#NAx6b
Miałam 29 lat i fajnego faceta. Miły, rozsądny, opiekuńczy, ogarnięty i dość przystojny. Do tego wiem, że mnie kochał. Mnie też nie był obojętny, zależało mi na nim ale nie było żadnych fajerwerków.
Wszyscy bliscy mi mówili, że to świetny gość i lepszy się nie trafi, a zegar tyka. Nie ma na co czekać i trzeba wychodzić za mąż.
Mówiłam mamie o moich wątpliwościach, ale stwierdziła, że życie to nie film i miłość nie wygląda jak w romansach i to co czuję, to na pewno to. Stwierdziłam, że pewnie ma rację, a ja przesadzam. Wyszłam za niego. To było 3 lata temu.
Nie jestem szczęśliwa. Nie jestem też nieszczęśliwa, po prostu jestem. Mój mąż nie okazał się nagle jakimś zaborczym psychopatą. Nie. Jest dokładnie tym samym facetem, za którego wyszłam. Żyjemy sobie razem powolutku. Szanujemy się, a poza tym rutyna i nuda. Uniesień brak.
On nadal mnie kocha, mnie nadal na nim zależy, ale nie wiem czy to miłość. Nie sądzę, że tak powinno wyglądać małżeństwo, ale jestem zbyt wielkim tchórzem, żeby cokolwiek z tym zrobić.
Ale miłość to nie wieczne fajerwerki. Nie myl miłości z zakochaniem. Po wyznaniu widać, że nie kochasz faceta, ale odnoszę wrażenie, że pragniesz czegoś, czego i tak nie dostaniesz. Motylki w brzuchu to początki, zauroczenie, dalej jest ciężka praca nad związkiem, kochanie pomimo wad drugiej połówki, nieustanne staranie się, by było dobrze.
Nie zgadzam się, bo od wielu lat mam motylki w brzuchu, a mój chłopak potrafi sprawić, że pojawiają się fajerwerki. Kwestia prawdziwego słuchania siebie nawzajem i spełniania swoich potrzeb, a także umiejętnego kłócenia się i owocnego godzenia. Nie umiem sobie nawet tego wyobrazić, że można myśleć o swoim facecie i nie popadać w zachwyt jak to się Pana Boga za nogi złapało. A najlepsze jest to, że przez czas trwania naszego związku spotkały nas jedne z najgorszych tragedii życiowych (bieda, śmierć, choroba), a i tak czuję się szczęśliwa.
Ja myślę,że wasze opinie się nie wykluczają. Blueblood nie powiedział/a, że w miłości nie ma fajerwerków,tylko że nie ma ich cały czas. Jest różnica między tym ,jak było na początku związku,kiedy wszystko jest nowe i ekscytujące,a późniejszym ,bardziej dojrzałym związkiem ,gdzie ludzie się już dobrze znają i zaczynają tworzyć jakąś wspólną rutynę.
Jawiem, od wielu lat, czyli ile? 5, 10 czy 30, 40? Cieszę się, że wam się powodzi, ale nie ma co się oszukiwać, związek przechodzi różne fazy, tak jak my nie jesteśmy tymi samymi ludźmi jacy bylismy parę lat temu.
Blue, tylko, że autorka nie straciła motylków, ona nigdy ich nie miała. Ja jej współczuje i zgadzam się z Jawiem. Ja z moim jestem bliżej dziesięciu niż nastu lat i nadal mam fioła na jego punkcie.
Jak mnie szlag trafia na to „zegar tyka”, „TRZEBA wyjść za mąż”
Napisz o tym wyznanie ;)
W dodatku zegar jej tykał w wieku 29 lat...
Możesz się wkurzać, ale taka jest prawda. Kobiety mają pewne okienko czasowe powiedzmy w wieku 29-35 lat gdzie jak nie znajdą męża to możliwości urodzenia dziecka zaczynają się gwałtownie kończyć. Tak po prostu zdrowotnie, rośnie szansa na urodzenia chorego dziecka czy społecznie gdzie zaczyna brakować facetów.
