#LG9d4

Historia wydarzyła się już dobre kilka lat temu. Kończyłam wtedy gimnazjum, był to przecudowny, cieplutki dzień wiosny, a dokładniej 1 czerwca - pamiętam to dobrze, bo wraz z garstką znajomych poszliśmy na wagary.

I tak udaliśmy się do parku, aby porzucać piłką (w tamtym czasie u mnie w szkole była "moda" na taką zabawę: mieliśmy niewielką, trochę ciężką gumową piłkę, stawaliśmy w sporej odległości od siebie i rzucaliśmy ją sobie na jak najbardziej "efektowny" sposób, np. za plecami, albo na tyle daleko i wysoko, aby kolega musiał wyskoczyć do góry, aby ją złapać). Bawiliśmy się w najlepsze, niedaleko był plac zabaw, wokół chodzili ludzie - dzień jak co dzień.

Tylko nasza beztroska zabawa i naśmiewanie się z "babki od przyry", skończyła się tragicznie - dla mnie. W pewnym momencie znajomy stojący naprzeciw mnie krzyknął i wskazał na coś palcem. Pamiętam, że ktoś inny też krzyczał, usłyszałam wilczy warkot (a przynajmniej wtedy tak pomyślałam) i wtedy się obróciłam. Widoku tego nie zapomnę do końca swojego życia - ogromny pysk, ślina, zęby. Możliwe, że mój dziecięcy umysł wyolbrzymił to, ale uwierzcie, że byłam pewna, że mam przed sobą wilkołaka. Nagłe uderzenie i ciemność. Nie czułam bólu, nawet chyba cieszę się, że straciłam wtedy przytomność, o tym co się działo dowiedziałam się już ze szpitalnego łóżka.

Otóż zaatakował mnie wilczur, a przynajmniej pies do tej rasy najbardziej zbliżony. Nie wiem, dlaczego tak się stało (piłka nie była wtedy podana do mnie, więc zabawa to nie był powód). Upadając do tyłu, uderzyłam w coś głową i dlatego straciłam przytomność. Pies zaatakował mnie, zajadle mnie gryząc, przez co straciłam lewe ucho i część ramienia. Dodatkowo psiak chyba chciał wykopać dół w moim brzuchu (zwyczajnie wydrapał mi dziurę na wysokości pępka).

Przeszłam szereg operacji, rehabilitacji. Nie opalałam się i chodziłam w długich rozpuszczonych włosach i wielkich zasłaniających wszystko ubraniach przez około 5 lat, bo wstydziłam się każdej blizny (a są niestety ogromne). Smak pierwszego pocałunku, przytulenia, miłości poznałam dopiero na studiach, bo wcześniej nie potrafiłam się przemóc, aby zbliżyć się do kogokolwiek. A zanim moja miłość mogła chociażby zobaczyć moje blizny, minęły kolejne trzy lata.
A psy? Do tej pory wpadam w panikę, widząc psa dorastającego mi choćby do kolan, a gdy już jest bez smyczy, uciekam gdzie pieprz rośnie. Do tej pory zdarza mi się budzić w nocy z krzykiem, a w liceum, zaraz po wypadku, z powodu koszmarów zdarzało mi się moczyć i nie mogłam spać sama. Mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że po wypadku moje życie było ciężkie i smutne, a wszystko przez właściciela, który puścił swojego psa bez smyczy "Bo przecież Ramzes (imię prawdziwe) nie gryzie! Nigdy wcześniej nikogo nie ugryzł!".
lubienalesniki Odpowiedz

mam nadzieje ze chociaż podalas kolesia do sadu i wyciagnal z tego konsekwencje.

MCtomojasmierc

dzien sondu nadejdzie jak ja upiore gatki

MistrzYoda

A co zesrałeś, się ?

