#MaOgs

Mieszkam w Holandii już jakiś czas, dość często zdarza mi się spotykać tu na ulicach Polaków w przeróżnym wydaniu. Rodzinki na spacerkach, turystów, majstrów na budowie, ale zdecydowanie najbardziej kocham grupy drące się po polsku na całą ulicę, a niemówiące w żadnym obcym języku.

Pewnego dnia siedziałam z chłopakiem w restauracji na dworze, gdy znikąd pojawiła się grupka Polaków – dwóch chłopaków w okolicach 20 lat, jeden ok. 50-latek i kobieta w podobnym mu wieku. Usiedli przy stoliku, narobili hałasu, ciągłe przekleństwa, nawet w stronę osób, które już tam jadły i spojrzały, o co tyle wrzasku. Usiedli, przyszła kelnerka, nie potrafili nic zamówić, w końcu dogadali się na migi, że chcą osiem piw. Kelnerka nie zdążyła jeszcze odejść, a jeden z mężczyzn już obgadał jej wygląd i co to on by jej nie zrobił. Kobieta oczywiście nie była niczego świadoma, jednak dla mnie niesmak pozostał. W międzyczasie jeden z 20-latków skręcił jointa i zaczęli szukać zapalniczki. Najstarszy z panów zaczął chodzić od stolika do stolika, pytając po polsku o zapalniczkę, jednak nikt albo nie miał, albo nie zrozumiał lub bał się dać. Podszedł też i do mnie, a musiałam mieć jakieś chwilowe zamroczenie, bo odpowiedziałam mu po polsku, że mam. No i się zaczęło... Panowie zaczęli mnie wypytywać o wszystko, a że nie miałam ochoty na rozmowę, powiedziałam, że jestem zajęta i wróciłam do jedzenia. Zostałam wyzwana od najgorszych i usłyszałam opisy tego, co by mi wszyscy razem zrobili i jak mocno, żebym nie była taka głupia i przestała „dać się j*bać” przez obcokrajowców (mój chłopak jest Holendrem i nie zrozumiał z tej rozmowy ani słowa). Siedząca z nimi kobieta tylko się śmiała. W którymś momencie, gdy już sobie trochę odpuścili, a ja ze łzami w oczach dojadałam obiad, jeden z młodych odebrał telefon i opowiadał ze szczegółami, jak to niedawno wyszedł po 8 latach na wolność i jak c*ujowo jest w Holandii. Po zjedzeniu jak najszybciej wyszliśmy i poszliśmy okrężną drogą do domu.

Czasem brak mi słów na zachowania niektórych ludzi, a muszę przyznać, że mam więcej przykładów z Polakami niestety.
Mój apel? Drodzy Polacy, jeśli za granicą jest Wam aż tak źle, a także nie potraficie się zachować w miejscach publicznych, dostosować do panujących zasad, nauczyć się języka i szanować, że ktoś dał Wam szansę na zarobek – wróćcie do Polski, proszę. Zróbcie taką przysługę swoim rodakom, którzy muszą potem żyć z opinią, którą Wy po sobie zostawiliście. A co do szacunku do kobiet i innych kultur/ religii nie będę się wypowiadać, bo brak mi słów.
coztegoze2 Odpowiedz

Myślę, że w takiej sytuacji to warto poprosić o pomoc obsługę i poprosić aby ich wyprosili albo wezwali policję. Skoro inni goście czuli się niekomfortowo a Tobie grozili to tu nie ma się co czaić.

A może najlepiej by było jeszcze powiedzieć chłopakowi co się dzieje i poprosić o wyprowadzenie przez obsługę przez tył knajpy, bo się boisz w związku z tym co oni mówią. A też dobrze żeby ludzie wiedzieli co się dzieje co ci ludzie wygadywali.

HansVanDanz Odpowiedz

Wyglądał na 20 lat, z niedawno wyszedł z więzienia po 8 latach...
Może to nie Polak był, a ktoś z Korei Północnej.

Dragomir

Hahaha :) dobre.

karlitoska Odpowiedz

No niestety, ale za granicę wyjeżdża dużo patusiarni z Polski. A mam wrażenie, że Holandia to akurat takich przyciągała szczególnie (pewnie przez legalne zioło). Jbc to my ich tutaj z Polsce też nie chcemy, najlepiej to niech się wystrzelą w kosmos 😆😆😆

Dragomir Odpowiedz

To i tak że w tym kalifacie jeszcze wolno sprzedawać alkohol.

Dodaj anonimowe wyznanie