Za czasów szkoły zawsze byłam klasowym wyrzutkiem, w sumie to po kilku latach dało się przyzwyczaić do codziennego nękania, ale najbardziej przykro było mi zawsze w okresie świątecznym. Wiadomo, mikołajki klasowe, każdy kogoś losuje i kupuje tej osobie prezent. W podstawówce zawsze każdy dawał daną kwotę i to rodzice kupowali prezenty dla całej klasy, tak by każdy dostał to samo. W gimnazjum i liceum każdy musiał coś kupić wylosowanej osobie. Jako że mnie nikt nie lubił, to też nikt nigdy nie chciał mnie wylosować, jednak zawsze jakiś pechowiec musiał kupić mi prezent... Prawie zawsze, były lata, w których nawet mnie nie dopisali do losowania. I kiedy cała klasa radośnie dawała sobie prezenty, ja siedziałam z malutką nadzieją, że dostanę cokolwiek, lecz nikt nie podchodził. Sama zawsze starałam się, by kupić komuś coś fajnego, zwykle nawet przekraczałam kwotę, która była ustalana, by na pewno dana osoba się ucieszyła.
Jakie prezenty mi dawali? Starego miśka, który jeszcze był obklejony jakimś cukierkiem, czy starą książkę i słodycze po terminie. Każdego roku, jeśli coś od nich dostawałam, to były to właśnie śmiecie tego typu. Wstydziłam się z tym przychodzić do domu, pokazywać to mamie, która zawsze od razu pytała co dostałam. Wracając do domu taki "prezent" wyrzucałam, po czym szłam do sklepu kupić sobie jakiś inny, by móc z uśmiechem wrócić do domu i pochwalić się, że dostałam coś fajnego.
Nikt się nigdy nie dowiedział o moim procederze, ale mimo że szkołę już dawno skończyłam, to w okresie świątecznym zwykle chodzi mi to wszystko po głowie i jest mi smutno, że nawet na te głupie mikołajki szkoda było komuś pójść do sklepu i kupić jakiegoś pluszaka.
Dodaj anonimowe wyznanie
Przykro mi. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła tak postąpić. W ostatniej klasie liceum wylosowałam dziewczynę, której szczerze nie lubiłam, więc tym więcej włożyłam serca, żeby prezent jej się spodobał i żeby choć raz do roku było między nami trochę lepiej niż zawsze. Z prezentu była bardzo zadowolona, ale nigdy nje dowiedziała się, że to ja. Szczerze się ucieszyłam z jej uśmiechu na twarzy :)
Chore, że nauczyciele nie reagowali w żaden sposób. W każdej mojej szkole nad całym procesem losowania czuwały osoby dorosłe, przy rozpakowywaniu też wychowawca kręcił się po sali, żeby nikt nie otrzymał niczego niestosownego/obrażliwego.
u mnie w LO najpierw prezenty skladowano na jednej lub dwoch lawkach , pote po kolei podchodzilismy, zgodnie z numerami w dzienniku i kazdy bral cos ze swoim imieniem
Ja w ostatniej klasie gimnazjum dostałam od popularnych kolegów paczkę ubrań, a właściwie szmat w rozmiarze XXXL z takiego najgorszego sortu lumpeksu (miałam problem z nadwagą, ale nie byłam otyła, a w klasie były osoby grubsze ode mnie). Wszyscy na czele z wychowawczynią uznali to za genialny żart i zaśmiewali się do łez kiedy wyciągałam z paczki kolejne "skarby". Tak że nie wszyscy nauczyciele reagują. Po swoich doświadczeniach z gimnazjum powiedziałabym nawet, że ci reagujący to bardzo rzadkie wyjątki...
Gdyby coś takiego spotkało moje dziecko to zrobiłabym aferę w szkole. Nauczyciel poza wykładaniem swojego przedmiotu ma obowiązek dbać o komfort wszystkich uczniów i takie akcje są niedopuszczalne.
Boszzzz, jakie to smutne 😕. Z chęcią kupiłabym Ci prezent.
Historia nieco inna, ze świętami nie ma nic wspólnego ale tematyka dość podobna. Nie uznałam tego za materiał na osobne wyznanie, ale tutaj się podzielę.
To było w gimnazjum, trzy miesiące przed balem na jego zakończenie. Tradycja mojej szkoły była taka, że podobnie jak przed maturą niedoszli absolwenci mieli tańczyć poloneza. Jednak sposób doboru par do tego precedensu był dość ciekawy. Uczniowie trzecich klas gromadzeni byli bez zapowiedzi w sali gimnastycznej. Wszystkie dziewczyny musiały usiąść na ławce, a chłopcy mieli podejść do wybranej i poprosić, żeby z nimi tańczyła. Takim oto sposobem do popularnych dziewczyn ustawiała się kolejka, podczas gdy reszta siedziała na ławce i czekała na to aż proces parowania elity szkolnej się zakończy. Dla mnie jednak nie to miało okazać się najbardziej upokarzające. Stopniowo dziewczyn wokół mnie ubywało. Odchodziły z wyrazem ulgi na twarzy, mniej lub bardziej zadowolone z doboru partnerów, aby ustawić się na środku sali. Minuty mijały dla mnie jak wieczność, kiedy siedziałam ze wzrokiem wbitym w podłogę, marząc tylko o tym, żeby ta sytuacja się odwróciła, albo okazała koszmarem.
