się leczyć i dostać niezłą karę za znęcanie się nad zwierzętami.
Żywa istota powoli, w mękach zdychała z głodu/pragnienia, a ciebie to nie obchodzi?
Nie bez powodu chyba mówią, że dobrzy ludzie lubią zwierzęta.
Ta, tak bardzo lubił, że zabił własnego psa.
Zabił też siebie. Blondi Hitlera zginęła tego samego dnia co on, kiedy sowieci byli już w Berlinie. Oni by z tym psem zrobili gorsze rzeczy, patrząc na to co zrobili np. z Kasztanką Piłsudskiego, która i tak była martwa i wypchana , i stała sobie w muzeum.....
Bobisia, AzucarMoreno napisał(a?), że dobrzy ludzie lubią zwierzęta. Czyli: jeśli ktoś jest dobry, to lubi zwierzęta. Gdyby napisała to w odwrotnej kolejności, tzn. że ludzie lubiący zwierzęta są dobrzy, to twój komentarz o Hitlerze miałby sens. No, ale nie ma.
Jeśli tak, to zwracam honor - w formie pisemnej czasem ciężko poznać żart, tym bardziej na anonimowych, wśród trolli i "różnych innych dziwnych ludzi". Ja go tu nie wyczułam, wybacz :)
Można nie lubić zwierząt, ale mówić z taką lekkością, że nie jest Ci szkoda ze zewierze zdechło (też nie rozumiem określenia choć jest poprawne), bardzo przy tym cierpiąc, to naprawdę trzeba nie mieć za grosz empatii. Nie mam za grosz szacunku do kogoś takiego. Biedny kot.
@HerbatkaMalinowaa Ten fragment też wydał mi się nie na miejscu. Przez całe opowiadanie stanowczo zgadzałam się z autorką, aż do tego momentu.
Jak wyżej - można nie lubić zwierząt, ale żeby pisać otwarcie, że nawet nie jest jej tego kota żal jest zwyczajnie niesmaczne. Lepiej byłoby to pominąć.
Z jednej strony się zgadzam, empatia wobec zwierząt jest potrzebna i nie rozumiem ludzi którym ich cierpienie jest obojętne. Z drugiej strony to był dla niej zupełnie obcy kot, a gdyby człowiek miał się dołować z powodu śmierci każdego obcego zwierzaka to by oszalał.
Ale między całkowitym dołowaniem się, a zupełną obojętnością jest dość szerokie spektrum uczuć. I nie mówimy o każdym zwierzaku, tak jak chyba nikt nie przeżywa śmierci wszystkich umierających dziennie osób? Ale tych, których się znało lub któych śmierci było się świadkiem... to już tak.
Jestem z tych, co wolą towarzystwo zwierząt, niż ludzi, na wiadomości o katastrofach reaguję wzruszeniem ramion, ale znalezienie martwego -przez analogię - dziecka poruszyłoby mnie z całą pewnością. Jak Herbatka napisała, za grosz empatii, to nie jest zdrowy objaw.
IHateMyLive, ogólnie się zgadzam, ale ona nie znalazła tego kotka, nie zajrzała do pudełka, dowiedziała się dopiero po jakimś czasie. Myślę, że gdyby wiedziała od początku co jest w środku to pewnie było by jej przykro.
Cóż, ja bym się zaryczal na śmierć gdybym się dowiedział, że wysłałem kociaka na śmierć, bo mi się do pudełka nie chciało zajrzeć. A jak czytam że koleżanka z taką lekkością o tym opowiada, to po prostu liczę na to, że nigdy nie spotkam takiego człowieka na mojej drodze.
Jakie ,,wysłałem kociaka na śmierć"? Ona była na urlopie, karton śmierdział że aż ją mdliło, więc kot najpewniej już gnił.