#AvIgg
Mam w tej chwili cztery duże szuflady zeszytów plus dwa sporej wielkości kartony w skrzyni łóżka. Potrafię spędzić 2-3 godziny na dziale papierniczym w markecie oglądając zeszyty. Wybierając je, oceniam nie tylko okładkę, ale też kolor kratki albo linii, to czy jest margines, szorstkość papieru. Nie zwracam uwagi na cenę, jak mi się spodoba, to biorę (przy wszystkim innym potrafię odpuścić, stwierdzić, że za drogo albo że nie jest mi to aż tak bardzo potrzebne). Zazwyczaj wychodzę z minimum pięcioma nowymi nabytkami, gorzej jest w wakacje przy okazji wszelkich "Witaj, szkoło", bo jest większy wybór i niskie, kuszące ceny. Po powrocie układam je pieczołowicie wśród innych - czasami kolorami, czasami pod względem nowości czy ceny, bo wiem skąd mam każdy z zeszytów i ile kosztował. Nie piszę w nich, chcę je po prostu mieć. Potrafię godzinami je przekładać, dotykać, przekartkowywać, wąchać. Zaglądam do nich codziennie. Mam kilku ulubieńców, z którymi jeżdżę na wakacje.
Kiedyś byłam na wycieczce na drugim końcu Polski. Totalnie nowe sklepy, a fundusze ograniczone, nie kupiłam wszystkiego co chciałam, więc co zrobiłam? W najbliższy wolny weekend po przypływie gotówki pojechałam prawie 200 km tylko po to, by kupić resztę tego, co mi się podobało.
Moja kolekcja w tej chwili warta jest kilka tysięcy złotych. Czasami mam koszmary, że w moim bloku wybucha pożar i wszystkie starannie gromadzone przez lata skarby idą z dymem. Kiedyś potrąciłam kubek i zalałam jeden z zeszytów, to zanosiłam się płaczem przez cztery godziny.
Najgorsze jest, że zdaję sobie sprawę z problemu, często w sklepie wielokrotnie mówię do siebie, że przecież mam dużo zeszytów, że ostatnio kupiłam kilka nowych albo że wezmę tylko jeden. Nie działa.
Ja też miałam podobny problem, tylko w moim przypadku to były doniczki, mimo, że żaden ze mnie ogrodnik. Postanowiłam z tym skończyć, ponieważ nieraz brakowało mi pieniędzy. Po miesiącu "niekupywania" doniczek znowu zabrakło mi pieniędzy. Wiecie dlaczego? Przeżarłam.
O i to jest zajebiste hobby :D żarcie xD
To tak, jak z tymi papierosami. Rzucić, nie rzuciłam, ale w tej chwili wydaję jakieś 25% tego, co wcześniej i wcale nie mam więcej pieniędzy :D
Tutaj już jest potrzebna pomoc specjalisty. Straciłaś kontrolę i przypuszczam, że z czasem będzie coraz gorzej... Na Twoim miejscu szukałabym pomocy jak najszybciej.
Było tutaj kiedyś podobne wyznanie i Dziewczyna która to pisała również miała identyczny problem :D
Też uwielbiam zeszyty ale mi żeby przestać je kupować wystarczyła kalkulacja że do końca szkoły ich nie wykorzystam jeśli kupię kolejne
Na leczenie
Gdybyś zastanawiała się kiedyś co z nimi zrobić to 1. Przed wrześniem na pewno chętnie przyjmą Domy Dziecka 2. Przygarną pewnie chętnie biedniejsze rodziny 3. Przygarnie nauczyciel na kartkówki - poproszę :p
A już tak całkiem serio to zacznij działać bo sie wykończysz sama... Zbieractwo jest leczone i uleczalne, powodzenia :)
Ja kupuję włóczki. Robię z nich różne sweterki itp ale zazwyczaj najpierw kupuję a potem myślę co z tego zrobić. Zanim zacznę to włóczka dojrzewa w szafie jakiś czas. Ja sobie ją oglądam, dotykam i cieszę się nabytkiem 😁
Ale Ty z nich w końcu korzystasz, to jest zupełnie inna sytuacja
Też mam mnóstwo włóczek i je uwielbiam
Jak skończę technikum to zabieram się za całoroczne sprzedawanie zeszytów.
P.S. Gdzie mieszkasz? xd
Ja mam podobnie, ale ze starymi płytami winylowymi. Najwięcej na płytę wydałem 550 złotych. Wiem, że to niezdrowe, z drugiej strony jednak pocieszam się, że kiedyś może to sprzedam i wtedy z kilkukrotnym przebiciem cenowym (mam gramofon, ale nie słucham tych płyt, bo mi szkoda), jednak nie wiem, co musiałoby się stać, żebym to zrobił.
Twoje uzależnienie wydaje się poniekąd słodkie i niegroźne, ale jeżeli za bardzo zacznie rządzić Twoim życiem, to myśle, że warto skonsultować się ze specjalistą. Być może jest jakaś przyczyna? Np dorastałas w biedzie i nie miałaś ładnych zeszytów i tak to rekompensujesz?