#N3ryh

Gdy byłam mała (miałam może 8-10 lat), tato nagle stracił pracę. Wcześniej nie mieliśmy problemów finansowych, a teraz zabrakło pieniędzy. Pamiętam moment wielkiego kryzysu, gdy w lodówce nie było kompletnie nic. Wtedy jako mała smarkula postanowiłam, że pomogę rodzicom.

I tak obmyśliłam plan. Za swoje skromne drobniaki, zachomikowane w śwince skarbonce, zaczęłam kupować słodycze dla młodszego rodzeństwa, coby nie wymuszało od mamy i taty dodatkowych wydatków. Sama jadłam znienawidzone do tej pory produkty (kiełbasa, chleb ze smalcem), nie wybrzydzałam przy obiadach, bo wiedziałam, że nie stać nas na nic lepszego. Czasem przez cały dzień jadłam tylko jabłka z dzikiego drzewa rosnącego gdzieś przy drodze, porzeczki itp. Nie marnowałam wody, myłam się w misce. Najpierw twarz, potem włosy, na końcu nogi.
Gdy przyszedł pierwszy okres, oszczędnie zużywałam podpaski, bo wtedy kosztowały bardzo dużo (np. za jedną paczkę mogliśmy kupić dużo chleba lub mleka). Przez całą miesiączkę potrafiłam zużyć 2-3, posiłkując się papierem toaletowym (mama była zbyt zabiegana, by to zauważyć). O wycieczkach szkolnych nie mówiłam w domu. W szkole tłumaczyłam się tym, że już byłam w tym miejscu itp. W podstawówce uczyłam się najlepiej z całej szkoły i dostawałam w każdym semestrze stypendium, zwykle 200-250 zł. Przeznaczałam je na jedzenie lub słodkości dla dzieciaków (w 5 klasie czułam się taka dorosła). Pamiętam, jak raz kupiłam wszystkim domownikom po najtańszej czekoladzie. Ich radość wspominam do dzisiaj. Chodziłam w ubraniach po kuzynach, często dostawałam koszulki czy bluzy po starszym bracie. W wakacje zbierałam wiśnie albo truskawki i sprzedawałam je sąsiadom. Zbierałam stare puszki i inne żelastwa. Zawsze kilka złotych się zebrało. Nadmieniam, iż robiłam to bez wiedzy rodziców, chciałam być taką małą, anonimową bohaterką.

Taka sytuacja trwała może ze dwa lata. Później tato znalazł pracę, mama też i wszystko wróciło do normy. Prawie.
Dziś, gdy jestem dorosła, nie umiem wydawać pieniędzy. Nie pamiętam kiedy kupiłam ostatnio coś dla siebie. Kiedy mam wydać więcej niż 4 zł na jakiś produkt, to dusza mnie boli. Raz gdy kupiłam sobie czekoladowy deser, do końca dnia miałam wyrzuty sumienia, bo zamiast niego mogłam wydać te pieniądze na coś tańszego i sytszego. Każda wizyta w sklepie kończy się tym, że w mojej głowie pojawia się obraz pustej lodówki i bezradnie liczących pieniądze rodziców, którzy zastanawiają się komu najpierw oddać pożyczoną kasę. Czuję, że nie zasługuję na te wszystkie rarytasy i wciąż muszę nakarmić moje głodne rodzeństwo.
Ginka Odpowiedz

Jestes niesamowita... pewnie nawet nie wiedza, jaka maja corke niezwykla.
Szkoda, ze obrocilo sie to troche przeciwko tobie, ale moze z pomoca i probami to zbalansujesz w sobie. Wyznacz cele oszczednosciowe (miesieczne albo tygodniowe), i zobaczysz, ze czasem na mala przyjemnosc zaslugujesz. W koncu ciezko pracujesz i dbasz o budzet. Ale jestes juz dorosla - mysl o sobie :)

Angeel

Ale nauczcie się używać polskich znaków...

Ginka

@Angeel pewnie cie zaskocze - to nie kwestia nauki, to kwestia lenistwa! Tadaaam! ^^
Jestesmy Legion!

