#LSBk9

Moja ostatnia historia o przygodzie z uczniem Adamem (http://anonimowe.pl/39psz) zmotywowała mnie nie tylko do założenia konta na anonimowych, ale też do podzielenia się z Wami inną historią, która miała miejsce podczas mojej krótkiej, nauczycielskiej przygody.

W pewnym roku Prima Aprilis wypadało w piątek - dla każdego przedsmak fantastycznego weekendu, czy też jak mówią moi uczniowie początek "maratonu weekendowego najebonga". Dla mnie piątki są jednoznaczne - 7 lekcji, bez okienka, z tego 4 pod rząd z trzecimi klasami, czyli jakby nie patrzeć realizowanie tego samego materiału. Można paść.

13:55 - dwadzieścia pięć minut do końca moich męczarni. Chyba pierwszy raz w życiu patrzyłam na zegar częściej niż uczniowie, którzy mieli pecha trafić na mnie w swojej chemicznej przygodzie. Tłumaczę im po raz setny różnice w budowie i nie tylko alkanów, alkenów i alkinów, no ale, jak widzę twarze, wpatrujące się we mnie, jak niegdyś Majdan na Dodę, to już nic się nie chce. Siadam za biurkiem i sama załamuję ręce.

Wtedy zaczyna się akcja. Do sali wchodzi dwóch nauczycieli od wychowania fizycznego i stwierdzają, że ktoś wybił mi szyby w aucie i chce odjechać.

Ja oczywiście włączyłam profil "panika", rzuciłam głośne "to zostańcie" dwóm dziwnie patrzącym po sobie wuefistom i poleciałam na parking.

Co widzę? Otóż nic. Mojego auta nie ma. Myślę sobie, że no dobra, może i Nissan kurde Micra, ale nie aż tak, żebym go nie zauważyła.

Oczywiście siedzę na tym parkingu i płaczę, bo spodziewacie się ile pensji straciłam na to auto.. zadzwoniłam do męża, mówię co się stało... a on odpowiedział mi, że bardzo mu przykro, ale nie może rozmawiać. Kliknęłam czerwoną słuchawkę, rzuciłam telefonem i schowałam głowę w ramionach.

W końcu wróciłam do szkoły, już dawno zakończyły się moje godziny pracy, chcę wziąć kurtkę, no i chyba pojechać na policję. No i wyobraźcie sobie, wchodzę do tego pokoju nauczycielskiego, a tam prawie całe grono pedagogiczne, mój mąż i dwójka tarzających się ze śmiechu wuefistów krzyczących do mnie "NIESPODZIANKA!!!!".

Patrzę na nich jak na idiotów, mąż wyciąga zza pleców tort i wszyscy śpiewają "Sto Lat!". Stoję zdezorientowana, nie wiem o co chodzi i patrzę pytająco od osoby do osoby.

W końcu jeden mądry wuefista się wyrwał:

- No, Inga, znaleźliśmy w kalendarzu, że masz w niedzielę imieniny, to postanowiliśmy połączyć imprezę z Prima Aprilis. Miałaś kluczyki w kurtce, więc nie ciężko było Ci przestawić autko.

Mąż podszedł i się przytulił, ja stoję dalej zapłakana z totalnie rozwalonym makijażem i tak przeanalizowałam wszystko...

Mam imieniny 25 października...
Esza Odpowiedz

Jakaś dziwna ta historia. Zamiast dzwonic na policję płaczesz na parkingu. Poza tym trudno mi uwierzyć, że nikt z grona pedagogicznego się nie wyłamał i nie stwierdził, że to jednak kretyński pomysł.

sostysiacawsi

Ale wiesz, że nie każdy w takiej sytuacji zachowa zimną krew i od razu będzie dzwonił na policję. Są też ludzie, którzy na takie bardzo stresujące sytuacje zareagują właśnie na przykład płaczem. Autorka mimo to zadzwoniła do męża i o pojechaniu na policję również myślała.
Co do "nikt z grona pedagogicznego się nie wyłamał" - może ktoś taki był (w wyznaniu jest "prawie całe grono pedagogiczne), ale po prostu uznał, że nie bierze w tym udziału i tyle.

agata417

Co do różnych reakcji to dla przykladu mogę podać mnie i moją bratową. Gdy ja na mieście stracilam z oczu syna spytałam ludzi w okolicy czy go widzieli a potem zadzwoniłam na policję. Znalazł się ponad 2km dalej bo chciał pobiegać. Nastomiast gdy syn mojej bratowej się oddalił to ona stała krzycząc i płacząc nawet nie myśląc o policji. Sąsiad widząc ją roztrzęsioną spytał co się stało, po czym wsiadł w samochód i zaczął szukać mojego bratanka. Znalazł go kilka ulic dalej i spokojnie zabrał do mamy. Podobne do siebie sytuacje o skrajnie różna reakcja. Niektórzy, mając problem, wezwą od razu policję a inni będą stać i płakać jak autorka tej historii.

monstrancja Odpowiedz

Uczniowie patrzyli jak kiedyś Majdan na Dodę, czyli jak? Zakochanym wzrokiem? I wszystkiego się odechciewa? Co za grafomania.

Informer Odpowiedz

Boże co za miałka historia. Słabizna i muł.

Dragomir Odpowiedz

Proszę, nie wymyślaj już więcej tych historii.

Jezycjada Odpowiedz

Oddajcie minusy!

Ebubu Odpowiedz

Porównując imiona przypisane do tych dwóch dat wychodzi mi że możesz mieć na imię Katarzyna. Swoją drogą mąż powinien jednak wiedzieć którą datę celebrujesz. Tym bardziej że niektóre imiona dosyć często się powtarzają...

bylylektor

Ale wiesz, że tak było, że mąż nie pamięta daty imienin żony, ale celebruje co roku datę kiedy się poznali. 🙂

Puszmar Odpowiedz

Nauczyciele reprezentują większą dzieciarnie niż uczniowie. A przynajmniej część podopiecznych Autorki ma taki smętny wzrok, bo wiedzą w jakim cyrku, zarządzanym przez małpy się znaleźli.

HerbataZCynamonem Odpowiedz

Propsy za ostatnie zdanie :D

Dodaj anonimowe wyznanie