#4C6RX

Z mężem jesteśmy 15 lat po ślubie, niedługo oboje dobijemy czterdziestki. Można powiedzieć, że powiodło nam się w życiu. Oboje pracujemy na kierowniczych stanowiskach w dużych firmach, mamy piękne mieszkanie rodem z katalogu, luksusowe samochody, dwa razy do roku latamy na zagraniczne wakacje. I wiecie co? Oboje oddalibyśmy to wszystko, żeby co roku nie zapalać czterech symbolicznych świeczek dla naszych nienarodzonych dzieci.

12 lat starań, setki prób, in vitro... Za każdym razem sromotna klęska. Nie zliczę, ile nocy przepłakałam, ile razy chciałam odejść od męża, uwolnić go od „wybrakowanej imitacji kobiety'”. Został. Mimo wszystko.

Parę dni temu zrobiłam test. Trzymajcie kciuki.
Dragomir Odpowiedz

Nie chcę być chamski, ale możecie po prostu nie zapalać.

CzerwonaRurza

Nie chcę być chamski ale muszę. Inaczej pęknę.

Dragomir

Ważne że noszą w sercu pamięć o nienarodzonych dzieciach. Znicze to tradycja a nie przymus, teoretycznie nie trzeba. Ale można jeśli to dla kogoś ważne. To i tak lepsze niż ci którzy uważają że do porodu to nie osoba, nie człowiek tylko jakiś tam zlepek komórek, ale tutaj milczą żeby nie było niezręcznie. Ja tylko napisałem, że zapalanie świeczek to nie przymus. To nie jest podłość tylko suchy fakt.

2579937

Fajny chochoł, taki nie za mądry. Ale jeśli pomaga ci czuć się tak sprytnym, że rozgryzłeś tajemnicę wszechświata, to możesz sobie tak upraszczać.

ZouzaMaua Odpowiedz

Trzymam :)

Dodaj anonimowe wyznanie