#KjAvB
Z zewnątrz to normalna rodzina. Jednak nasze relacje są toksyczne i nie potrafimy spojrzeć sobie w oczy bez pretensji.
Moja babcia jest leniwa, roszczeniowa, cyniczna, pyskata, przeklina i robi awantury. Ledwo powłóczy nogami, ale podczas kłótni nabiera tyle siły, że na zewnątrz bloku ją słychać. Gdy nie jest ugotowane, potrafi całe życie przeżyć na kanapkach. Mieszkanie należy do niej i (oprócz mojego pokoju) wygląda jak rodem z PRL-u. Remonty surowo zabronione, żadnego mebla nie wolno wyrzucić, bo ona ciężko na niego pracowała i to "ją zabije". Ma manię, że chcę zniszczyć jej dorobek życia przez remont. Nie dba o higienę.
Najgorsze jest to, że ona ŻYJE MOIM ŻYCIEM, bo nie ma własnego. Wtrąca się we wszystko i bardzo chciałaby rządzić. Jeśli się nie udaje, to zaczyna płakać i idzie do swojego pokoju, potrafi tam siedzieć trzy dni, dopóki jej się nie przeprosi. Taktyka świetna i skuteczna, bo wzbudza to we mnie i w mamie potężne wyrzuty sumienia. Obraża się nawet o bzdury "nie kupiłaś mi chrzanu - jestem niepotrzebna i chcesz żebym umarła".
Ciągle słyszę, że: za często się myję, marnuję wodę, robię pranie i zużywam dużo proszku; niepotrzebnie myję zęby; spuszczam wodę po sikaniu. Na każdym kroku patrzy mi na ręce. Dodam, że pokrywam rachunki i połowę czynszu. Chciałaby wybierać mi znajomych i dokonywać za mnie wyborów. Nie ufa nikomu, bo każdy człowiek chce nas tylko wykorzystać. Dlatego ona nie miała przyjaciół i ja mam ich nie mieć. Uważa, że mężczyźni to śmiecie, nie ma wśród nich uczciwych i wiernych. Nie szanuje nikogo. Chciałaby zamknąć mnie w czterech ścianach.
Mama boi się babki. Powoli przejęła jej poglądy i działa wg jej zasad, żeby nie strzeliła focha.
Spiskują przeciwko mnie, bo słyszę ich szepty. Wchodzę do kuchni i rozmowa się urywa... Nie mogę z nimi szczerze porozmawiać, bo później rozmowę rozkładają na czynniki pierwsze i krytykują.
Bronię się. Stawiam granice, udzielam zdawkowych odpowiedzi, przebywam w swoim pokoju. To sprawia, że możemy porozmawiać jedynie o trywialnych sprawach, a nasze rozmowy są pozbawione emocji. Boję się otworzyć - wiem, że zaraz dokonają analizy mojej wypowiedzi i wyciągną jakąś frazę, po czym wpadną do mojego pokoju z krzykiem i pretensjami.
Dlaczego z nimi mieszkam?
Jestem za nie odpowiedzialna i muszę się nimi opiekować, pomimo tego, że nie wiem, czy je jeszcze kocham.
Co by było, gdybym się wyprowadziła?
Zostałabym wyrodną córką i nie wpuściłyby mnie do mieszkania. Przed resztą rodziny i znajomymi oczerniłyby, opowiadając zmyślone historie. A ja do końca życia miałabym poczucie winy, że porzuciłam cierpiące najbliższe osoby.
A może cała rodzina patrzy na ciebie i myśli: ile ta dziewczyna jeszcze wytrzyma w tym kotle? I gdyby obie spróbowały opowiadać niestworzone historie to byłyby tylko pośmiewiskiem?
Boisz się samej siebie, wymyślasz powody aby nie odejść i nie żyć własnym życiem. Emigracja wewnętrzna to nie stawianie granic.
Dzieci nie są odpowiedzialne za rodziców. Super jeśli pomagają, ale nigdy nie powinny poświęcać swojego szczęścia dla szczęścia rodziców czy dziadków.
Dokładnie. Usamodzielnienienie się to naturalny etap w życiu i rozwoju. Jeśli z nimi zostanie stanie się ich kopią.
Ostatnio mama mi powiedziała, że dzieci ma się po to, żeby miał się kto zająć na starość i to jest obowiązek. Chyba że są wyrodne, to wtedy oddają do domu opieki, albo kogoś wynajmują. Zamurowało mnie dosłownie :')
Moi rodzice odejmowanie sobie chleb od ust żebym nie chodził głodny. Ojciec już nie żyje ale nie wyobrażam sobie zostawić mamę w jej trudnościach na starość. Choćbym miał sam głodować żeby ona miała co jeść
Nie wszyscy rodzice są tacy sami. Odpłacaj tym co sama otrzymałaś... Ja otrzymałem opiekę i pomoc w trudnych czasach więc sam odwdzięczam się tym samym
Hvafaen, miałam na myśli to, że wg mojej mamy opieka nad rodzicem jest celem życia dziecka i chrzanić jego własną, założoną rodzinę, obowiązki zawodowe i wszystko inne.
