#LPfHB
Mój narzeczony był bardzo temu przeciwny, ponadto nigdy nie polubił przyjaciółki i zawsze musiałam słyszeć przykre komentarze z jego ust na jej temat. Było to bardzo ciężkie dla mnie, ale słynę z cierpliwości, więc jakoś znosiłam to wszystko.
Pewnego dnia, gdy szef dał mi pensję do ręki, wpadłam tylko na chwileczkę do domu, by zostawić pieniądze i jak zwykle dać coś przyjaciółce. Narzeczony od razu zrobił mi wykład na temat tego, że I. powinna w końcu nauczyć się oszczędzać i my przecież też musimy odłożyć kasę na ślub. Z jednej strony rozumiałam jego sprzeciw, ale z drugiej tak bardzo lubię I., że musiałam jej pomóc, bo inaczej miałabym wyrzuty sumienia, dlatego szybko zabrałam pieniądze ze stołu i zaczęłam szybko zmierzać w kierunku drzwi, nie kończąc rozmowy z narzeczonym. Już schodziłam po schodach i poczułam, że ktoś od tyłu wyrywa mi torebkę z rąk. Moją pierwszą reakcją był potworny krzyk, a katem oka zobaczyłam, że zaatakował mnie mój partner. Potem już nic nie pamiętam...
Zaczęliśmy się tak szarpać, iż narzeczony popchnął mnie i spadłam ze schodów, rozbijając przy tym czaszkę i łamiąc rękę. Mieszkam w bloku, więc sąsiedzi szybko zareagowali i mimo że on zwiał z miejsca zdarzenia, to sąsiad z parteru na szczęście go dogonił.
Oczywiście z narzeczonym już nie jestem i plus jest taki, że udało mi się wyzdrowieć. I wiecie co zrobiła moja przyjaciółka? Zabrali jej mieszkanie i ''siedzi na komornym'' w katastrofalnych warunkach, ponieważ pieniądze, które miała by spłacić kolejne raty kredytów, przeznaczyła na mojego adwokata, ponadto przez cały czas mojej niepełnosprawności gotowała mi obiady, wychodziła ze mną na spacery i kąpała mnie. I to jest właśnie najlepsze odwdzięczenie się za to wszystko, bo nie każdy kto żebrze o kasę jest złym człowiekiem.
Mam nadzieję, że ją jeszcze spotka wiele dobrego i Ciebie też
A narzeczonemu drzazga w fiuta i trzy siekiery w czaszkę.
Co za debil z niego. :/
Zazdroszczę przyjaciółki, darzycie się niesamowita więzią oraz trwacie przy sobie w dobrych i złych momentach.
Do momentu szarpaniny na schodach rozumiem chłopaka w 100%. Sama bym była strasznie wściekła, jeśli osoba, z którą planuję stworzyć rodzinę, przelewałaby CO MIESIĄC kasę swojemu przyjacielowi, bo moim zdaniem to jest niepoważne. Jednorazową pożyczkę rozumiem, są różne sytuacje, ale tutaj autorka wręcz utrzymywała koleżankę i jej dzieci i naprawdę nie sądze, żeby jakikolwiek partner tak po prostu zaakceptował ten stan rzeczy bez żadnych komentarzy.
Będąc szczerą przyznam, że też byłabym wściekła, jeśli partner część swojej wypłaty pożyczałby przyjacielowi. Pomoc co jakiś czas rozumiem, ale bez przesady... Fajnie, że tutaj skończyło się w taki sposób, że przyjaciółka jest naprawdę fair, ale sporo jest przypadków, gdzie ludzie lubią wyłudzać pieniądze.
Równie duża była szansa na to, że przyjaciółka jest fałszywa a facet chciał Ci uratować skórę i pieniądze.
Po dużej ilości anonimowych tez się tego spodziewałam. Ale było inaczej. Nie lepiej, ale inaczej.
Wyznanie budzące dwojakie uczucia. Z jednej strony to miłe, że pomagałaś swojej przyjaciółce, z drugiej strony partner miał częściowo rację. Podejmując decyzję o ślubie nie ma już „moje i Twoje” a jest „wspólne”, więc on po części też miał prawo zadecydować co zrobicie z tymi pieniędzmi. Niby dobrze, że poznałaś się na nim, jednak szkoda że w takich okolicznościach. Ciężko mi wyrazić sensowną opinię, bo po krótce zgadzam się z Tobą, ale jednak on też miał swoją rację.
