#NOyuj
Parę lat temu wyjechaliśmy za granicę, ja chcąc być przykładna szybko nauczyłam się języka (rodzicom i rodzeństwu nie było do tego śpieszno) i od tego czasu stałam się domowym tłumaczem. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że musiałam załatwić każdą pierdołę, co trochę zaczynało mnie męczyć. Kiedy zaczęłam dorastać, zaczęłam też pomagać w domowych sprawach, zawsze to robiłam, ale doszły obiady i lekcje z młodszym bratem, bo przecież oni nie znają języka.
Większe problemy zaczęły się, kiedy zaczęłam dojrzewać i umawiać się z chłopakami. Mając 18 lat, miałam wytyczone godziny powrotu. Gdzie? Co? Jak? Żaden chłopak nie był dla niej odpowiedni i kiedy wracałam 15 minut później, już były awantury, potrafiłam nawet usłyszeć, że się puszczam.
Od roku robię w domu wszystko, wstawałam rano, sprzątałam i w ogóle, ale to się trochę zmieniło, bo poznałam chłopaka, w którym naprawdę się zakochałam. Na początku była nim zachwycona, póki nie zaczęłam spędzać z nim więcej czasu. Raz kiedy pojechaliśmy do Holandii i wiedziała o tym miesiąc szybciej, obraziła się, bo niby się nie pożegnałam i nie odzywała się się mnie tydzień, bo stwierdziła że "pieprzenie jest ważniejsze". Po tygodniu było okej, ale ostatnio pojechałam do mojego chłopaka na noc (pierwszy raz, a jesteśmy ze sobą ponad pół roku, do tego ona wie, że nie jestem dziewicą i miałam już chłopaków), wróciłam do domu i awantura - że nie pomagam, że wszystko robi sama, że jestem tylko dziewczyną na weekend (choć widujemy się również w tygodniu) i znowu cisza, obrażona, nie odzywała się... dopóki nie musiałam gdzieś zadzwonić.
Może to wstyd, bo mam już ponad 20 lat i powinnam się postawić, ale nie umiem... Zawsze dużo pomagałam i robiłam wszystko, żeby ją zadowolić, ale nigdy się nie udawało. Przy rodzinie słyszę jaka jestem mądra, zaradna itp., a w domu ciągle, że nic nie robię, że nic nie osiągnę, że dla facetów jestem do jednego.
Nie wiem co mam robić, nie mam w nikim wsparcia, tylko w moim chłopaku, ale on nie jest ze mną 24 godziny na dobę. Czekam tylko aż skończę szkołę i się stąd wyniosę. Żal mi tylko mojego młodszego brata, bo wtedy pewnie on zajmie moje miejsce.
Twoja matka ewidentnie coś do ciebie ma. Może zazdrości ci twojej zaradności albo nawet chłopaka. Nie przejmuj się, jesteś dorosła i to jest Twoje życie.
Było swego czasu wyznanie matki, która była zazdrosna, że jej dzieci łatwiej nauczą się obcego języka w kraju w którym mieszkają niż ona.
@ZjadaczKsiazek
Akurat moja się nie uczy bo uważa że nie umie bo to mój obowiązek im pomagać
Też miałam toksyczne relacje z rodzicami, matka potrafiła mnie opieprzać za nic, krytykować wszystko co robiłam przy czym wcale się mną nie interesowała. Ja zawsze odpowiadałam na wszystko ze spokojem i kamienną miną, nie wdając się w dyskusję, co na początku jeszcze bardziej ją wnerwiało, ale finalnie odpuściła, bo nie potrafiła mnie sprowokować jak ojca czy braci. "OK, skończyłaś?" "Akceptuje twój punkt widzenia, idę zająć się swoimi sprawami". Po skończonej nauce zerwałam wszelkie relacje z rodziną i to była moja przepustka do wolności i szczęścia. Żeby wyrwać się z toksycznych relacji trzeba być stanowczym i bezwzględnym.
Gdybym mogła, dałabym kilkukrotny plus. I, brawo Ty!
Szantaż emocjonalny i wymuszenie „posłuszeństwa” okraszone wielką wewnętrzną niezgodą Twoich rodziców na fakt, ze jesteś dorosła i możesz robić co chcesz. Moim minęło jak dwie córki się wyprowadziły i zostali sami. Mieszkam osobno od 10 lat o dopiero teraz rodzice przestają się wtrącać w nieswoje sprawy. Wracając do Twoich rodziców. To z kim i ile sypiasz zdecydowanie nie jest ich sprawą.
Nie umiesz się im postawić, bo 20 lat tresowali Cię na posłuszne dziecko, wiec skutecznie zabili wszelkie mechanizmy obronne jakie miałaś. Ważne jest to, ze nie musisz się godzić na cokolwiek, co Ci narzucają.
Leci kontrolującym rodzicem. Robi ciche dni kiedy coś idzie nie po jej myśli? Tresuje Cię, żebyś zachowywała się tak, jak ona tego chce? Jesteś dzieckiem-trofeum do pokazywania, a nie do kochania?
I jeszcze jedno - a gdzie jest ojciec?
@dnoiwodorosty
Tata się nie odzywa bo wtedy jemu też się obrywa, bronił mnie Ale potem miał jeszcze gorzej niż ja więc sama mu powiedziałam żeby siedział cicho bo ja w końcu uciekne A on z nią zostanie :/
Twoja matka tobą manipuluje w prosty sposób. Ma ból dupy bo była za leniwa aby się porządnie języka nauczyć (częsta przypadłość polaczków na obczyźnie) i teraz boi się że sobie nie poradzi. Uciekaj bo cie zajedzie.
Uciekaj Kopciuszku
Współczuję matki.
To nieźle
Nie potrafisz się postawić, bo ciągle liczysz na akceptację, której nigdy nie dostaniesz. Zawsze będzie "coś". Mam to samo, tyle, że wyprowadziłam się 13 lat temu. Od tamtej pory jest trochę lepiej, ale jestem wściekła na siebie, że ciągle robię większość rzeczy pod nią, żeby choć raz "była ze mnie dumna". A ona jak zawsze, akceptuje tylko wtedy, gdy robię coś po jej myśli, jak tylko zbaczam z kursu, to jestem ta najgorsza. Niektórzy po prostu nie powinni mieć dzieci.
Brzmi podobnie do mojej. Spróbuj poczytać o narcyzach, może to to: https://jaksieuwolnic.pl/narcyz/narcyz-typ-ktory-wyprzedza-cie-w-oskarzaniu-o-to-o-co-ty-mozesz-go-realnie-oskarzyc-czyli-etap-goracy-z-narcyzem/
W moim przypadku było, zerwałam kontakt.