#JNKlB
Tuż po maturze poszłam na staż, który później został przedłużony o umowę o pracę na ½ etatu. W międzyczasie studiowałam zaocznie. ½ etatu to nie było nic wielkiego, zwłaszcza, że to było pół etatu od najniższej krajowej. Nie narzekałam. Rodzice obiecali, że to oni sfinansują studia. Ja za to z tej małej pensyjki finansowałam sobie jedzenie, dojazdy, książki i resztę, na którą wystarczyło pieniędzy. Czułam się samodzielna, bo nie musiałam prosić rodziców o kilka groszy na nowy ciuch czy cokolwiek.
W tym samym czasie mój ex chłopak nie poszedł do pracy, bo matka kazała mu zostać w domu z ojcem. Ale poszedł na te same studia co ja, więc trzeba było je jakoś sfinansować. Rodzice mu nie dawali ani grosza i nie pozwolili pracować. Jak już znalazł pracę na cały etat (zarabiając ze 3 razy tyle co ja), to ciągle brakowało mu pieniędzy i czasu. A bo studia, a bo dojazdy, a bo coś tam… Ja miałam dość sporo oszczędności, to mu pożyczałam. Na szczęście wszystko oddawał.
Miarka zaczęła się przeginać w sytuacjach, gdy ja sobie coś kupowałam (szczególnie jedzenie w restauracji). On „nie miał kasy” żeby za mnie zapłacić, więc przeważnie ja sobie zamawiałam, a on siedział i się patrzył jak jem. Ciągle mi wypominał, że tyle odkładam, zarabiając 3 razy mniej niż on, a on sobie na to nie może pozwolić. To ja przeważnie płaciłam za paliwo jak razem dojeżdżaliśmy na uczelnię. Ja robiłam jedzenie i zabierałam dla naszej dwójki żeby jakoś przeżyć 12 godzin wykładów. Kiedy się zbuntowałam i powiedziałam, że ma mi dawać połowę za paliwo i kupować chociaż bułki na kanapki, to była wielka obraza majestatu, bo czego ja od niego chcę! Efekt? Kupował paliwo za kilkadziesiąt złotych żeby wystarczyło na przejazd, a kanapki robiłam dla siebie. On siedział głodny, bo szkoda mu było wydać kasę. Nie było mi wcale głupio.
Ciągłe kłótnie o pieniądze wyniszczyły mnie psychicznie. Wypominał mi, że to rodzice finansują mi studia i że jestem w lepszej sytuacji. Jego matka ciągle mówiła, że po co poszliśmy na zaoczne, skoro dzienne są „za darmo”. Jak ja ją zapytałam czy dałaby synkowi kasę na dojazdy albo na wynajęcie mieszkania, to nastała głucha cisza. Miałam dość. W końcu ze sobą zerwaliśmy i wiecie co? Odpoczęłam, bo nie musiałam się przejmować darmozjadem, który żerował na moich kilku stówkach.
Doszło do tego, że brałam mnóstwo nadgodzin żeby móc jeszcze więcej odłożyć. W końcu organizm powiedział – dość. Przestałam latać za pieniędzmi żeby mu na każdym kroku pomagać.
Zmieniłam pracę na lepiej płatną. Mój obecny chłopak nie ma problemu z wydawaniem „na mnie” pieniędzy. Chcemy coś kupić to to robimy. W końcu mam komfort, że nie muszę liczyć każdego grosza.
Ja bym nie mogła być z kimś w restauracji z żreć, kiedy druga osoba siedzi o suchym pysku. Nawet jeśli siedzi ze skąpstwa. Ale tutaj wydaje się, że chłopak zwyczajnie sam sobie wszystko finansował bez pomocy rodziców i dlatego nie miał.
Też sobie tego nie wyobrażam. Zwłaszcza jeśli to byłby mój partner.
To zwykle chamstwo. Ktoś nie ma kasy żeby sobie jadać po restauracjach, a ona sobie idzie do restauracji i zamawia jedzenie tylko dla siebie i je przy chłopaku. Chyba za bardzo księżniczka miała wpojone do glowki, że to chłopak powinien płacić za dziewczynę, a nie odwrotnie. Ciekawe co by było gdyby byla odwrotna sytuacja i to chłopka by zamówił jedzenie tylko dla siebie. Zaraz by poszedł foch i obraza bo jak tak można.
No dla mnie też dziwna sytuacja. Z jednej strony rozumiem frustrację dziewczyny odnośnie tego, ze u niego ciągle cienko z kasa, z drugiej strony związek jest po to, żeby się wzajemnie wspierać, te bułki z Biedronki, parę plastrów szynki czy pomidor nie kosztowałoby nie wiadomo ile, a połówka nie byłaby glodna, no i ciagniecie kogoś do restauracji, podczas gdy się wie, że ktos nie ma kasy i jedzenie przy nim to już w ogóle chamstwo. Ja nawet jak byłam w szpitalu w ciąży i narzeczony przyszedł mnie odwiedzić to sprawiedliwie się podzieliłam z nim obiadem i oddałam II danie bo wiedzialsm, ze przyjechał prosto z pracy i z całą pewnością jest głodny
No dokładnie 👍
Dokładnie tak. Ja bym w takim momencie od czasu do czasu zabrała chłopaka do restauracji na obiad i zapłaciła za niego, a przez resztę czasu po prostu nie chodzilibyśmy do restauracji. Jak nie ma to nie ma.
A ja doskonale rozumiem chlopaka. Nazywasz go darmozjadem, ale przeciez oddawal ci pieniadze, ktore pozyczyl. Jak zwrocilas mu uwage, zaczal dokladac sie do paliwa (i przestal jesc twoje kanapki). Poza tym pracowalas na pol (!) etatu, wiec nawet jak wzielas nadgodziny to dalej robilas tylko 'jeden' etat.
