#KVnu6
Moja siostra zmarła z powodu zatrzymania krążenia krwi. Tak po prostu, zasnęła i się nie obudziła (przynajmniej tak twierdzi prokurator). Mój mąż nienawidził mojej siostry, często mówił, że siostra mną rządzi i nie pozwala mi ułożyć sobie życia, a ja widziałam w niej wsparcie i najlepszą przyjaciółkę. Po jej śmierci czuję, że nie jestem sobą, a z dnia na dzień czuję się coraz gorzej. Nasi rodzicie od wielu lat mieszkają za granicą, mój mąż pracuje w delegacji więc nie ma go po 2-3 tygodnie w domu, ale to dla mnie lepiej, ponieważ po śmierci siostry przestałam za nim tęsknić. Nie okazuję mu czułości, często jak przyjeżdża siedzimy osobno i nie rozmawiamy ze sobą.
Zawsze przy mnie była ona, w tych dobrych i złych chwilach, a kiedy jej nie ma czuję, że zostałam sama, ale nie chcę jej nikim zastąpić. Nawet jeśli jakiś znajomy odezwie się do mnie, to unikam kontaktów z ludźmi, ponieważ boję się, że i on zaśnie i się nie obudzi. Mój mąż stara się jak może zastąpić mi siostrę, ale przy każdym jego staraniu wybucham płaczem. Kiedy mąż śpi obok mnie, budzę się w nocy, często nawet kilka razy i sprawdzam czy oddycha. Chodzę do psychologa, czasami pomaga mi to bardziej, czasami mniej. Cokolwiek robię, to robię to dla mojej siostry, żeby była ze mnie dumna. Mam momenty, że myślę nad tym, żeby pójść jej szukać, ale nie mogę zostawić bliskich i tylko to mnie trzyma. Rodzice chcą żebym przeprowadziła się do nich, organizują wszystko żebym mogła mieszkać blisko nich, ale przeraża mnie, że zostawię grób siostry, każdego dnia będę myślała, że ją zostawiłam, jak coś co nie jest mi już potrzebne.
Zawsze miałam plany na życie, w których zawsze była moja siostra, a dzisiaj myślę tylko o tym, żeby przeżyć rodziców, bo tylko ja im zostałam. Za jej życia powiedziałam jej wiele przykrych słów, a w dniu jej śmierci prosiłam o jej wybaczenie, żałowałam tego co mówiłam, żałowałam, że w ostatnich dniach ciężko było nam się dogadać. Czuję, że spędziłam z nią za mało czasu, że jeszcze nie wszystko jej powiedziałam. Zdarza mi się wstać rano i pierwsze co, to chwycić za telefon i zadzwonić do niej, powiedzieć jaki popi*rdolony sen miałam, a po mikrosekundzie uświadamiam sobie, że nie żyje, że już nigdy nie usłyszę jej głosu.
Też straciłam siostrę. To był najgorszy dzień w moim życiu. Od jej śmierci minęło już 10 lat. Na początku nie mogłam sobie poradzić. Też łapałam się na tym, że chciałam zadzwońic lub jechać do niej i jej cos opowiedzieć, dopiero po chwili docierało do mnie, że jej już przecież nie ma, że już nigdy jej nic nie powiem. I to były najgorsze momenty, ta pustka w sercu i uczucie, ze już nigdy jej nie zobaczę, że już nigdy nic jej nie opowiem... Musi minąć dużo czasu za nim człowiek powoli nauczy się żyć bez kogos kto był dla niego bliski, ale prawda jest taka jak mówią, że czas nie leczy ran tylko przyzwyczaja nas do bólu. Już nic nie jest takie samo i nigdy nie będzie. Trzymaj się autorki i bądź silna.
Dziękuję Ci za ten komentarz. Pierwszy raz poczułam, że ktoś mnie rozumie. Cięgle słyszę tylko "minęło już tyle czasu, a ty dalej się dołujesz, weź się ogarnij", "z czasem zapomnisz", "nie wiem po co ty do psychologa chodzisz, tracisz tylko czas", "lepiej będzie Ci się żyło bez niej" itd. Czuję się niezrozumiana dlatego, że nikt wśród moich znajomych nie wie jaki to ból. Najgorsze pytania są od obcych mi ludzi "jak się czujesz po jej śmierci?", nie potrafię panować nad sobą i przy tym pytaniu zaczynam płakać. Jedynym wsparciem jest mój mąż i rodzice, nikt więcej.
Ja co prawda nie straciłam siostry, ale ukochaną babcie i mój facet był zdziwiony jak powiedziałam, że za nią tęsknie. Wiecie, coś na zasadzie, że minęło już przecież tyle lat....No i co z tego? Kochałam ją, kocham i zawsze będę tęsknić, już całe życie. Czasami o niej myślę i przypominam ją sobie. Nie da się zapomnieć osoby, której się kochało. Autorko, trzymaj się, z czasem będzie chociaż trochę lżej, ale mimo wszystko zamykanie serca na innych ludzi nie robi Ci dobrze :( Pomyśl czego chciałaby Twoja siostra? Na pewno nie Ciebie pogrążonej w żalu aż tak mocnym, że odpychasz innych ludzi od siebie.
