#MV8VM

Mój mąż zachorował. Psychicznie. Dość ciężko. Czasem zachowuje się normalnie, jak kiedyś, ale zazwyczaj normalnie nie jest. W sumie to są dwie opcje. Pierwszy rodzaj epizodów to taki, w którym całymi dniami leży i gapi się w ekran, nie mając siły na nic innego, albo po prostu śpi. Wykonuje, co musi i nic więcej. Nie chce mnie dotykać, całować, przytulać, seks jest mu obojętny. Prawie nie je, mimo podsuwania mu jego ulubionego jedzenia. To z reguły trwa tydzień lub dwa. Potem jest zmiana. Niby zachowuje się normalnie, a potem wystarczy jakiś drobiazg, by wpadł w szał. Wystarczy, że nie odpowiem na pytanie, którego nie usłyszałam, zapytam o coś w złym momencie lub ogólnie zrobię coś, co nigdy wcześniej problemem nie było. I zaczyna niszczyć rzeczy w domu, wyzywa mnie, próbuje wyrzucać mnie z naszego wspólnego mieszkania lub sam się pakuje do wyprowadzki. Grozi. Wtedy cokolwiek zrobię, traktuje jako dodatkowe prowokowanie. On już jest pod opieką lekarzy, ale zanim dobiorą leki i one zaczną działać, minie trochę czasu. Wiem, że jest mu ciężko i staram się mu pomóc i go wspierać, ale mnie też jest ciężko. Nie chcę nikomu mówić, stawiać go pod ścianą i robić złą opinię. Nikt nie wie, co się dzieje u nas w domu. Czuję się bardzo samotna. Boję się. Bardzo mi brakuje poczucia bezpieczeństwa, stabilności. Czułości. Za każdym razem, gdy wracam do domu, paraliżuje mnie strach. Co dzisiaj będzie? Będzie depresja? Będzie w miarę normalnie? Zamknie się w sobie? Czy znów potłucze talerze, bo źle spojrzałam? Jest mi bardzo trudno.
Postac Odpowiedz

Idź też do psychiatry. Niech Ci pomoże znaleźć siebie w tej sytuacji.

Na NFZ mam długi termin, na prywatne nas nie stać. Na razie czekam na wizytę i staram się przetrwać.

Postac

A w innym mieście na NFZ? U mnie da się zarejestrować na wizytę w ciągu miesiąca. Do psychologa są dużo dłuższe kolejki.

SceptCyn

Wygoogluj "terminy NFZ", przydatna strona.
Pozdrawiam

Dziękuję.

HelgavonKlusken Odpowiedz

Mam znajomą parę w której mężczyzna zachorował na dwubiegunówkę. Małżeństwo niestety nie przetrwało ale teraz, po 3 latach mężczyzna ma dobrze dobrane leki i normalnie się z byłą żoną spotyka na randki, nawet na wakacje razem jeżdzą. Być może się jeszcze zejdą.

To w sumie happy end :)

LiberianGirl Odpowiedz

Na pewno wiesz jak brzmi pierwsza zasada bezpieczeństwa - najpierw zadbaj o własne bezpieczeństwo. Nawet jeśli to oznacza odesłanie męża albo siebie do domu rodzinnego. Nie musisz mieć siły tego znosić. Może to przekraczać Twoje granice wytrzymałości.

Nie jest agresywny fizycznie wobec mnie. Przykre jest znoszenie tego, ale nie chcę odchodzić z powodu choroby. Zwłaszcza, że ją leczy.

TakaOna100 Odpowiedz

Powiedz o tym komuś, komu ufasz i kto będzie dla Ciebie wsparciem. Nie chodzi o to, żeby oczerniać męża, sama wiesz, że ta choroba mu się przydarzyła i nie robi tego, co robi, specjalnie. Ty też potrzebujesz wsparcia i poczucia bezpieczeństwa

Chciałabym się tym z kimś podzielić, ale nie jestem w stanie na ten moment.

