Potrąciłem ostatnio dzika. Auto mocno ucierpiało, ale nie w tym problem. Nie pozbierałem zwierza, nie robiłem zdjęć (nie mam autocasco, więc nie widziałem zwyczajnie potrzeby), zepchnąłem go do rowu i zapomniałbym o sprawie, gdyby nie fakt, że po kilku dniach dowiedziałem się, iż dokładnie tej samej nocy w mojej okolicy został potrącony jakiś człowiek, a sprawca uciekł. Nie muszę mówić, że wszyscy patrzą na mnie… dziwnie? Podejrzewam, że nikt nie wierzy w moją wersję i zostaje tylko czekać na wizytę smutnych panów…
Dodaj anonimowe wyznanie
Pewnie na samochodzie zostały jakieś ślady krwi czy sierści dzika. Dodatkowo możesz wskazać miejsce gdzie zepchnąłeś dzika
Serio zostawiłeś w rowie być możne dogorywające zwierzę? Przecież ono mogło konać przez kilka godzin. Do nadleśnictwa się dzwoni i zgłasza zajście, a nie spycha zwierzę do rowu i ucieka.
Ech tyle dobrego mięsa się zmarnowało.
Podejrzewam, że jeśli go zepchnął do rowu, to raczej widział, że dzik umarł od razu.
Sytuacja hipotetyczna - jadę w środku nocy przez las, w takim miejscu, że nawet nie ma zasięgu, uderzam takie zwierzę. Ja osobiście nie mam żadnego internetu mobilnego, wystarczy mi wifi w domu, więc wyszukanie w necie numeru odpada. Powiedz mi, co w tej sytuacji można innego zrobić niż odjechać w swoją stronę? Skąd do cholery mam wytrzasnąć numer do nadleśnictwa? To nie jest krótki numer jak na policję, a taka wiedza nie jest wymagana do posiadania prawa jazdy, żeby ten numer pamiętać. Swoją drogą co nadleśnictwo to inny numer, więc?
superwhopotterlock zadzwonic po powrocie do domu
Whereru, owszem, jeśli znasz dobrze okolicę i masz jakieś punkty odniesienia, żeby to potem wytłumaczyć gdzie to było, to może i można później. Ale jak ktoś zna dobrze okolicę to raczej wie, gdzie takie zwierzę może się pojawić i wtedy na pewno jedzie ostrożniej i nie uderzy, a na pewno nie mocno.
Chodziło mi o nocy i o środku lasu. Weź to zapamiętaj gdzie to było i dobrze potem opisz. A jak cię zaczną jeszcze pytać o szczegóły to wtedy można zgłupieć.
Zadzwonić chociaż pod 112. Gdybyś potrącił człowieka też byś zepchnal do rowu?
A dzika nie tak łatwo zabić, mocne bestie są.
Raz zadzwoniłem do nadleśnictwa, czekałem całą noc aż ktoś łaskawie się zjawił. Dzwonisz na policję godzina, półtorej przyjeżdża patrol spisuje kwity, i modlić się żeby pozwolił do najbliższej stacji zjechać. A trupa do rowu i się mówi że uciekł.
Podobna sytuacja jak w Kler
weź bez spoilerów
Do autora i wszystkich broniących jego postawy: Artykuł 25 Ustawy o Ochronie Zwierząt nakłada na kierowców obowiązek zatrzymania się i udzielenia pomocy - nie znasz numeru do nadleśnictwa/dyżurującego lekarza weterynarii - to dzwonisz na policję. Oni wezwą kogo trzeba. Jesteś lekarzem/ weterynarzem? To nie możesz ot tak stwierdzić, że zwierzę jest martwe ,bo się nie rusza. Potrąconego człowieka też byś zostawił, bo potem będziesz miał kłopoty? Dodam , że masz obowiązek wezwać służby po KAZDYM takim zdarzeniu- nawet jeśli zwierzę ucieknie. Może być poważnie ranne , a w stanie oszołomienia może ponownie wbiec komuś prosto pod auto. Ruszcie głową i sercem ludzie...
Nie robiłeś zdjęć?! To co wstawisz na walla i insta?!
co to jest wall?
Osobiście życzę Ci, żeby Ci panowie się u Ciebie pojawili i żebyś musiał się sporo nagimnastykowac, żeby sytuację wyjaśnić. Nie masz pewności że zwierzę było martwe, po prostu zepchnales je do rowu. Zero empatii czy chociażby uszanowania dla prawa, jak tego pierwszego Ci brakuje. Zakładam, że znasz telefon na policję, trzeba go było użyć.
Nie ma co się z gościa śmiać. Ja w Niemczech spędziłem dwa dni w areszcie przez taką sytuację. Mimo że zrobiłem zdjęcie i wysłałem szefowi Pan prokurator (czy kogo oni tam mają) stwierdził że musi poczekać na wyniki badań krwi z auta
Takie zwierze mogło cię zabic. Ocknąć się. Nie powinno się wysiadać z auta.