#MLvnd
Była to era telefonów stacjonarnych. Basia starała się zachować chociaż minimum prywatności (co przy mnie było bardzo trudne), więc miała w swoim pokoju taki właśnie telefon. Drugi, ogólnodostępny, był na przedpokoju. Dwa aparaty jeden numer telefonu.
Historia właściwa:
Basia rozmawia z koleżanką przez aparat w swoim pokoju. Ja podnoszę słuchawkę na przedpokoju i podsłuchuję cichutko jak myszka, żeby nie wyszło na jaw.
Punkt kulminacyjny:
Koleżanka kicha. Ja mówię "na zdrowie".
Tak oto wyszło na jaw moje podsłuchiwanie.
Grunt to bycie kulturalnym w każdej sytuacji :D
Też tak podsłuchiwałam jak byłam mała! :D Czasami specjalnie zakłócałam rozmowę np klasycznie gniotąc kartkę papieru. Nie wiem czego to robiłam, ale śmieszyło mnie jak rozmówcy się denerwowali i mówili coraz głośniej
Apropo "na zdrowie" pamiętam, ja na próbnym teście szóstoklasisty ja jak to ja kichnęłam, koleżanka z drugiego końca sali (dość głośno, a jakże) mówi "na zdrowie" i wtedy jako, że test próbny, okazja doskonała, żeby uświadomić dzieci czego podczas testu robić nie należy
A niby czego?
@Dragomir Myślisz że po 5 latach ci odpowie?😅😅
no, kultura to podstawa
Aż mi się przypomniało dzwonienie na budkę telefoniczną w akademiku do siostry
Też tak robiłam tylko babci :D
Przynajmniej wiadomo, że byłaś dobrze wychowanym dzieckim! :D
Podsłuchując czyjeś rozmowy?
Mam identyczna sytuacje wiekowo z moja siostra i corka 🙈
do zapamiętania
Mówienie na zdrowie jest de facto niekulturalne 😉
Tak samo jak "dzień dobry" w paskudna pogodę.