Kiedy jednak podniosłam wzrok okazało się że na ławce jestem sama. Chłopców okazało się być mniej, niż dziewcząt, a to właśnie mnie przypadło szczęście bycia tą jedyną spośród pięciu klas, której nikt nie wybrał. Wzrok wszystkich spoczął na mnie. Nauczycielki najwyraźniej zaskoczone obrotem sytuacji wpatrywały się we mnie z mieszanką współczucia i zakłopotania na twarzy. Z ich późniejszych wyjaśnień wynikało, że podczas liczenia osób w klasach liczba uczniów do par się zgadzała. Mi pozostało tylko usmiechnac się i wyjść z sali, starając się ignorować twarze uczniów wyrażające na przemian pogardę i współczucie. Przepłakałam w łazience pierwszą próbę poloneza, a potem wróciłam na lekcje z miną ukazującą wszem i wobec, jak bardzo mnie to nie obchodzi. Jednak do tej pory pamiętam to wydarzenie, jakby miało miejsce wczoraj.
Bardzo smutne wspomnienie..
Niestety często miałam podobnie, lecz np na lekcjach w-fu, gdzie wybierało się drużynę w piłkę czy siatę. Nie wiem czemu tak było, bo brzydka nie byłam, byłam ładna. Niestety dzieci wybierają drużynę po popularności, a nie po tym czy jest się w czymś dobrym.
Po tym czy ktoś jest ładny określa się twoim zdaniem umiejętność gry w siatkówkę? Chodakowska ma końską mordę, a jednak sprawności fizycznej nie można jej odmówić.
Miałam podobną sytuację w podstawówce.
Mieliśmy losowanie i mieliśmy nie mówić komu dajemy prezent. Oczywiście wszyscy się wyglądali a ja nie chciałam bo niespodzianka. Oczywiście zostałam zmieszana z błotem. Do dzisiaj pamiętam jak z mamą szukałam fajnego prezentu. Mimo, że trafiłam na osobę za którą nie przepadałam.
W Mikołajki usłyszałam od tej osoby, otoczonej wianuszkiem kolegow z klasy, że się brzydzi dostać ode mnie prezent. Oczywiście śmiechom i wytykaniu nie było końca więc zaplakana zadzwoniłam po mamę. Zabrała mnie z prezentem do domu.
I wyobraźcie sobie że zadzwoniła moja wychowawczyni, prosząc moją mamę żeby przywieźć ten prezent bo tak głupio, żeby jakieś dziecko nie dostało kiedy wszyscy inni dostali.
No kur*wa hit.
Mama prezent zawiozła ale ja nie wróciłam.
NA miejscu twojej mamy nawet prezentu bym nie zawiozła.
Raz, w podstawówce chłopak miał w prezencie wylosowanej osobie starego zużytego pluszaka... wylosowana osoba byłam ja, tak samo wstydziłam się z tym wrócić do domu, mamie powiedziałam ze dostałam słodycze i je zjadłam...
Kurczę, jak w liceum praktycznie dorośli ludzie mogą wykazywać się tak dziecinnym zachowaniem i ani odrobiną życzliwości. U mnie w liceum nawet jak były jakieś zatargi, to rozwiązywane dojrzale i nie wyobrażam sobie, żeby ktoś tam kogoś nękał.
Dużo zależy od wychowawczyni lub wychowawcy
poczekaj, pójdziesz do pracy i zobaczysz jacy ludzie są dziecinni. nawet jak sami mają dzieci.
Ja też obawiałam się tego dnia w gimnazjum. Jednak jestem ogromnie wdzięczna mojej wychowawczyni, że zarządziła, że u nas żadnego losowania nie będzie, tym bardziej jak w pierwszej klasie słyszałam śmiechy kolegów, jaki okrutny żart zrobiliby mi, gdyby mnie wylosowali.
Pamiętam, jak w podstawówce na plastyce robiliśmy buciki z kolorowego kartonu. Następnie losowaliśmy kogoś z klasy i w tym buciku wręczaliśmy mu prezent.
Do tej pory mam w głowie obrazek siebie siedzącego przy ławce i patrzącego jak każdy coś dostaje, a ja tylko czekam i czekam...
Jako, że siedziałem w pierwszym rzędzie to wychowawczyni zauważyła, że nic nie mam i od razu zapytała na głos kto miał mi wręczyć prezent. Wyszło na jaw, że to jedna z dziewczyn, która od razu dostała opiernicz przy wszystkich oraz odebrano jej to co dostała i wręczono mnie.
Chociaż jedna nauczycielka, co zachowała się z klasą bez klasy.
@anakonda257 Muszę przyznać, że nie wiedziałem czy czułem się bardziej głupio z powodu nie otrzymania prezentu, czy z otrzymania tego przeznaczonego dla tamtej dziewczyny.
Jestem w stanie zrozumieć idiotyczne zachowania dzieciakow. Bo to jest w tym wieku typowe. Ale mnie w 8 klasie podstawówki na Mikołajki wylosowal mój wychowawca. Z którym nie darzylismy się zbytnią sympatią. Tak oględnie mówiąc. Dostałam od niego grzechotke-gryzaka i jakiegos miśka... Niby taki przytyk. Że niedojrzala jestem. Ale czy to z jego strony było k***a dojrzałe? Dorosły facet, a zachował się bardziej szczeniacko, niż nabuzowany hormonami nastolatek :/
Faktycznie debil. No i taki ktoś miałby np. umieć motywować do pozytywnego zachowania młodzież i dzieci? Tragedia.