Związałem się z kobietą z dzieckiem. Dzieciak ma 8 lat i po niecałych 2 miesiącach znajomości zrozumiałem, że nic z tego nie będzie. Biologiczny ojciec dzieciaka nastawiał go przeciwko mnie. Miałem z nim trzy światy, a matka nie potrafiła nic z tym zrobić. Nie chciało mi się walczyć z alkoholikiem po wyroku i nabuntowanym przez niego dzieciakiem, który robił mi po złości. Starałem się zbliżyć do chłopca, bo zależało mi na jego matce. Dałem sobie ostatnią szansę i pojechaliśmy na kilka dni w góry. Były sanie, ognisko, kiełbaski, zwiedzanie i inne atrakcje. Chłopak był zachwycony, nigdy czegoś takiego nie przeżył. 4 tys. zł później wróciliśmy do domu, a po jego pierwszym kontakcie z biologicznym ojcem znów stałem się dla niego wrogiem numer 1.
Wyjaśniłem kobiecie co i jak i odszedłem. Wiem, że to nie jej wina, ale mimo tego nie zamierzam tkwić w jakiejś toksycznej modzie na sukces i borykać się z jej problemami z byłym i brać na barki ciężaru tej patologii, która się za nią ciągnie. Szukam szczęścia, a nie problemów. Szkoda było na to wszystko pieniędzy, czasu i nerwów. Znów samotność.
Dodaj anonimowe wyznanie
Generalnie jak wybieramy sobie partnera z dzieckiem, to trzeba zwrócić uwagę, czy jest samodzielny finansowo. I na przyszłość polecam jednak nie inwestować pieniądze kiedy są problemy. Ewentualnie wybrać jakąś tańszą opcje, np wyjście do kina. Na drogi wyjazd w góry można zabrać dziecko, które sobie na ten wyjazd zapracowało, chocby przez swoje zachowanie.
Jeśli był w stanie się zainteresować czymś innym niż telefon to jeszcze nie jest stracony. Ale to już nie twój problem tylko sądu bo jeśli kontakt prowadzi do demoralizacji to pewnie można coś z tym zrobić.
Nie rozumiem kolesi którzy chcą wychowywać i bulić hajs na nieswoje geny xD Nie mówiąc juz o tym że laska z dzieckiem bardzo ogranicza xD
Też totalnie tego nie rozumiem. Byłam kiedyś dawczynią komórek jajowych i wszyscy znajomi i rodzina bulwersowali się, że jak tak będę mogła żyć wiedząc, że "gdzieś jest moje dziecko". Nóż k*rwa. To nie "moje dziecko" tylko podobne DNA.
@JMoriarty teraz staram się o zostanie dawczynią komórek jajowych (jestem w trakcie czekania na wyniki badań) i część ludzi nieustannie się pyta, jak się czuję z tym, że po świecie będą chodziły moje dzieci. Mam dokładnie takie same podejście, jak ty. Ale przy okazji pojawił się problem niedokształcenia, bo niektórzy zaczęli się martwić, że jak oddam komórki jajowe, to nie będę mogła mieć w przyszłości dzieci. Starsze pokolenie jeszcze rozumiem, ale martwiła się o to prawie moja rówieśniczka...
tez bym nie chciala faceta z dzieckiem z prostej przyczyny- malych dzieci nie lubie, natomiast nie mialabym nic przeciwko np. adopcji dziecka starszego
zeby nie ladowac kasy w cudze dziecko to trzeba by miec totalnie osobne konta, bo jak inaczej idziemy do lodziarni, sobie i partnerowi kupuje lody a dzieciak patrzy?
ogolnie wziazac sie z kims z potomstwem trzeba brac pod uwage, ze ono ma jeszcze drugiego rodzica i jak ukladaja sie relacje z nim, jesli zle, to czemu matka nic z tym nie robi, nie utnie, nie ograniczy (jaka niby korzyscia dla dzieciaka maja byc kontakty z alkusem po wyroku, z patologia?), czy robi cos, by relacja dziecka z nowym partnerem byla ok, czy tlumaczy, czy tylko stoi z boku i mowi "on taki jest"
w takich sytuacjach to najlepszym wyjsciem bylaby terapia systemowa, bo wiadomo, ze dzieci reaguja roznie
ale serio nie chcialabym brac na siebie takiej toksyki jak w historii, jesli zainteresowani nic z tym nie robia
Moriarty- same, jeden moj facet zablysnal nawet tekstem, ze jakby takie dziecko szukalo ze mna kiedys kontaktu, to musialabym wybierac -.-'''
Solange ja mowilam, ze wlasnych dzieci nie planuje, a komorki moga komus pomoc np. stworzyc wymarzona rodzine, uratowac malzenstwo czy cos, mi nie ubywa, bo i tak z okresem poszlyby w sciek, a dla jakiejs pary bedzie to wartosc dodana i szczesliwe zycie
@Solange jeśli nie uważasz tego za kwestię przywiązania do genów, to dlaczego się "starasz" o zostanie dawczynią? Po co?
