#JGfgY
Kilka lat temu zaprzyjaźniłem się z naprawdę świetnym chłopakiem. Chudy, delikatny, miły, taka puchata kulka. Jednak im dłużej z nim przebywałem, tym bardziej coś mi nie grało. Niby zawsze się uśmiechał, wychodził z naszą paczką znajomych na miasto, ale kiedy zadzwoniłem do niego wieczorem, słyszałem, jak płacze. Od tamtej pory zacząłem spędzać z nim więcej czasu na rozmowie i po około pół roku powiedział mi wszystko. Próbował zakończyć swoje życie. Matka miała do niego pretensje, że w ogóle próbował i ubzdurał sobie całą tę depresję. Zacytuję jej słowa: „Nie ośmieszaj mojej rodziny takimi błahostkami”. Tak mu powiedziała. Depresja syna i jego chęć zniknięcia ze świata były dla niej niczym.
Po tym, jak mi to powiedział, starałem się mu pomagać, tłumaczyć wszystko, odbierać telefony nawet o trzeciej nad ranem, bo dzwonił często, kiedy śniły mu się koszmary. Wielokrotnie namawiałem go na terapię, jednak zawsze kategorycznie odmawiał i tutaj właśnie zacząłem robić to, co robię do dziś... Zaszantażowałem go, że powiem o jego problemach jego znajomym, czego najbardziej chciał uniknąć. Nigdy nie chciał, żeby wiedzieli co go dręczy i myślę, że gdyby się dowiedzieli, dla niego byłby to koniec świata. I wierzcie mi lub nie, ale po tym, co zrobiłem, pozwolił zapisać się na terapię.
Od tamtej pory minął już rok, on czuje się już lepiej, dostał leki, nadal widuje się z psychiatrą. I wierzcie mi lub nie, ale wygląda o wiele lepiej. Czuje się lepiej i to po nim widać. Nie dzwoni w nocy, nie ma koszmarów, sam z siebie zaczął wychodzić do ludzi. Czasami kiedy nie chce mu się iść na sesję z lekarzem, nadal muszę go zaszantażować. Wiem, że zrobiłem i robię źle, ale jest mi dobrze z tym, jak na niego teraz patrzę... Wydaje się szczęśliwszy, nie jest jednym wielkim kłębkiem nerwów.
Realnie pewnie mu życie uratowałeś tym szantażem.
To się nazywa terapeutyczny kop w dvpę. Robisz to dobrze.
Jesteś idiotą. Gościu ma problemy i jedyne co go trzyma przy życiu to dobre relacje ze znajomymi i Tobą, a Ty w ramach pomocy mówisz mu, że to wszystko zniszczysz. Już w tym momencie sprawiłeś, że stracił jedynego pewnie powiernika. Równie dobrze mógł od razu po wysłuchaniu Twoich mądrości pójść po sznur. Miałeś szczęście, ale w dalszym ciągu nie zmienia to tego, że jesteś idiotą.