MCtomojasmierc

az tak bardzo jebie? xD

Taminamina

Tak

Wiiix

Twoim brakiem mózgu.

xZEFratx

@MC czyli nigdy?

sayone Odpowiedz

Ja wiem, że mój pies nie gryzie, ale zawsze jest na smyczy (kagańca nie nosi, bo go nie lubi, zakładam tylko w miejscach, gdzie jest taki nakaz pociągi/autobusy), jest to duży wilczur i zdaje sobie sprawę, że nie każdy może czuć się komfortowo jakby łaził luzem.

lubienalesniki

tez mam dużego psa i tez zawsze jest na smyczy i ma kaganiec. nie lubi go, ale jezeli jestem na ulicy/chodniku zawsze jej zakładam. dopiero gdy dochodzimy do lasu zdejmuje, bo jednak mimo ze pies nie gryzie to byloby nieodpowiedziane chodzić z psem "luzem"

witaria

nie wierze nikomu jak ktos mowi ze jego pies nie gryzie.
To jest zwierze, ktore dziala instynktownie

sayone

lubienalesniki - pies przy mijaniu ludzi jest przy nodze, i mimo, że jest pokaźnych gabarytów, jestem w stanie go utrzymać jakby coś mu odbiło. Nie ma nakazu chodzenia w kagańcu, więc go nie nosi. Stosuje się do zasad z góry ustalonych. A nie będę psa męczyć dodatkowo skoro nie muszę.

SpacMiSieChce

Moj pies ani nie gryzie ani nie atakuje innych psów. Chodzę z nim na smyczy, bez kaganca bo go się boi. Jak widzę że ktoś idzie ściągam go do nogi (tak sobie normalnie chodzi jak chce) - nie dlatego, że kogoś zaatakuje tylko, że ludzie jak go widzą to im odbija i chcą go tarmosić. A on jest bardzo szczęśliwy kiedy może się z kimś bratac a wtedy lize i lapami obejmuje. Nie mam ochoty słuchać pretensji ludzi ze ich obslinił mimo ze sami chcieli.
W Polsce pies ma być albo na smyczy albo w kagańcu. Nie musi i w tym i z tym

dusia0

A z tym kagańcem to też nie jest do końca dobra sprawa. Mój olbrzym zawsze chodził w kagańcu, mimo że potulny jak baranek, usłuchany, grzeczny. No ale, że bez smyczy to w kagańcu. Ale przestałam mu go nakładać, kiedy jednego razu na spacerze podbiegło do niego jakieś małe, szczekające gówienko i od tak go zaatakowało. Biedak nie miał nawet jak się obronić. Skończyło się na 14 szwach. Teraz chodzi bez kagańca i na smyczy. A takich małych wypierdków panicznie się boi.

Poison

Wczoraj, gdy wracałam z pracy do domu, widziałam, jak owczarek wyrywał się swojej właścicielce, bo zobaczył małego psiaka za siatką. Uspokoił się, ale zobaczył mnie (chyba budzę agresję od pierwszego wejrzenia). Znów zaczął się rwać tym razem w moją stronę. Babeczka, która go trzymała (nie szarpał się na tyle mocno, by nie mogła go utrzymać) nagle od tak puściła smycz. Ogarniacie? Widziałam, że pies ani się nie wyszarpnął, ani nic tylko ona specjalnie go puściła. Dobrze, że umiem sobie radzić z dużymi psami, bo nie wiem czym by się to skończyło...

Lewkonja

WIESZ, że nie gryzie? W takim razie wyobraź sobie 3-miesięczną, milutką, malutką, puchatą kulkę, której nikt nawet nie podejrzewał o jakąkolwiek agresję, a która pewnego razu z dzikim warkotem o mało nie rozerwała zaskoczonemu kominiarzowi spodni... A ty piszesz o wilczurze...

es91

Z psami to nigdy nie wiadomo, czasem po prostu coś się nie spodoba, zapach, zachowanie i często takie ataki są agresją, której podłożem jest strach, także ciężko jest mówić o tym, że pies nie gryzie, bo często mówiąc to mamy na myśli inną agresję. Mój jest na smyczy zawsze, ew. długa linka w lesie i jest ok. Kaganiec to trochę niebezpieczna sprawa, bo wystarczy nieodpowiednio dobrany i pies może zrobić krzywdę sobie, ale i nam - szczególnie metalowe. Już nie mówiąc o tym, że nie może się bronić w razie wymienianego przez dusia0 przypadku.Nie znoszę jednak tego jak ja idę z moim wielkoludem, a jakieś małe wypierdki latają bez smyczy i jeszcze właściciel ma do mnie pretensje, że mój kagańca nie ma...

sayone

@Lewkonja - umiem sobie wyobrazić agresywnego szczeniaka, ale swojego psa mam już kilka dobrych lat i wiem jak się zachowuje, czego nie lubi, pies przeszedł potrzebne szkolenia i mogę za niego ręczyć. Co nie zmienia faktu, że prowadzę go na smyczy, więc czego się czepiasz?

