#JvDDl

Niedziela, temp. odczuwalna: +50 stopni C.

Moja mama została zaproszona na ślub swojej koleżanki, która przy okazji zaprosiła też mnie, ponieważ bardzo chciała mnie poznać. Założyłam taką sukienkę, do której nie miałam żadnej pasującej torebki, więc telefon, klucze i portfel dałam mamie. Oprócz tego założyłam też szpilki. Wyszłyśmy spóźnione, a mamie się przypomniało, że nie ma biletu. Czas nas gonił, więc wpadła na "genialny" pomysł: "jedź pierwsza, ja dojadę". Wzięłam do ręki kwiaty, swój bilet, a wsiadając do tramwaju mama szybko podała adres i numer autobusu, którym miałam później dotrzeć.

Wyruszyłam w trip życia na ślub kobiety, której nigdy na oczy nie widziałam, nie znałam jej imienia, nazwiska, nic oprócz koloru włosów. Wysiadam na odpowiednim przystanku, numer autobusu się zgadzał. Po drodze zapytałam jeszcze parę osób jak dojść do kościoła na Chrobrego i dotarłam! Widzę samochód ślubny, w środku już ceremonia rozpoczęta, przy ołtarzu siedzi brunetka. Usiadłam cicho z tyłu, operator kamery zdążył mnie jeszcze zarejestrować, myślę sobie: "Super, jak mnie nie zauważą teraz, to przynajmniej zobaczą na filmie".

Ślub dobiega końca, mamy nadal nie ma, a przecież sama tej kobiecie składać życzeń nie będę. No dobrze, to zadzwonię. Ups, nie mam przecież telefonu. Para wychodzi z kościoła, rzucają ryżem, ja odchodzę na bok, podchodzę do jednego z gości i pytam czy mogę skorzystać z jego telefonu, bo zgubiłam mamę. On na mnie patrzy jak na wariata, ale udzielił pomocy.
- Mamo, gdzie ty jesteś? Ja tu na ciebie czekam i cze…
- A ty gdzie?
- No na Chrobrego, w kościele.
- Jak na Chrobrego, miałaś być na Batorego. Ja tu jestem i czekam, przyjeżdżaj szybko, bo zaraz się ślub skończy.

Tak, byłam na ślubie jakiejś obcej kobiety.

Niestety to nie koniec. Nie miałam pojęcia jak trafić na Batorego. Oddaliłam się w miarę niezauważalnie od kościoła i zaczęłam biec. Kolejne 10 osób wypytałam jak dojechać. Podobno to trzy przystanki dalej innym autobusem. A ja nie mam biletu ani portfela… No cóż, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Spoglądam na rozkład jazdy… w niedzielę nie kursuje. No tak, nieszczęścia chodzą parami. Spojrzałam szybko na mapkę wiszącą na przystanku i dzielnie ruszyłam w trasę. Niestety, jak to kobiety, mylą im się kierunki, tak że cała mokra od potu oblałam się jeszcze łzami z bezradności, kiedy dotarłam do skrzyżowania i nie wiedziałam, gdzie iść dalej.

Głupi ma szczęście, więc ostatecznie dotarłam.
Wyobraźcie sobie moment, kiedy młoda para wychodzi z kościoła, marsz weselny gra, a wszyscy goście zamiast obserwować ten widok i rzucać ryżem, odwracają głowy i patrzą na nadjeżdżający samochód straży miejskiej, z którego wybiega drobna dziewczyna, cała mokra, z poturbowanymi kwiatami w dłoni i krzyczy na cały głos: „MAMO, JESTEM!"
Backwards Odpowiedz

A dla mnie to że serio nie można było na mamę poczekać, dziwne jakieś. Już byłyście spóźnione ta chwila powrotu po bilet no serio...jakieś takie;/

ZeusKosmateus Odpowiedz

,,Niestety, jak to kobiety, mylą im się kierunki" - miało być zabawnie, wyszło ohydnie.

Corazwiecejpustki

A tam zaraz ohydnie. Nie spinaj sie tak i popatrz w to inne lewo.

ZeusKosmateus

@rockandrollqueen Poproszę jakieś badanie, skoro to fakt.

Ultraviolett

Dokladnie. Przy tym lepsze widzenie peryferyjne.

Puszmar Odpowiedz

sytuacja mało "nadziejna" ale mogłaś od razu zatrzymać jakieś auto jadące w kierunku, wiekszość normalnych ludzi by zrozumiała, po za tym są jeszcze taksówki (można sie dogadać ze nie masz portfela itd.) ale ok rozumiem adrenalina. Natomiast serio nie trzeba się było wydzierać tylko niezauważalnie dołączyć do mamy i nit by się nie zorientował

Wodazkranu Odpowiedz

Ślub w niedzielę?

SyZy

Nie jest powiedziane, że musi być w sobotę, bo chyba o ten dzień ci właśnie chodzi. Jak się chce to może być też poniedziałek- piątek

Dodaj anonimowe wyznanie