10pazdziernika Odpowiedz

U mnie wręcz przeciwnie.. w pewnym momencie też było słabo z kasą. Pamiętam jak inne dzieci miały zabawki o których zawsze marzyłam, jak wyjeżdżały na wycieczki, na które moja rodzicielkę nie było stać. Całe dzieciństwo czułam, że jestem biedniejsza niż reszta dzieci. Ale przez to, teraz, gdy już sama zarabiam, na nic sobie nie żałuję. Chce coś kupić? Kupuję. Chyba w ten sposób próbuje sobie zrekompensować dzieciństwo...

ThisLove Odpowiedz

Może nie koniecznie kupuj rarytasy. Zacznij kierować się jakością produktu. Jest dużo tanich i dobrych rzeczy jak i drogich i dobrych. Znajdziesz w tym równowagę i twoje zdrowie ci podziękuje jak zamiast mielonki niewiadomego pochodzenia kupusz dobrą szynkę :)

IrisvonEverec Odpowiedz

U mnie w domu nigdy niczego nie brakowało, albo rodzice przynajmniej nie dawali mi tego odczuć. Miałam dużo zabawek, ubrań, nie chodziłam głodna. Mimo wszystko mam, odkąd pamiętam, coś podobnego do Ciebie. Z tym, że (nie wiem, jak w Twoim przypadku), kiedy mam wydać pieniądze na kogoś bliskiego (córkę, męża, rodziców, siostry) to robię to tak, żeby prezent tylko nie przekroczył "magicznych" 100zł (nie oszukujmy się, też musimy z mężem i córką za coś żyć, a kokosów też nie ma) i był czymś fajnym dla nich. A ja? Żałuję sobie na wszystko. Muszę powstrzymywać się od płaczu, kiedy ktoś z rodziny (wszyscy z bliższej rodziny już znają mój problem) daje mi specjalną kartę podarunkową do konkretnego sklepu, zaprasza na wspólne zakupy, czy każe pokazywać sobie paragony za rzeczy, które sobie kupiłam za otrzymane pieniądze z okazji urodzin, czasem jakichś świąt, albo jak czasami babcia: bez okazji. Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale to męczące.

NotYourBusiness Odpowiedz

Ojeja, zasługujesz teraz na wszystko co najlepsze. Po tym co przeszłaś i co zrobiłaś dla swoich rodziców... takie to słodkie z Twojej strony że aż brak mi słów. Chciałabym Cię spotkać i wręczyć Ci największą torbę słodyczy jaką możesz sobie wyobrazić.

queenB Odpowiedz

Mnie zadziwia, że 1) tak biednie, a rodzice nie brali twojego stypendium na realne, bieżące potrzeby związane z edukacją 2) nie korzystaliście z pomocy w szkole (obiady, wyprawki, stypendium socjalne).

DogeWow

Może rodzice autorki na to wpadli, ale po prostu ona o tym nie napisała

SchwartzeMargaritte Odpowiedz

No dobra, deser czekoladowy to nie najlepszy przykład zamiany, ale myśl o tym, że jedząc teraz za każdym razem coś "tańszego i sytszego" ryzykujesz, że za paręnaście lat będziesz wydawać pierdyliony pieniędzy na leki. Na zimiokach, makaron i szmolcu daleko nie zajedziesz. Droższe, zdrowsze jedzenie to tak naprawdę oszczędność, bo inwestujesz w swoją przyszłość.

TruskawkaBezSerca Odpowiedz

A ja nie potrafię w wydawanie pieniędzy w ten sposób, że moja mama nigdy nie wygospodarowała mi kieszonkowych ani nie dawała mi więcej niż wyliczoną kwotę. Gdy teraz mam "nadwyżkę" nie potrafię tego tak po prostu nie wydać "zaoszczędzić". Plus jeszcze, że najczęściej te pieniądze idą na jedzenie, które było-i nie ma a nie jak np ubrania które były-i będą dopóki ich się nie wyrzuci.