Lewkonja

@sayone, nie czepiam się - chciałam się pochwalić małym psiakiem o wielkim harcie ducha :)
Nie raz zauważyłam, że większe psy potrafią być łagodniejsze niż małe wredotki, wiec nie bierz aż mojej historii do siebie. Gratuluję posłusznego psa i twojej ostrożności.

Btw, tyle osób marudziło, a odpowiedziałaś akurat mi. Czuję się zaszczycona :D

Zobacz więcej odpowiedzi (8)
RomanK Odpowiedz

Mam psa, ktory nie gryzie.
W kazdym badz razie nigdy do tej pory sie to nie zdarzylo. Ale kiedy ktos chce ja poglaskac, albo pyta czy gryzie odpowiadam, ze do tej pory nikogo nie ugryzla, ale to tylko pies i nigdy nie moge byc pewny, ze nagle nie ugryzie.
Psy czasem dzialaja instynktownie. Cos ja wystraszy, ktos strzeli petarda, czy dziecko plastikowym pistoletem, pies moze sie wystaszyc i ugryzc.

es91

Ja zawsze odpowiadam, że może ugryźć. Pozbywam się natrętów, których mój pies nie lubi, chociaż zawsze znosi z miną pasywnie agresywną (szczególnie dzieci). Ma też swoich wybrańców, do których sam idzie, żeby go głaskali, ale nie wszyscy doceniają jego inicjatywę...

partycjja

Mój pies też nie gryzie, ale jest bardzo dziki i często drażnią go dzieci, niektórych nawet się boi(robią dużo hałasu, wszystkim rzucają i machają łapami) dlatego kiedy jakiekolwiek dziecko pyta, czy może pogłaskać, to mówię że nie. Bo albo sie przestraszy i ucieknie do domu albo dziecięce wyciągnięte łapki uzna jako znak do zabawy i zacznie na dzieciaka skakać z otwartą buzią i może niechcący trącić zębami, co potem zostanie uznane za atak i będzie moja wina. Wolę się trzymać od dziwnych ludzi i dzieci z daleka niż potem słuchać pretensji że niby pies niewychowany

Amebataka Odpowiedz

Moja sąsiadka od zawsze była wielbicielką dużych psów. Zarówno jej poprzedni przyjaciel jak i obecny to potężne okazy. Obaj przyjaźni. Ufałam staremu, ufam nowemu, jak wyjeżdża to wchodzę bez problemu na posesję i karmie je. Jednak kiedy przychodzi ktoś nowy sąsiadka zawsze je zamyka. Boi się, że ugryzą? Nie. Po prostu jest zdania, że kiedyś może nastąpić ten pierwszy raz, a to nie jest york terier, którego odtrącisz jednym kopniakiem.