Wiem, że to ciężkie, ale Twoja siostra chciałaby żebyś szła dalej. Ona już niestety swoje życie zakończyła, twoje trwa dalej. Może trochę boisz się, że jak przestaniesz o niej ciągle myśleć to o niej zapomnisz? Ona zawsze będzie częścią twojego życia, ale niestety musisz pogodzić żałobę ze swoim życiem, iść dalej naprzód i mimo wszystko starać się żyć jak najlepiej. Ważne jest żebyś nie odtrącała wszystkich dookoła siebie, szczególnie męża, by również ich nie stracić. Może on miał trochę racji i byłaś za bardzo uzależniona od siostry? Może spróbuj odkryć jakieś nowe pasje? Przede wszystkim nie zamykaj się na ludzi i szczęście, bez tego będzie bardzo ciężko. Trzymam kciuki!
Żałobę każdy przeżywa indywidualnie. Kilka miesięcy to krótki czas. Możesz zastanowić się jak wyglądały Twoje relacje z siostrą. Czy faktycznie nie było ziarna prawdy w obawach męża - może byłyście od siebie uzależnione. Mnie pomagało uczciwe rozliczenie się z tym jak wyglądała relacja. A poczucie winy w przypadku śmierci tragicznej nie ma sensu. Nie mogłaś tego przewidzieć, nie mogłaś nic zrobić. Nie, inni
Twoi bliscy nie są zagrożeni. Tak się czasami po prostu zdarza. Mam nadzieję, że psycholog Ci pomoże oddzielić ból po stracie bliskiej osoby od tych autodestrukcyjnych zachowań, które zaczynasz wykazywać. I grób to tylko grób. Jeśli wierzysz w życie po śmierci to przywiązanie do grobu nic Ci nie da. Też zaczęłam chodzić do kościoła i często modliłam się za tę osobę i chyba to dawało mi najwięcej spokoju. Bo miałam poczucie że jakoś realnie pomagam tej osobie, nawet jeśli dla osób niewierzących to absurd.
To ja cię uświadomie, dlatego on nienawidził twojej siostry.
Byłam "w jego butach". Cały związek czułam się jak piąte koło u wozu, obok szczęśliwej rodzinki. Zapatrzone w siebie rodzeństwo, jak coś się działo zawsze ważniejsze, zawsze pierwsze w ustalaniu planów.
Nie było by ci przykro, być całe życie pomijaną? Bo siostrzyczka ważniejsza?
Tobie to małżeństwo nie było absolutnie do niczego potrzebne, czysty egoizm. Nawet teraz, przy największej tragedii twojego życia, nie potrafisz dzielić żalu z mężem.
Wcale mi cię nie żal, bo tylko zniszczyłas biednemu facetowi życie, tłumacząc to silna więzią z rodzeństwem.
No nie, przysięgałas jemu, nie siostrze, a ona przysłoniła ci cały świat.
Stawiałam ich równo, mąż po śmierci siostry przeprosił mnie, że żądał ode mnie zerwania całkowitych kontaktów z siostrą, gdzie on z bratem spędzał więcej czasu niż ze mną. Sam załamał się jej śmiercią. Poza tym przed ślubem wiedział jak jestem zżyta z siostrą bo przyjaźniliśmy się
z mężem od czasów gimnazjum (ja i siostra), wiedział, że mam tylko ją bo moich rodziców nie ma w kraju od wielu lat, a on rodziców i rodzeństwo ma na codzień i z jego rodziną spędzałam więcej czasu jak z siostrą. Jak to się mówi "widziały gały ci brały".
A gdzie anonimowa część?
Wyku*wiaj
Autorka po prostu chciała się wygadać...
Dlatego uzależnienie od kogokolwiek jest niezdrowe.
Chcesz rozwalić wszystkie relacje jakie masz, bo siostra odeszła? W końcu nie stracisz tylko jej, ale wszystkich, jeśli tak będziesz postępować. Jeżeli się tak czujesz to idź do lekarza, zamiast ranić męża i rodzine.
Zazdroszczę ci tego, że miałaś taką siostrę. Ja swojej nienawidzę. Zniszczyła mi 13 lat życia. I współczuję też straty. Mam nadzieję, że dasz sobie radę z jej stratą i ruszysz naprzód..
Bardzo mi przykro z powodu twojej straty. Nie wyobrażam sobie bólu jaki pożera Cię każdego dnia. Nie wyobrażam sobie jednak także, zatracenia się w nim. Żyj kobieto. Żyj dla siebie. Trzymam kciuki za was.
Aż mi się płakać zachciało :(
Trzymaj się tam