Ale oni nie byli po ślubie, więc nie miał prawa decydować o JEJ pieniądzach.
Nie rozumiem minusów, w wyznaniu zostało wyraźnie napisane, że są zaręczeni, a autorka pożyczała koleżance pieniądze z własnej pensji, do czego miała pełne prawo. To facet powiedział, że powinni odkładać na ślub, dziewczyna niekoniecznie musiała wyrazić taką chęć, być może ślub był odległym planem, więc on nie miał prawa do tej kasy i tyle.
@Tamaroon, zgadzam się, że nie miał prawa DECYDOWAĆ, ale skoro planowali wspólną przyszłość, to jak najbardziej miał prawo wyrażać swoje zdanie na ten temat.
Jak dla mnie (to tylko moje myślenie więc nie mam nic do nikogo) wcale nie potrzeba ślubu, żeby przyjąć zasadę, że coś jest wspólne. Na pewnym etapie (przy pełnej świadomości) coś już staje się wspólne (wydatki, mieszkanie etc.), które są przecież dzielone na pół i uzgadniane. Więc niepisana zasada że w dzień ślubu „nie ma już moje czy Twoje, jest nasze” nie ma sensu, ślub ślubem, jest to tylko papierek. WEDŁUG MNIE, i w moim przypadku (jestem zaręczona, mieszkamy razem, spodziewamy się dziecka i planujemy kiedyś ślub - raczej ze względu wygodu i możliwości wyjechania do innego kraju) nasze zarobki stały się wspólne jak to uzgodniliśmy. Wiadomo, każdy zadecyduje inaczej, ale ja uważam, że po części każde z nich zachowało się egoistycznie myśląc tylko o „sobie”.
Szkoda tylko, że trzeba było takiej katastrofy, żebyś poznała się na narzeczonym. Chociaż już wcześniej mogło zaalarmować Cię to, że tak bardzo się wtrącał, co robisz ze swoją własną kasą.
@SorryEverAfter Własną kasa? Jak się odkłada na ślub to jest już wspólną kasa. zresztą.. Co z tego jak już po wszystkim..
Zachowanie byłego już narzeczonego na pewno nie było chwalebne, bo nawet, jeśli pod wpływem emocji, niechcący, spowodował upadek Autorki, to powinien wezwać jakąś pomoc, zostać przy niej, a nie uciekać jak tchórzliwy dupek. Natomiast uważam, że samo jego czepianie się odnośnie bezzwrotnego i widocznie nagminnego dawania kasy swojej przyjaciółce nie jest bezpodstawne. Po pierwsze: nic tak nie przyzwyczaja potrzebującego człowieka, jak odciążanie go i podawanie mu wszystkiego na tacy. Autorka dużo bardziej by pomogła przyjaciółce załatwiając jej pracę, która pomogłaby w utrzymaniu rodziny i spłacie długów męża, dodatkowo mogłaby wybadać z nią, jak bardzo można zmniejszyć raty długów, by nie one były zbyt dużym obciążeniem co miesiąc. Po drugie: skoro oboje zbierali na wesele, to wiadome, że liczył się jednak każdy grosz, a jeśli Autorka miesiąc w miesiąc wspomagała swoją przyjaciółkę, dodatkowo kasa idzie na czynsz/ubrania/kosmetyki to wiadomo, że raczej do tego wesela nie miała zbyt szerokiego wkładu, a może narzeczony np. skrupulatnie oszczędzał na ten cel, miał odłożoną konkretniejszą sumkę, a z częścią narzeczonej ciągle słabo, a bo przecież trzeba pomóc X., coś dać, bo to przyjaciółka itd. Ja mimo wszystko trochę go rozumiem, tylko szkoda, że nie zapanował nad swoimi nerwami.
Pytanie numer jeden: po co Ci był adwokat?
Pytanie numer dwa: dlaczego nie mogłaś sama za niego zapłacić, skoro masz na tyle dobrą pracę, że stać Cię było, aby co miesiąc podarować koleżance kilka stówek?
A, no i pytanie numer trzy: jak mogłaś przyjąć kasę od samotnej matki, która nie ma za co dzieci nakarmić i dopuścić do tego, żeby ją wywalili z domu? Nie masz żadnej rodziny? Czy może uznałaś, że skoro Ty wcześniej jej pomagałaś, to Ci się należy i pieprzyć głodne dzieci, niech idą na mirabelki?