Agne77 Odpowiedz

Słuchajcie. Mojego psa zagryzł właśnie wilczur. Żadnych przeprosin od właściciela tylko na dobicie wyzywanie mnie zapłakanej i rozwścieczonej od najgorszych, gadka, że tak to jest jak się psa nie pilnuje i trzeba było nie podchodzić tak blisko(!), że mój pies sobie zasłużył, bo jego wilczurek nikogo nigdy w życiu nie ugryzł, więc to mój pies musiał biedaczka zaatakować. A ja zwyczajnie szłam ze swoim psem wielkości westiego po dróżce dla pieszych, z dala od psów, ale nie wiadomo skąd wybiegł wielki wilczur bez kagańca czy smyczy, rzucił się i go rozszarpał. Całą winę zrzucił na mnie i moje nieodpowiedzialne zachowanie, bo przecież mogłam iść 20km dalej i nie prowokować.Gdy wezwałam policję, groził mi, wyzywał jeszcze bardziej. Policja dała mu POUCZENIE!! Rodzina stwierdziła, żebym nie robiła nic z tym, bo jeszcze naśle na mnie kolegów. Nic nie mogłam udowodnić, bo wmawiał, że mój pies był agresywny, że podeszłam specjalnie do jego psa,prowokowałam, że jego pies to ucieleśnienie spokoju. Trzymał wilczura na smyczy przy policji udając, że wszystko jest ok. Gdybym mogła zabiłabym tego gościa za to wszystko.... Zabiłabym i opluła na koniec. Gdyby jego wilczurek zabił dziecko to pewnie by powiedział to samo - że dziecka trzeba było pilnować i nie pojawiać się z nim w obrębie kilometra! Na takie psy ludzie powinni mieć zezwolenie! ZEZWOLENIE I PRZEBYTE NAUKI W SZKÓŁCE!!! Do wszystkich nieodpowiedzialnych idiotów, którzy mają na tyle małego ptaka i problem ze swoim ego, że kupują sobie jako rekompensatę groźnego, dużego psa - nauczcie się chociaż panować nad własnym zwierzęciem!! Wielce groźni a psa nie potrafią nawet na smyczy utrzymać (o ile ją mają) bo chyba też się go boją!!

Anamara

Agne, to nie wina psa, tylko faceta. To ludzie wychowują źle psy. To ludzie dobierają sobie nieodpowiednie rasy. To ludzie kupują psy bez papierów "po rodowodowych rodzicach, ale szczeniaczki to nie muszą, pani bierze". To ludzie robią ze swych psów "zabijaki", żeby się pochwalić przed koleżkami. Owczarek niemiecki, rottweiler, czy jakikolwiek inny "groźny pies" to NIE są groźne rasy. One są duże i mają po prostu fizycznie większe możliwości zabicia. Ale NIE są agresywne, nie rodzą się agresywne. Często (np. rottki) to cielaczki, dobre i spokojne. Ale co innego spokojny, zrównoważony pies z dobrej hodowli, gdzie jest SELEKCJA genetyczna i dobór charakterów, a co innego pies od miłej Kasiuni, co robi psiuńki za 200zł, bo po co męczyć psa rodowodem i wystawami (jakby rodowód miał coś wspólnego z wystawianiem... Nie ma.).

hiena1095 Odpowiedz

Strasznie denerwują mnie takie zapewnienia "ale on nie gryzie" i piesek dalej biega bez smyczy.😈

karla321 Odpowiedz

Mam nadzieje , ze skierowała sprawę do sądu. Wiem , że nic Ci nie wynagrodzi strachunkowe , utraty zdrowia itd . Ale za takie uszkodzenia powinien wlasciciel psa odpowiedzieć i dostać surowa karę !

Sherlocked Odpowiedz

Pies mojej kuzynki też nie gryzł. I ona i ja dałybyśmy sobie rękę uciąć, że nie skrzywdziłby muchy, dopóki coś mu nie odbiło i mnie nie pogryzł. Nigdy niczego nie można być pewnym dlatego denerwuje mnie jak ludzie u mnie na wsi wychodzą sobie na niedzielne spacerki z psami bez smyczy, a ja nie mogę wyjść z domu bo się zwyczajnie boję😠

Merida Odpowiedz

Niestety coraz więcej właścicieli takich dużych psów twierdzi, że ich pies taki spokojny ,, on nie gryzie''. Dziewczyno trzymaj się! :)

Bonsai Odpowiedz

Zajmuję się psami i.... nie cierpię takich idiotów! Pies ma mieć perfekcyjne odwołanie [takie na poziomie odruchu - łapy same zawracają], a właściciel dość oleju w głowie, żeby nie spuszczać psa w ryzykownych miejscach [czyli mn. w parku].

Naprawdę przykro mi, że przez jednego idiotę boisz się tak wspaniałych zwierząt. Nie myślałaś może o terapii? Ułatwiło by ci to przynajmniej normalne funkcjonowanie [przy odrobinie pracy i szczęścia opanowałabyś napady paniki na sam widok psa].

Zobacz więcej komentarzy (36)
Dodaj anonimowe wyznanie