#MaiwR

Około 8 lat temu (miałem wtedy 15 lat) mój starszy kuzyn (wtedy 26 lat) jakimś cudem trafił w totolotka 6. Po odliczeniu wszystkich dupereli, zostało mu około 2,5 miliona złotych. Myślicie sobie pewnie teraz, co za szczęściarz z niego, taka kasa i to w czasach jeszcze gdy nie wszystko takie drogie było, więc i za 2,5 bańki można by do końca życia szaleć. Niestety, pieniądze te przyniosły mu więcej przykrości w życiu niż radości.

Jak to bywa w takich sytuacjach, jego mama powiedziała siostrze, siostra kolejnej i tak po 2-3 dniach cała rodzinka ta bliska i bardzo daleka wiedziała o jego wygranej. Ja z kuzynem dobrze żyłem, traktowałem go wtedy trochę jak swój wzór, bo chłop skończył najlepsze liceum w moim mieście ze świetnym wynikiem, poszedł na studia informatyczne na Politechnikę Warszawską, a w dodatku zawsze mi pomógł, gdy pojawił się jakiś problem. Osobiście nie za bardzo przejąłem się wygraną, bo rodzice wychowali mnie tak, żeby komuś do portfela nie zaglądać, bo to nie moja sprawa kto i ile ma. Więc tylko powiedziałem, że dobrze, bo całe życie ciężko pracował, więc niech sobie trochę teraz odpocznie. Niestety, nie było mu dane.

Nagle pół rodzinki zwaliło się do niego do domu (mieszkał jeszcze wtedy w rodzinnym domu, bo dopiero co studia skończył). Każdy miły jak nigdy. Oczywiście wszyscy lizali mu.. ekhm.. jak tylko mogli, sugerowali, że tym to by się przydała nowa pralka, a tamci to nowe rowery by kupili, a ta ciotka by pojechała na wczasy. Wszystkie rozmowy przebiegały w ten sposób. Najlepszy był jego daleki wujek, którego chyba drugi raz w życiu na oczy widział, a który przyjechał tydzień po tym, jak dowiedział się o wygranej i prosto w oczy powiedział dla mojego kuzyna, żeby mu kupił nowy samochód z salonu, bo mu się należy, a najlepiej to żeby mu już, teraz połowę wygranej oddał, bo on lepiej wie jak taką kasą zarządzać od "jakiegoś szczyla".

Kuzyn się wkurzył, wygonił całą rodzinkę, powiedział wszystkim, że pierdzieli to i ani grosza im nie da, chociaż wcześniej planował kupić jakieś upominki dla najbliższej rodziny, to teraz nie zamierza kupić nic. Jego matka i ojciec też się na niego obrazili, bo jak to tak, z rodziną się nie podzielić. Przyjechał spać do nas do domu, bo moi rodzice zgodnie ze swoimi przekonaniami jedynie mu pogratulowali i zajęli się swoimi sprawami.

Mieszkał u nas 2 tygodnie. Wreszcie stwierdził, że zostawi sobie część na mieszkanie i trochę na otwarcie swojej firmy, a resztę odda na cele charytatywne. W międzyczasie sprawił jeszcze mi i mojej siostrze prezent, a mianowicie kupił nam po laptopie, a resztę oddał tak jak planował. W całym tym zamieszaniu stracił kontakt z prawie całą rodziną, łącznie z matką, jedynie ojciec go przeprosił. Eh... kasa...
bazienka Odpowiedz

pffff bo o tym sie nie mowi nikomu
kupuje sie mieszkanie i wyprowadza, do tego kilka innych mieszkan i zyje z wynajmu- mamy dochod pasywny
z rodzina jest roznie, ja bym rodzicom kredyt splacila i kupila mieszkanie, to by soie sprzedali dom ( sa po 60, robi sie problematycznie na 120 metrach)
bratu splacilabym kredyt na mieszkanie i kupila nowe w miescie jego dziewczyny ewentualnie
ale jak znasz swoich rodzicow i wiesz, ze rozgadaja, to sie siedzi cicho!
znajomym bym nie powiedziala nic, najwyzej by sobie mysleli, z ewzielam mieszkanie na kredyt...
chociaz w sumie mogloby to byc tez sprawdzianem dla rodziny- jak przyjda w zebry mimo ze 10 lat mieli cie w doopie, to wiesz, z kim zerwac kontakt i co cie obchodzi ich jojczenie, nie jestes instytucja charytatywna