@jankostanko, ale wiesz, że adwokat nie zajmuje się tylko obroną oskarżonych?
@Bree Ano wiem. Ale autorka nic nie napisała o tym, po co ten adwokat jej był potrzebny, dlatego pytam. Bo jeśli chciała oskarżyć byłego o pobicie, to tym zajmuje się prokurator, a jemu pokrzywdzony płacić nie musi. Do rozwodu też jej nie był potrzebny, bo z nie byli z gościem po ślubie. Stąd właśnie moje pytanie.
Obstawiam, że chciała występować jako oskarżyciel posiłkowy i adwokat miałby jej pełnomocnikiem. Mogło też chodzić po prostu o poradę prawną, na przykład odnośnie ewentualnego pozwu o odszkodowanie/ zadośćuczynienie. Z tego co wiem to raczej normalne zjawisko, że pokrzywdzeni chcą skorzystać z pomocy prawnika, chociażby po to, żeby dowiedzieć się, jakie prawa im przysługują. Nie jest to niezbędne (i tutaj też nie było), ale na pewno przydatne.
@Bree Porada prawna kosztuje maksymalnie 200 zł. W porywach 300. Nie jest to kwota, która doprowadziłaby przyjaciółkę autorki do takich zaległości w spłacie kredytu, żeby jej zabrali mieszkanie. Zresztą uważam, że trzeba być mendą, żeby przyjmować pomoc finansową od przyjaciółki, która jest samotną matką z długami. Jakoś nagle autorkę przestała obchodzić przyjaciółka i jej dzieci? Przedtem tak strasznie się nimi przejmowała, a po wypadku nie obchodziło ją, że stracą dach nad głową?
Nie bardzo rozumiem, co ma Twój komentarz do mojego. Po pierwsze, napisałam w nim tylko najbardziej prawdopodobne opcje, do czego autorce mógł być potrzebny adwokat, przyjmowanie pieniędzy od przyjaciółki to zupełnie odrębna kwestia. Po drugie, żadna z napisanych przeze mnie opcji nie zakładała tylko uzyskania porady prawnej i nic więcej. No i sorry, ale stawki, które podałeś/aś trochę mnie rozbawiły :D
Nie dziwi mnie powstawa Twego partnera - przez całe życie chciałaś płacić za jej błędy?
Nie całe zycie tylko w trudnej chwili. Nie dziwi Cie postawa? Czyli jak robi ze swoimi pieniędzmi cos innego niz on chce to nie dziwi Cie ze zrzucił ja ze schodów? Co?
Ta przyjaciółka mogła faktycznie zacząć oszczędzać, może ma partnera który mógłby się dokładać. W każdym razie, jeśli autorka nieustannie dostarczałaby jej kasę, to po co ta kobieta miałaby w ogóle mieć chęć, by zarobić pieniądze, skoro wyręcza ją w tym przyjaciółka?
Zważając na to, ze koleżanka miła jak zapłacić za adwokata, to raczej prace miała. Pewnie po prostu słabo płatną. Do tego miała dzieci- Nawet będąc oszczędnym ciężko dotrwać do kolejnej wypłaty.
Mało tu się naczytałeś wyznań, gdzie pomimo pracującego rodzica ciężko było dożyć do wypłaty?
P.S. A moze nie ma partnera, który mógłby się dokładać? nie każdy znajduje kolejną miłość kilka miesięcy po stracie pierwszej.
Poza tym jest napisane, że spłaca dług po zmarłym mężu. Więc to nie jej złe decyzje do tego doprowadziły i tak na 99% jestem pewna, że nie ma partnera nowego...
Minusów nie chodzi o usprawiedliwienie zachowania jakim było zrzucenie ze schodów. Jedynie zwrócenie uwagi że koleżanka ją zwyczajnie drenuje z pieniędzy. Nasze życie nie polega na ciaglej pomocy osobom potrzebującym bo tych ciągle przybywa. Trzeba dać wędkę i nauczyć łowić a nie dawać rybę.
Dzięki, noddam. :P
Tak bardzo ja wykorzystuje, taka niewdzięczna, ale w potrzebie potrafiła sie spiąć i pomoc. Niektórym ludziom warto pomagać, nie każda pomoc to bycie naiwnym ;)