no wlasnie dlatego, ze nie jest przywiazana do genow, wiec moze je oddac innym ludziom?
@budyn4 nie rozumiem trochę sensu pytania, ale powód jest bardzo prosty. Żeby się zakwalifikować trzeba przejść ileś tam badań ("staram się" - trochę jak staranie się o pracę i przechodzenie rozmowy kwalifikacyjnej) za które nie ponoszę kosztów, a chętnie poznam wyniki niektórych. Poza tym, to co napisała bazienka. Chętnie oddam komórki jajowe tym, którzy potrzebują. Skoro nie jestem przywiązana do genów, to czemu w sumie ich nie oddać? Niczego nie stracę, a to co się dalej stanie z tymi komórkami mnie po prostu nie obchodzi. Nie będą to moje dzieci.
@bazienka na chwilę obecną i z obecnym partnerem też dzieci nie planujemy w przyszłości, ale nawet gdybyśmy chcieli kiedyś, to czemu i tak nie oddać?
Solange ma racje, jest seria badan i cos na ksztalt "rozmowy kwalifikacyjnej" z psychologiem, dodatkowo wypelnia sie ankiete, na podstawie ktorej dana rodzina musi byc zainteresowana kandydatura tej kobiety
Solange, jak pierwszy raz oddawalam to bylo kolo 10 lat temu, jeszcze nie mialam tak radykalnego nastawienia do posiadania dzieci i dopuszczalam taka mozliwosc
Serio?
Sądzę że pisze to nawiedzony piwniczak, nie jesteśmy zwierzętami nie geny są najważniejsze A więz emocjonalna...
Mam 3 córki z czego jedna jest adoptowana...Nie pamiętam ktora;)
Z jednej strony rozumiem, bo samemu pomimo że jestem w małżeństwie, to brakuje mi kobiety i dałbym dużo za trochę szczęścia. Z drugiej nie rozumiem, bo jak można służyć za bankomat obcej kobiecie i jej dziecku. Czy ona była choć trochę niezależna finansowo?
Gdzie tam jest napisane, że służył za bankomat? Zaprosił ją z dzieckiem na wyjazd w góry. To była decyzja Autora,. Ta kobieta go o to nie prosiła. Słabo, że teraz przyszedł tutaj wylewać żal ile to nie wydał. Skoro od początku było tak źle, to wyjazd w góry mógł sobie darować i zaprosić do aquaparku. Aczkolwiek nie potępiam, że Autor nie dał rady ciągnąć dużej tego związku. Każdy ma swoje granice.
CzerwonaModliszka dokładnie. Jak czytam takie komentarze / wyznania, to wydaje mi się, że facet sobie specjalnie wybrał kobietę niesamodzielna, w jakimś dołku, bo mu się wydaje, że go taka kobieta za byle co bedzie po rękach całować. Potem się okazuje, że wyjazd do Międzyzdrojów i zatankowanie golfa nie wywołuje aż takiego wrażenia i zaczyna się wymyślanie, że bankomat, że ja nie chce płacić za obcego dzieciaka itd.
Samotność na własne życzenie.
Generalnie nie powinno się mieszać w układy gdzie jest kobieta rozwodniczka i małe dziecko a do tego nachodzący ich były mąż. To są ich sprawy i póki dzieci nie osiągną pełnoletności zawsze pod pretekstem wizyt u dzieci taki "mąż" będzie kontrolował przy okazji matkę. Jak już się zabierać za ex-mężatki dziedziate to tylko te co mają dzieci przynajmniej 17 lat a nie takie, którymi tatuś steruje zabawkami i cukierkami...
Jakby dala smarkowi w d