Lunathiel

Współczuję i rozumiem. Zero tu twojej winy, po prostu nikt nie nauczył cię nigdy wydawania pieniędzy w zdrowy, rozsądny sposób.
Mój były chłopak cierpiał na podobną przypadłość. To, jak jego mama traktowała go w kwestii pieniędzy zdążyłam nawet zobaczyć na własne oczy (poznaliśmy się będąc jeszcze w liceum). W skrócie: kobieta nauczyła swojego syna, że jest jego bankomatem - kiedy potrzebował na coś kasy, po prostu zwracał się do niej z prośbą o konkretną kwotę. A potem dziwiła się, że nie potrafi sam wygospodarować na nic pieniędzy i przychodzi do niej z każdą pierdołą. Zwykle działało to tak, że przed planowanym zakupem on dostawał jakąś orientacyjną ilość kasy. I kiedy została mu z tego reszta, był zobowiązany ją oddać.
Mnie to zadziwiało, bo byłam nauczona radzić sobie z oszczędzaniem i wydawaniem sama - po prostu miałam swoje pieniądze i z nikim nie musiałam się z tego rozliczać. Natomiast on zachwalał mi korzyści z tego jak działa to w jego domu. Mówił, że ma pieniądze na przyjemności, jeśli jakieś dostanie, ale też zawsze ma zapewnione pieniądze na rzeczy niezbędne jak jedzenie czy ubrania. I fakt, pewnie tak miało to wyglądać w założeniu, według jego mamy. Jednak w praktyce, ten system urastał czasami do rangi absurdu, bo (nawet wtedy, 17-sto czy tam 18-sto letni facet) potrafił dzwonić z wyjścia z dziewczyną do swojej mamy i pytać "czy przeleje mu 23 złote na obiad" :'D
A, no i najważniejsza sprawa - efekt końcowy? Gość ma obecnie 24 lata. Mieszka w wynajętym mieszkaniu. I nadal dostaje kieszonkowe - oddzielnie na jedzenie, oddzielnie na bilet miesięczny, oddzielnie na inne rzeczy... Poza częścią rachunków - które płaci mu mama (odkąd ja się wyprowadziłam, trochę dlatego, że miałam dość "noszenia spodni" w tym domu wariatów :')).

TruskawkaBezSerca

Lunathiel Moja mama nie zarabia za dużo a koszta czynszu itp są strasznie wysokie, więc nigdy nie było opcji na moje "zachcianki", dostawalam pieniądze na miesięczny i ewentualnie ubranie lub jedzenie jak już koniecznie muszę nie jeść w domu. W tym momencie podjęłam się 4 różnych rodzajow pracy byleby mieć coś swojego i nie ciągnąć od mamy czy brata. Mamy na wyżywieniu 4 osoby z czego jedna bezrobotna 24/dobę w domu a brat je podwójną porcję. O, jeszcze plus 4koty i ich zywienie i leczenie :) bajka

anonimowykawoholik Odpowiedz

Ja mam wprost przeciwnie. W domu było dość ubogo, przynajmniej ja tak to postrzegałem widząc inne dzieciaki. Nigdy nie brakowało nam jedzenia, mama zawsze kupowała jakieś słodycze, mieliśmy czyste ubrania (tyle, że bez metek). Do tego dużo pieniędzy szło na leki. Ja natomiast interesowałem się muzyką i elektroniką, na którą pieniędzy nie było. Dlatego teraz, gdy sam zarabiam, to kupuję stare telefony i komputery, konsole i inne badziewia, o których marzyłem za dzieciaka. No i wydaję na "rozwój kariery muzycznej" zdecydowanie zbyt dużo. Nie żałuję, mimo, że zawsze miesiąc kończę bez oszczędności.

Vampire7 Odpowiedz

Byłaś bardzo przedsiębiorcza i zaradna w tak młodym wieku, naprawdę szacun :D W ogóle postawa godna naśladowania :) Mimo tego, czas przestać żyć przeszłością, może postaraj się opowiedzieć ta historie rodzinie lub przyjaciółce, żeby się wygadać? A może zwykła rozmowa z psychologiem by pomogła? Ogólnie zasługujesz na wszystkie rarytasy świata :)

Zobacz więcej komentarzy (7)
Dodaj anonimowe wyznanie