#MBkQ4
Chciałam zrobić jej prezent urodzinowy, o którym pomyślałam z dużym wyprzedzeniem. Zasadziłam pestkę mango, które zaczęło rosnąć, miało już kilka liści, łodyga zaczęła robić się zdrewniała. Podlewałam, przesadzałam, nawoziłam. I teraz pojawiła się ciekawa rzecz.
W momencie gdy zaczęło się między nami psuć już znacznie bardziej niż wcześniej, liście zaczęły przysychać. Na początku myślałam, że to normalne, ale w pewnym momencie mango zaczęło ewidentnie umierać. Pewnego dnia wróciłam do mieszkania po naszej ostatniej kłótni, po której ona zdecydowała o zerwaniu znajomości, a ja już zwyczajnie nie miałam siły nawet o tę przyjaźń walczyć. Byłam zwyczajnie zrezygnowana, ale jak co wieczór postanowiłam zerknąć jak tam moje kwiaty i zobaczyłam, że mango straciło ostatniego liścia i zwyczajnie umarło.
I tak sobie mija czas, a ja codziennie patrzę na ten cholerny badyl w doniczce, nadal nie pozbyłam się trupa. Miała to być dla A. niespodzianka, ale co ciekawe umarła razem ze znajomością. Nikomu o tej roślince nie mówiłam, ale myślę, że to ciekawy paradoks. W obu przypadkach mi przykro i w obu nie mam już niestety na to wpływu.
moje mango zaczęło zdychać też mniej więcej wtedy, kiedy łodyga zaczęła drewnieć. u mojej teściowej ponoć to samo - kiedy pochwaliłam się jej swoim, powiedziała, że ona też już sadziła kilka razy, i przeważnie usychały po +/- pół roku. dużo tych roślinek umiera, kiedy wyczerpie im się odżywczy "migdał", z którego wyrasta kiełek (coś jak żółtko w jajku), poza tym są bardzo wrażliwe na ostre słońce i wysuszenia.
śmierć twojego mango nie była niestety niczym nadnaturalnym, tylko czymś bardzo dla tych roślin typowym.
Miala awokado, chciałaś jej dać mango, wiec mniejsza strata :D
U mnie był taki przypadek, że kwiat, który pięknie kwitł, zwiądł w dniu śmierci mojego brata.
Nie wierzę w takie rzeczy, ale coś w tym jest. Kiedyś byłam z facetem i na początku związku dostałam od niego kwiatek w doniczce. Raz kwitł, raz podupadał, a my raz się schodziliśmy a raz rozstawaliśmy. Zazwyczaj to kwiatek wyprzedzał fakty. Kiedyś całkiem zaczął sie psuć, jak jeszcze byliśmy razem. Wyrzuciłam go, a wtedy ktoś mnie zapytał czy mi nie szkoda tego kwiatka. Ja na to, że nie... I tak już całkiem padł. Około 1-2 miesiące później się rozstaliśmy. Na zawsze. Może to zbieg okoliczności, może nie. Pozdrawiam Cię autorko.
Ja 6 lat temu też dostałam kwiata od byłego, wężownicę. Dziadostwo rośnie i zdechnąć nie chce. Pewnego dnia przeżyłam szok, bo ta sansevieria zakwitła. W necie nawet cienia informacji o kwitnienia nie znalazłam,więc przez 6 lat myślałam, że rozmnaża się tylko przez liście.
@Jawiem1210, tego kwiatka bardzo ciężko zabić 😜
Kaktusa niby też, a już 3 mi umarły xD
Kaktusa można zalać, a wężownicę... rzucić o ścianę :-D
Nie uważasz, że 1-2 miesiące to zbyt długo, żeby szukać jakichkolwiek powiązań?
Nie szukam powiązań. To tylko moja historia. Sprawa z kwiatkiem i byłym trwała kilka lat.
To jest mega ciekawe, że tylu ludzi w komentarzach zna podobne historie o kwiatach zwiastujących problemy z bliskimi. Próbowałam poszukać podobnych historii w internecie, ale nic nie znalazłam. Wie ktoś czy takie zjawisko jakoś się nazywa albo jak odszukać jakieś teorie na ten temat?
A takie coś z ryżem (?), pleśnią słoiczkami i emocjami? Że jeden słoiczek z ryżem lubiło się, a drugi nie i tamten spleśniał. Kto czytał ten wie. Było takie coś, tylko nie potrafię przypomnieć sobie nazwy.
@DarkMinion - teorie o wodzie dr. Emoto - m.in.pamięć wody, tworzenie kryształów pod wpływem muzyki i te eksperymenty z uczuciami (np. wodzie w ryżu).
Taktaktak! Emoto! Dokładnie o to mi chodziło. Tylko to z pamięcią wody. Uh. Kojarzy mi się z dziwnymi grupami leczącymi na własną rękę. To już nie brzmi ani dobrze, ani wiarygodnie.
Ja tam wierze w takie rzeczy. W ogóle moja mama zawsze powtarza, ze piękne kwiaty są w domach, w których panuje dobra atmosfera a jak coś zaczyna zgrzytać między domownikami to zawsze odbija się to na kwiatkach i z moich obserwacji to prawda!
To dlatego u mnie wszystkie pozdychały... 🤔
ALOES (!) mojej siostry, która dostała od mamy swojego chłopaka USECHŁ chwilę po zerwaniu z nim. A miał się naprawdę dobrze
Aloes jest sucholubny, w liściach gromadzi wodę. To trochę tak, jakby usechł kaktus.
W mojej rodzinie przez dobrych kilkanaście lat był sobie fikus. Zakwitł tylko raz. Stało się to akurat wtedy, gdy moja mama była na porodówce, a ja przychodziłam na świat.
Cos w tym jest, bo moje kwiaty więdną jak mam zły humor...
Kolejny paradoks: wyznanie trafiło na główną kilkanaście dni po dodaniu go. Dzisiaj A miała drzewko dostać. No cóż - najlepszego A. Udanych urodzin.