Msciwoj82

Mówi się, ale nie o wszystkim. O 10 tysiącach, abo 50, żeby się nie dziwili jak sobie człowiek auto kupi albo coś.

Mąż do żony:
- Co byś zrobiła, gdybym wygrał w totka?
- Wzięłabym moją połowę i wyprowadziłabym się.
- To masz tu twoje 3,50 i spadaj.

JoseLuisDiez Odpowiedz

Kiedyś miałem pomysł, aby sfingować że wygrałem kupę kasy, patrzeć jak cała dalsza rodzina (z którą prawie nie utrzymuję kontaktu), czy koledzy/znajomi, którzy na co dzień mają mnie gdzieś, jak wszyscy nagle sobie o mnie przypominają i stają się tacy mili.
A potem powiedzieć że to żart.

nevada36

Też o tym myślałem kiedyś.

Eksterioryzacja Odpowiedz

26 latek który całe życie ciężko pracował? To kiedy zaczął? Jak miał roczek?

FarfallaBianca

Znam takich, co do trzydziestki pracą rąk nie skalali. Bywają jednak tacy, co zaczynają pracować w wieku lat 16. Różnie się w życiu układa

bazienka

no, mam taka kolezanke 31 lat w tym roku, mieszka z rodzicami, nie przepracowala ani jednego dnia

chlef123

może dużo i dobrze się uczył? pasek od 1 SP do 3 LO, doskonale zdana matura i ukończenie trudnych studiów z wyróżnieniem to też jest ciężka praca...

Doombringerpl

@Eksterioryzacja: W wieku 26 lat zacząłem pracę w trzeciej firmie, dla której teraz pracuję jako podwykonawca(firma się rozpadła z powodu wojny współwłaścicieli i syndyk zdywersyfikował działy). I wiedzą, że jak jest problem to ja go rozwiążę. Bo tak mnie nauczono pracować. Poprzednie dwie firmy to hipermarket i rozkładanie towaru, nie wstydzę się tego. Też zostałem przyjęty jako jeden z wielu przed gorączką świąt i jako jedyny zostałem bo robiłem co do mnie należało a nie opierdzielałem się po kątach. Druga praca, gdybym przeniósł się wraz z siedzibą firmy na drugi koniec Polski to pewnie do tej pory bym tam pracował. W wieku 26 można już sporo przejść. Ale rozumiem, że ten sarkazm wynika z własnego doświadczenia...

diq1

Ja pracuję od 16 roku życia.
Oczywiście, nie były to etaty po 8h dziennie, ale czasami bywało ciężko, jak trzeba było ogarnąć i pracę i naukę.
Szkoła życia, teraz jestem już stara i nie mam problemu z żadną robotą, dostosowuje się do sytuacji, a gdzieś tam w tle podnoszę kwalifikacje i każda zmiana pracy pociąga za sobą dużo wyższe wynagrodzenie.

nkp6

Może zwyczajnie był chłopakiem, który odkąd "był w stanie" pomagał rodzicom, dobrze i pilnie się uczył, skończył wymagające studia.

ogienek Odpowiedz

Nie kasa, tylko pazerność rodziny.

kociambe Odpowiedz

ale lodzik za laptopa był? Siostra też grzecznie podziękowała. Kuzyn opowiadał.

Dodaj anonimowe wyznanie