U facetów jest lepiej czego Korwin może być dobrym przykładem, że nawet w wieku 70 paru lat można mieć dziecko.
Ciomak nie każda kobieta musi mieć dziecko, a wchodzenie w związek z osobą, której się nie kocha, żeby tylko mieć dziecko jest zwykłą głupotą i krzywdzeniem 3 osób. Podobnie jak wychodzenie za mąż po to, żeby nie być samemu. Udawanie uczucia to robienie krzywdy i drugiej osobie i sobie samemu, bo może akurat w wieku 40 lat pozna prawdziwą miłość? Poza tym teraz coraz więcej kobiet rodzi koło 40.
Diana, to że coraz więcej kobiet rodzi koło 40, nie oznacza że to jest dobry pomysł...
Darthmaul nie jest to aż takie zagrożenie jak kiedyś. Jajeczka też można zamrozić.
Dopiero w wieku 29 lat zauważyła że zegar tyka chyba nie za mądra ta dziewczyna . A no, zgadza się po przeczytaniu wyznania.
A mnie szlag trafia, gdy widzę "nie było żadnych fajerwerków". Co wy byście chciały, sylwester codziennie?
Związek nie generuje problemów, jest odbiciem tych problemow, ktore zaistniałych wcześniej.
Im mniej oczekiwań, tym mniej rozczarowań. Partner to nie psycholog czy psychiatra, to nie lek na wszelkie zło, to po prostu druga osoba, która z jakiś powodów chce dzielić z wami życie! Więc docencie starania, bo nikt nie jest niezastapiony I nie wszystko można naprawić.
A co zrobiłaś, żeby w małżeństwie tej nudy i rutyny nie było?
To zmień coś. Niezapowiedziany wypad w góry,nad jezioro,morze? Tam gdzie lubicie. Bez planu. Posmiejcie się, posiedzcie w ciszy jak trzeba. Bez powodu wino do kolacji. Coś niestandardowego. Mysle, że w miłości, przyjaźń to baaaardzo ważna rzecz.
Faktycznie, życie to nie film lub książka. Nie ma co czekać na księcia na białym rumaku, niczym w księżniczka w wieży. Są zwykłe dziewczyny i zwykłe chłopaki, poznają się i mają zwyczajne związki.
Jezu. A czego się spodziewasz? Nocnych spacerów z oglądaniem gwiazd i pocałunku w strugach deszczu? Seksu w kinie? Motylków w brzuchu codziennie na jego widok? Tak nie wygląda związek. Związki to codzienność i troska o siebie. Jesteś głupią p*zdą jeśli wyszłaś za niego za mąż, bo jesteś tchórzem. Bardzo możliwe, że popsułaś mu życie swoją idiotyczną postawą. Gratulujacje.
Oj jak Cię dobrze rozumiem. Z tym że ja mam teraz wątpliwości czy swojego kocham, ale wcześniej ta miłość była. Życie to nie bajka, ale chyba trzeba kochać choć raz żeby te miłość w małżeństwie wykrzesać ponownie.
Tez tak myślałam zawsze „życie to nie bajka, „ideały nie istnieją”, itp. dopóki nie poznałam mojego męża. Teraz wiem, ze można być szczęśliwym każdego dnia dzięki tej drugiej osobie i kochać. Czuć miłość w sercu po prostu. Nie mówię tu o żadnych romantycznych chwilach rodem z filmu, po prostu czuć tą żywą miłość do drugiej osoby. Jeżeli coś było, a nie ma to się to nazywa zauroczenie, może zakochanie, ale nie miłość.
Zawsze mnie zastanawia, jakiego rodzaju wy kobiety uniesień potrzebujecie żeby być szczęśliwymi...
Ja Ci powiem, potrzebujemy tego co było na początku. Niespodziewanych pocałunków, przytulania, delikatnych pieszczot. Bo po pewnym czasie mam wrażenie że i mojemu facetowi też spowszedniałam i dobrze jest tak jak jest. Jak mnie przytuli tak po prostu to jest łał, zazwyczaj ja go tule, bo cholernie za tym tęsknię.
Tak, potrzebujemy takich "uniesień". Mamy potrzebę bliskości.
