#LfwUb
Pojechałam do Łodzi na imprezę. Kiedy spacerowałam po mieście, non stop napotykałam się na ''ubogie'' osoby, proszące o coś przechodniów. Opowiem wam teraz o dwóch najbardziej żałosnych przypadkach.
Po mieście chodziła kobieta z bochenkiem chleba. Każdego po kolei pytała, czy dadzą jej na pasztet do kanapek. Ktoś tam jej dał kilka złotych, inni kazali jej się wynosić do roboty. Zrobiło mi się przykro. Ale wiecie co? Spotykałam potem tego fałszywego babsztyla w różnych częściach Łodzi, nadal z tym bochenkiem i nadal żebrzącą o ''pieniądze na pasztet do chleba''. Następnego dnia spotkałam ją znowu... Po raz kolejny z tym samym bochenkiem chleba.
Wieczorem poszłam do galerii coś zjeść przed imprezą. Podszedł do mnie chłopak i poprosił o pieniądze na obiad. Po akcji z tamtą kobietą nie dałam mu. I dobrze - bo chwilę potem widziałam tego chłopaka, jak wychodził z łazienki z galerii, przebrany już w czyste ciuchy. A potem odjechał na całkiem dobrym rowerze spod galerii.
Nigdy już nie dam żadnemu żebrakowi złotówki. Wiem, że nie każdy taki pewnie jest, ale nie chcę się przyczyniać do takiego zachowania ludzi.
Uważajcie, komu dajecie swoje pieniądze, bo możecie przypadkiem trafić na krętaczy, jak ja. I to jak bezczelnych krętaczy!
Nie daję pieniędzy, tylko mówię, że kupię jedzenie. Jeżeli ktoś protestuje, to już wiem, że nie mam co sobie takim człowiekiem zawracać głowy. Jeżeli się zgadza, to kupuję jakieś podstawowe artykuły. Naprawdę super jest zobaczyć, gdy ktoś zachwyca się zwykłą kajzerką. Od wydania kilku złotych nie zbiednieję, wręcz przeciwnie - czuję się ubogacona tym, że mogłam komuś pomóc
Moja koleżanka miała kiedyś taką sytuację, gdy wychodziła z supermarketu. Gość prosił o pieniądze na jedzenie, odpowiedź- "To ja panu kupię, czego pan potrzebuje? Chleb, pasztet, ser, coś do picia? Nie ma problemu." Na co facet "Nie nie, pani da pieniądze, sam kupię". Nie dała. I słusznie.
We Wrocławiu na wprost galerii Dominikańskiej jest biedronka. Któregoś razu idąc na zajęcia wstąpiłam tam po coś do picia. Zaczepił mnie jakiś facet czy mogłabym mu kupić bułkę i coś do niej. Nie prosi o pieniądze ale o jedzenie. Cóż mimo że sama miałam mało kasy kupiłam mu dwie kajzerki i pasztet i małą wodę. Dałam mu to w woreczku i zadowolona z dobrego uczynku poszłam na zajęcia. Postanowiłam wrócić do domu na piechotę i znów przechodziłam obok tej biedronki i widziałam ego samego pana który niósł 4 torby biedronkowe wypełnione pieczywem, konserwami, wodą i słodkimi napojami. Widziałam go tam kilka razy w tygodniu i za każdym razem jak kończył żebrać miał kilka tych worków. Raz poszłam za nim a on w toalecie galerii przebrał się i z tymi reklamówkami raźno poszedł na przystanek. Aż mi się smutno zrobiło bo wszyscy ci ludzie chcieli pomóc a on sobie po prostu zarabia na nich.
Ta a oni potem chodza i za pol darmo to jedzenie sprzedaja zeby miec na picie wiem z doswiadczenia
Jak inni kupią mi jedzenie to reszta (renta? wypłata? emerytura? zasiłki?) zostaje na balowanie, picie, palenie i inne przyjemności. Ludzie upatrzyli sobie taki sposób, bo wiedzą, że wtedy więcej dostaną.
Aż mi się przypomniała sytuacja, gdy byłam na Jarmarku Dominikańskim. Po lewej stał chłopak i grał na gitarze, po prawej siedziała kobieta żebrząc o pieniądze na jedzenie. A pomiędzy nimi siedział inny chłopak z wielką kartką, z napisem: "Ona -> ma droższy telefon niż on <- gitarę"
Mieszkam w Łodzi i też kiedyś spotkałam kobietę z chlebem proszącą o pieniądze na pasztet, prawdopodobnie to ta sama. Wyglądała tak żałośnie, że już wyciągałam portfel, ale powstrzymała mnie pani siedząca obok. Powiedziała mi, że drugi z kolei dzień widzi tę kobietę w tym samym tramwaju :/
Nigdy nie daje,mi także nikt nie da gdy nie będe miała.
Najgorsze jest branie na litość i żebranie z małym dzieckiem, a ostatnio nawet ze szczeniakiem "zbieram na karmę". Nie dość, że dzieci/szczeniaki itp. się męczą, czasami są nawet faszerowane jakimś gównem, by były spokojne, to z tych pieniędzy nie mają nic. Są osoby, które NAPRAWDĘ proszą o jedzenie i rzeczywiście im na tym zależy, ale weź i daj, skoro wśród tylu oszustów jest garstka tych "normalnych potrzebujących". Nie zgadniesz, który jest w prawdziwej potrzebie...
No kto by się spodziewał, że istnieją oszuści. A to ci niespodzianka.
A masz na imię Krzysztof? Bo właśnie odkryłaś Amerykę :P
Kiedyś napotkalem takiego jednego biednego bezdomnego pana który żebrał o pieniądze "na chleb". Zamiast mu dać pieniadze, powiedziałem że mogę kupić mu ten chleb i coś jeszcze..w zamian zostałem obdarowany taką wiązanką przekleństw ze aż uszy więdną, a na koniec jeszcze pan kazał mi spie*dalać. ;)
Tak, bo nie ma wcale instytucji, które pomagają biednym, no ludzie umierają z głodu na ulicy normalnie. Otóż są i starają się weryfikować, a nie karmić jakieś grażyny i januszy biznesu. Dając pieniądze takim ludziom wspieracie tylko takie kombinowanie, zabijacie w tych ludziach resztki motywacji do zrobienia czegokolwiek, bo po co, ludzie dadzą, a normalny człowiek na głupie 80 zł musi się trochę nazapierdzielać (a oni dziennie spoko tyle wyciągną). Polecam obejrzeć na youtube eksperyment z Rumunką.
Mieszkam w Łodzi już kilka lat i niewielu żebraków mnie zaczepiło, a Ty, że dwóch w jeden dzień... Ale ja to piwniczak, z domu nie wychodzę, więc nie podważam :) Parę miesięcy temu na łódzkim Placu Wolności zaczepiła mnie jakaś dziewczyna (?) prosząc o pieniądze. Nie dałam, bo w ogóle nie noszę gotówki. Odchodząc wyzywała mnie za te pieniądze, których nie dostała. Przyznam, że trochę się bałam czy nie oberwę :D
Także mieszkam w Łodzi, powiem że mi się nie zdażyło zostać zaczepionym 2 razy w ciągu tyg, więc o dniu nie wspomnę. Ale chyba goście działają na bezdomych jak magnes. Ja za to będąc w Warszawie zostałem 6 razy zaczepiony w ciągu jednego dnia... w sumie w ciągu 2 h.