W momencie, w ktorym para (lub np. grupa przyjaciol) ma rozny status majatkowy, trzeba liczyc sie z tym ze jak pojdziemy do restauracji, to biedniejsza osoba albo nic nie zamowi (i tobie bedzie glupio), albo zamowi cokolwiek a potem wroci do domu i bedzie sie zastanawiac czy wystarczy pieniedzy do konca miesiaca albo czy wystarczy na lekarza. Ze jak pojdziesz z kims, kto liczy kazdy grosz do Starbucksa to on bedzie mial pretensje, ze musi zaplacic 15 zl za kawe, ktora mozna dostac co najmniej o polowe taniej gdzie indziej. Ty mialas ten komfort, ze gdyby byly ci potrzebne pieniadze to rodzice by ci dali/pozyczyli, a on nie. Poza tym co to za >on „nie miał kasy” żeby za mnie zapłacić<? Mowisz, ze czulas sie samodzielna, bo nie bralas od rodzicow kasy, ale nie mialas oporow przed proszeniem o kase swojego chlopaka, ktory mial problemy z utrzymaniem sie na powierzchni? Mowisz, ze zerwalas z darmozjadem - otoz nie, zerwalas z oszczednym i troche ubogim gosciem, ktory nie mial wsparcia w swojej matce. To, co powiem, zabrzmi troche niemilo i o tym wiem, ale przedstawilas siebie w tej historii jako kogos materialistycznego i malo empatycznego.
Teraz sie cieszysz, bo twoj nowy chlopak wydaje na ciebie pieniadze. A jak straci prace (touch wood) to znowu go rzucisz, bo zrzedzi i nie chce pic cappuccino za 20 zl?
Zanim powiecie, ze mieszkal u rodzicow i nie musial placic za mieszkanie - sa rodzice, ktorzy wymagaja dokladania sie pracujacych dzieci do rachunkow i placenia czynszu.
Tak samo to widzę! Napisałaś/eś wszystko to, co mi przyszło do głowy po przeczytaniu tego wyznania.
Dokładnie w 100% się zgadzam z Twoim komentarzem.
Ale Gosc zarabiał więcej od dziewczyny i to trzykrotnie. Ludzie czytajcie ze zrozumieniem.
Nie dziwię się dziewczynie, że wkoncu poczuła się wykorzystywana. Ja sobie nie wyobrażam sytuacji, że za wszystko płaci mój chłopak skoro pracuje i zarabiam.
To że zarabiał nie oznacza że miał więcej od niej. Płacił sam sobie za studia zaoczne a to są duże kwoty.
Mam wrażenie, że jakby płcie były odwrotnie, to nikt by nie twierdził, że dziewczyna z gorszą sytuacją finansową powinna oddawać chłopakowi za paliwo. Nie mówię, że nie miałaś prawa tego wymagać, ale no kurczę jak mu to wypomniałaś, to zaczął tankować za swoje, pożyczony hajs też oddawał, po co to oburzenie?
Z tego wyznania wychodzi ze jesteś bardziej pazerna niż on.
Wtf? Podziwiam chłopaka że to wytrzymywał. Gdybyś to ty nie miała kasy ciekawe jakbyś się czuła gdyby on jadł a ty musiałabyś patrzeć. Co z tego że zarabiał więcej widocznie miał więcej wydatków i poprostu mu brakowało jemu rodzice nie pomagali. Sama byłam przez jakiś czas na utrzymaniu chłopaka i nigdy nie dał mi nawet do zrozumienia że jestem mu coś winna. Teraz zarabiam chwilami nawet więcej niż on za zaoszczędzone pieniądze pozwalamy sobie na drobne przyjemności i robimy to razem bo na tym polega związek. Ale raczej tego nie zrozumiesz
Jeśli większość jego wypłaty pochłaniały czesne, a jego rodzice nie chcieli mu pomóc bo np. nie mieli jak to trochę miał racje, że byłaś w lepszej sytuacji.
Rodzice płacili za twoje studia. On może i zarabiał 3 razy więcej, ale i tak myśle ze min. Połowę przeznaczał na studia. Też studiowałam zaocznie, nie wiem jaki kierunek wybraliście, ale takie studia to koszt Ok. od 500 do 2000 zł miesięcznie. Zakładając uśrednione 1200 zł myśle ze niewiele zostawało z jego pensji. Na pewno nie na tyle, żeby się stołować na mieście. Poza tym skoro miał pazernych rodziców to mogli oczekiwać, że ich pracujący syn będzie się dorzucał do rachunków i prawdopodobnie tak robił.
Może ja jestem jakaś głupia i naiwna, ale jak można być z kimś w związku, mieć jakieś uczucia do tej osoby i wychodzić z założenia, że jak nie da kasy albo nie kupi bułek, to kanapki robię dla siebie i chociaż wiem, że ta osoba będzie głodna, to mam to gdzieś? Wobec obcego człowieka byłoby mi głupio w takiej sytuacji, a z partnerem to nawet sobie nie mogę wyobrazić. Chamówa na maksa, w życiu bym mojego męża nie zostawiła głodnego w takim wypadku i na tym chyba polega bycie w dorosłym związku - że myślisz o potrzebach tej osoby i obchodzi Cię, czy są zaspokojone, czy nie...
O biedna księżniczka, chciała się pożalić na anonimowych a tu ją zmieszali z błotem. No pięknie. Zwykła materialistka. Znalazła w końcu dojną krowę, pewnie będzie z nim dopóki ten ma kasę.
Aha, fajnie.