Najebana - niestety kobiety mają na ogół większą potrzebę bliskości niż faceci. Nie spotkałam jeszcze dziewczyny w długotrwałym związku, która nie narzekałaby na to.
Najebana, wydaje mi się, że nie ma szansy, żeby do życia choć na chwilę nie zakradła się rutyna, nie ma szans żeby emocje były tak wysokie jak pierwszego dnia razem. Zresztą nie wierzę, że ktokolwiek słaby radę żyć takimi emocjami cały czas, wszyscy potrzebujemy wyciszenia, czasem samotności. Według mnie sztuką jest wyłamywanie się z tej rutyny, przełamywanie schematów itp. ale też nie może być tak, że to zawsze na głowie partnera jest to, żeby w związku pojawiły się na nowo iskry, po pewnym czasie facet może dość do wniosku, że wam kobietą po prostu nie zależy na jego szczęściu
Przecież napisałam, że to ja przytulam, ja bawię się włosami a on ewentualnie obejmie mnie ręką. W najgorszym wypadku każe mi spadać, bo mu przeszkadzam w oglądaniu telewizji. Ja się staram i naprawdę chcę mu pokazać czego potrzebuje.
Najebana - strasznie to przykre, co piszesz. Nie wyobrażam sobie, żeby mój facet mnie spławiał, kiedy potrzebuję się przytulić.
Najebana, to problem jest chyba nieco głębiej, niż brak uniesień, ja również nie potrafię sobie wyobrazić odtrącenia żony, kiedy przychodzi do mnie się przytulić, tak samo ona mnie nie odtrąca kiedy przychodzę ja. Mimo 12 lat razem często zachowujemy się jak nastolatkowie i nie możemy obok siebie przejść żeby się nie wymacać
PrzezSamoH ja jestem z moich chłopakiem 2 lata i 4 miesiące i nie narzekam ❤️ ale on jest cały cudowny 🤷🏻♀️
NajebanaAleDama Ale rozmawiałaś z nim o tym? Bo to szczerze mówiąc brzmi strasznie. U nas by nie przeszło, gdyby on nie wyrobił swojej dziennej normy miliona przytuleń i tysiąca buziaczków w ciągu dnia.
Ala - a mieszkacie razem? Bo to dużo zmienia :)
Postac - jak koniecznie chcę, żeby to mąż sam z siebie okazywał mi więcej czułości to po prostu trochę ograniczam je z mojej strony, żeby go tak nie przytłaczać. Jak zaczyna mu brakować to od razu przychodzi się poprzytulać :)
Mówcie za siebie. Ja jestem kobietą i nie lubię trzymania się za rączki, niespodziewanych całusków czy tej całej romantycznej otoczki. Kwestia charakteru: ja jestem chłodna i pragmatyczna.
Boże, w tej chwili mam dokładnie to samo! Mam narzeczonego, dobrego mężczyznę, który mnie kocha. Ja go szanuję, ale uniesień brak. Nigdy ich nie było. Doskonale wiem, co czujesz
Ale myślę, że nawet taki związek jest lepszy niż bycie samą. Dlatego się zgodziłam na małżeństwo. Ale... Cholernie się boję
Kiedyś w końcu się naprawdę zakochasz i będziesz sobie pluć w brodę...
Dlaczego związek z niekochaną osobą jest lepszy niż bycie samemu?
Byłam 5 lat ze swoim przyjacielem. Myślałam, że wszystko jest w porządku i tak ma być.
Dopóki się nie zakochałam.
NOTHING000 Bo ta niekochana osoba jest jednak z osobą, którą kocha, a która również zapewnia ją o miłości i tę miłość pokazuje (mimo że jej nie czuje).
Pewnie nie wyszłaś za mąż z najlepszych pobudek ALE to może nie być wcale takie złe jak się wydaje. Teraz małżeństwa zawierane z miłości rozpadają się na lewo i prawo, a jeśli małżonkowie są sobie przede wszystkim przyjaciółmi (a z opisu tak to wygląda), to mają większe szanse na długie wspólne i (umiarkowanie) szczęśliwe życie :)