W gimnazjum zazdrościłam koleżance powodzenia u facetów. Wpadłam więc na pomysł, że wymyślę sobie faceta, który rzekomo będzie pisał do mnie listy. Było to o tyle wiarygodne, że każde ferie i wakacje spędzałam u babci, 300 km od mojej miejscowości. Był on więc niby sąsiadem babci, z którym miałam spędzać czas. Po powrocie do szkoły mieliśmy pisać sobie listy. Był to czas, kiedy nie miałam jeszcze komórki, stąd list był na miejscu. Pisałam więc wszystko to, co każda dziewczyna chciałaby przeczytać, skrapiałam kartki perfumami starszego brata i pokazywałam koleżance, która zieleniała z zazdrości, bo powodzenie owszem, miała, ale żaden jej adorator nie był tak romantyczny, delikatny, zabawny i mądry jak ten mój.
Wstydzę się tego idiotycznego kłamstwa, ale za żadne skarby nie powiem jej jaki był nadawca tych listów, bo przecież wyśmiałaby mnie i moją głupotę.
Dodaj anonimowe wyznanie
A ja bym sie nie wstydzila ;-)
Przynajmniej nie gnoila Cię że jesteś gorsza czy coś i pewnie uniknełaś wieku orzykrych sytuacji
I co, jesteście razem?
Nie poznała Twojego charakteru pisma?
Widziałem kiedyś z 10 minut (bo dłużej się nie dało oglądać) takiego filmu "Baby są jakieś inne".... no i zgadzam się z tytułem :) Tyle trudu, z takiego błahego powodu.
Ja chyba nie miałem wystarczająco chęci / wyobraźni / motywacji, żeby aż takie skomplikowane ploty obmyślać w moich czasach gimnazjalnych.
determinacja.....babska determiancja... :-)
Fantazję to Ty masz.