Nigdzie nie napisałam, że chcę to zrobić, ani o wspaniałości rodziny, więc mogłaś darować sobie końcówkę komentarza. Prawda jest jednak taka, że gdyby w grę wchodziło zmienianie pieluch, czy podnoszenie z łóżka, to mowy nie ma, że fizycznie dam sobie radę sama, bo mama jest naprawdę tęgą kobietą. I jeśli to źle o mnie świadczy, to okay, jestem wyrodna.
Hvafeen
Moja matka powiedziała mi ze jak ja oddam do domu opieki to mnie bedzie straszyła
po nocach po smierci bo wychodziła z założenia że dzieci sa do opieki.Była toksyczną matką,miałam z nią ciężkie życie i nie tylko ja.
I tak sie potoczyło że ojciec jest leżący i wymagający 24 godzinnej opieki
a mamusia ma Alzheimera.Tatem opiekuję się ja u siebie w domu.
Kręgosłup mi siada,stawy bolą od dżwigania.Z matką jest opiekunka
która z nią mieszka i się nia zajmuje.
I teraz mi powiedz czy miałabym się zajmować jednym i drugim w moim domu?
Mając pracę,męża,dzieci i trochę do emerytury?
Zmieniałabym pieluchy ojcu i ganiała za kobietą która jak sie odwrócę to wali mnie po głowie? Może i tak ale znając zycie albo wylądowałabym w psychiatryku
albo po ich odejściu byłabym wrakiem człowieka.
Nic nie musisz. Nie musisz pomagać osobom, które tak cię traktują
Moja babka jest pratycznie taka sama! plus udawanie zawalu i wyzwanie karetki, jako szantaż bo ona umiera.... Umiera oczywiscie dlatego ze cos bylo nie po jej mysli. Ale najlepsze jest to ze babka w mlodosci pracowala w sluzbie zdrowia... no i ja przyjechala karetka to myslala ze przed nia conajmniej czerwony dywan rozloza.... i co drugie slowo ze ona ze sluzby zdrowia itp tyle lat przepracowane....
Ratownicy mieli ja gleboko w D. Na koniec dostala opierdol za symulacje i wzywanie karetki do glupot.
Chyba najwiekszy szok w jej zyciu. Przez trzy dni ryczala jak to swiat sie zmienil i jacy ludzie sa niewychowali.
Bo przecież powinni sie klaniac w pas.
Fantastyczna historia. Haha instant karma 😂
Skoro stać cię na rachunki i połowę czynszu, to wynajmij sobie pokój i spokojnie żyj. Zostaw te stare wiedźmy same sobie, bo matka nie jest taka stara i może spokojnie zająć się babcią w razie czego.
Jakbym czytała o mojej babci, jedynej osobie, o której mogę bez zająknięcia powiedzieć, że jest "złym człowiekiem". Obstawiam, że babci wierzą, bo staruszka, bo biedna i pewnie przy obcych potulna jak owieczka. A ludzie nie chcą myśleć o tym, co masz w 4 ścianach, bo by musieli zareagować. Łatwiej udawać, że to normalne, że wiek itp. A Ty znoś to, bo inaczej obowiązek by na kogoś innego spadł. Co mogę poradzić? Uciekaj. Wyprowadź się. Zdrowie psychiczne i ułożenie sobie życia są ważniejsze, niż opinie ciotek. Babka w końcu kiedys umrze a Tobie utracinych lat życia nikt nie przywróci.
NIC NIE MUSISZ, sa dorosle
nagrywaj ich akcje, bedzie co pokazywac innym w razie obrazy majestatu
bo przeciez nie bedziesz z nimi mieszkac do konca zycia, bedziesz miala kiedys chlopaka (albo dziewczyne, whatewa), swoja rodzine?
Jak napisałaś o tej farmacji, to myślałam że wyznanie będzie o toksyczności substancji chemicznych. Co za rozczarowanie.
A rozmawialas z kims z rodziny i wprost poprosilas o pomoc? Rozumiem, ze to twoja mama i babcia, ale jak sobie wyobrazac zycie z nimi za kilka lat? Jak sobie wyobrazasz zalozenie swojej rodziny? Nie mozesz byc ich wiezniem dopoki nie odejda, bo stracisz swoje zycie.
Nie ma tu latwej, czy lepszej decyzji. Ale prawda jest taka, ze za pare lat zostanie z ciebie znerwicowana i rownie zdziwaczala osoba, a wtedy bedzie jeszcze trudniej cokolwiek zmienic. Widzisz, ze sytuacja w ktorej sie znajdujesz jest toksyczna, a to juz pierwszy krok do uwolnienia sie.
Musisz olac co inni o tobie moga pomyslec i zadbac o siebie, w koncu masz dopiero 23 lata.
Ja mam dobre rozwiązanie dla Ciebie - uciekaj gdzie pieprz rośnie! Przezyj swoje zycie tak jak Ty chcesz, znajdz chlopaka, załóż rodzine, czy co tam chcesz. Pomyśl o sobie i swoim szczesciu (wiem ze to brzmi troszke egoistycznie, ale nie chcesz późnej usiąść w fotelu i powiedzieć "przegrałam zycie", "najlepsze lata mojej młodości minęły"). Zycze Ci autorko zebys byla po prostu szczęśliwa☺️