anonimowe6692 Odpowiedz

Sytuacja, w której jesteś jest bardzo trudna, ale trzeba mieć nadzieję, że jest przejściowa. Z tego co mówisz, skoro jest szansa, że dobrze dobrane leki w końcu to uregulują. Twój mąż się leczy, nie walczy z tą koniecznością i to jest tak naprawdę ważniejsze. Dlatego przede wszystkim nie zgodziłabym się z komentarzami mówiącymi, że możesz odejść. W końcu "w zdrowiu i w chorobie" oznacza dokładnie to, że wchodząc z nim w związek małżeński deklarujesz, że się nim zaopiekujesz w takich sytuacjach. W przypadku takiej choroby jak opisujesz jest to szczególnie trudna, bo łatwo ulec wrażeniu, że to już nie ta osoba, z którą się związałaś. Pewnie nie bardzo Cię to teraz pocieszy, ale jak juz z tego wyjdziecie, Wasza relacja będzie silniejsza niż kiedykolwiek. Wytrwałości i trzymam kciuki, że szybko dobiorą właściwe leki i wszystko wróci do normy :)

anonimowe6692

Rozproszylam się i nie skończyłam wątku - chodzi mi o to, że odejście jest ok, kiedy ktoś nie chce się leczyć albo żadne leczenie nie ma szans na powodzenie

Dziękuję za wsparcie :)

dajciespokojserio

No nie do końca jest tak jak piszesz, że przysięga jest tak wiążąca.
Z tego "w zdrowiu i w chorobie" w niektórych sytuacjach zwalnia nawet Kościół.
"w przypadku zatajenia poważnej choroby psychicznej przed ślubem możliwe jest wszczęcie procesu o stwierdzenie nieważności małżeństwa".

ArabellaStrange

Ale w tej historii mąż zachorował po ślubie.

anonimowe6692

dajciespokojserio tak jak pisze Arabella tutaj zachorował po ślubie, to po pierwsze. A po drugie osobiście nie traktuję tego jako pustej formułki (zwłaszcza że na swoim ślubie jej w tej formie nawet nie wypowiadałam, bo był cywilny), tylko jako generalna zasadę funkcjonowania małżeństwa. Też bym nie chciała, żeby mnie mąż zostawił, gdybym zachorowała w taki sposób i liczylabym na jego opiekę i odwrotnie - czułabym się zobowiązana i chciałabym się nim opiekować gdyby to on zachorował. Oczywiście łatwo mi to mówić teraz, nie będąc w takiej sytuacji, tłumacze tylko jakie mam poglądy

ZdarzyloSiewRodzinie Odpowiedz

Wbiję kij w mrowisko, ale myślę, że nie musisz się z nim męczyć. Daję sobie prawo, żeby tak Ci napisać, bo w mojej rodzinie były i są osoby z problemami psychicznymi. Mój ojciec bywał agresywny. Zdarzały mu się ataki szału, czasami trzeba było uciekać z domu. Miał to po swojej matce, która nadal żyje. Pisałam o niej wiele razy. Kiedyś, w Wigilię, przyszła pod drzwi mojego domu z siekierą, na szczęście były zamknięte. Innym razem, w młodości, ganiała za moim dziadkiem z nożem. Uciekł przez okno. Mój ojciec popełnił samobójstwo, a moja babcia go znalazła. W przypadku osób z depresją, bałabym się wracać do domu, żeby nie natknąć się na samobójcę. Od zawsze bałam się, że znajdę w domu kogoś martwego. To się nie zdarzyło, bo nigdy nikogo nie znalazłam, ale i tak mam taką fobię. Zaczęła się, gdy jeszcze w rodzinie było normalniej, a ojciec żył. Masz prawo być szczęśliwa i nie musisz poświęcać życia choremu mężowi, a zwłaszcza, jeśli nie ma szansy na to, że mu się polepszy. Kiedy jest z nim źle, nie bój się wzywać karetki. Lepiej wezwać o raz za dużo niż o raz za mało. Do mojego ojca przyjechały służby dzień przed śmiercią, ale go nie zabrały, bo powiedział, że żartował z tym samobójstwem. Na drugi dzień już nie żył. Dobrze się przygotował, żeby nikt go nie uratował. Przed śmiercią zachowywał się inaczej niż zwykle. Normalnie był chamski i niemiły, ale przed śmiercią przepraszał ludzi. Ale dzień przed śmiercią znowu był chamski, dlatego myślałam, że już mu lepiej. Uważajcie na zmiany w zachowaniu swojej rodziny

Nie muszę, ale chcę z nim zostać. Przecież to nie jego wina. I leczy się.

imaohw Odpowiedz

Jeśli planujecie być razem to trzymaj go tylko z dala od alkoholu. Depresja nie lubi się z alkoholem więc ani kropli

Dodaj anonimowe wyznanie