#JEtgr
Jako mała dziewczynka, 6-, 8-letnia, nie pamiętam dokładnie, zostałam wielokrotne wykorzystana seksualnie przez kuzyna, który wtedy miał 13 lat. Bałam się, nie powiedziałam o tym nikomu, a gdy się w końcu odważyłam, nikt, dosłowne nikt mi nie uwierzył. Dziś nie jeżdżę na żadne zloty rodzinne, urodziny itd. – on jest na każdych. Gdy go widzę, trzęsę się, a on udaje, że nic takiego nie miało miejsca. Gdy próbował zagadnąć moją córkę, dostałam ataku szału, więc rodzina uważa mnie za wariatkę.
Pamiętam, co mi mówił, pamiętam, w którym miejscu stało się to pierwszy raz i pamiętam, gdy ze łzami w oczach mówiłam o tym mamie (nie mam taty), która powiedziała, że przesadzam i wszystko wymyślam.
Moja córka nie pozna rodziny, bo wiem, że niektórzy wiedzieli, jaki on jest i ignorowali to. Jestem nadopiekuńcza, bo wiem, że potwory są wszędzie, nawet w rodzinie, nawet w najbliższych, którzy ci nie chcą pomóc. Mam teraz 31 lat, a dalej boję się pola pszenicy, bo pamiętam, jak pierwszy raz właśnie tam zostałam zgw@łcona. Jestem nadopiekuńcza, żeby moja córka nie musiała się bać człowieka, o którym inni z rodziny mówią, że się tobą zaopiekuje i że jest bezpieczny. Wiele osób mówi, że jestem nadopiekuńcza, że za dużo czasu spędzam z córką, a ja nie potrafię zaufać innym.
Wiem, że moje przeżycia oddziałują na moje zachowanie, ale wolę być nadopiekuńcza niż żałować, że nie ochroniłam córki przed złem.
Dzięki Tobie córka nie będzie bała się pola pszenicy. Za to będzie bała się wszystkiego i uważała że każdy chce ją skrzywdzić.
Zamiast znęcać się w ten sposób nad dzieckiem i fundować jej terapię w dorosłości gdy wreszcie zrozumie jak jej własna matka zniszczyła jej życie, to sama powinnaś udać się na terapię i wyleczyć własne traumy zamiast przerzucać je na swoje dziecko.
Akurat nie zabieranie córki na zloty rodzinne, gdzie jest kuzyn, który Cię skrzywdził nie jest nadopiekuńczością tylko zdrowym rozsądkiem. ~Skrzywdził dziecko raz, kolejny raz może być łatwiejszy do wykonania, bo wie co i jak, ma już doświadczenie.
Niech sobie rodzina gada co chce, Ty robisz dobrze nie zabierając córki na rodzinne spotkania, gdzie jest ta osoba a reszta rodziny bagatelizuje problem. Realnie oni są współwinni tego co się stało Tobie, bo gdybyś miała oparcie w rodzinie to by kuzyn nie ryzykował tego. Niestety brak wsparcia w rodzinie, brak wiary dziecku to czynniki, które niestety tworzą sytuacje dla wykorzystania dzieci.
Jedna tylko kwestia: warto żebyś popracowała nad sobą po tych przeżyciach. Bo ten brak zaufania do ludzi córka może przejąć. Jedna rzecz to kwestia Twojej rodziny i tu brak zaufania jest jasny i po prostu zdrowy. Druga rzecz: pomyśl o córce. Jeśli ma kiedyś stworzyć dobry związek to nie może się bać i nie ufać innym ludziom. Tylko dlatego piszę że warto nad tym pracować: dla jej dobrej przyszłości.
To, co przeszłaś jest naprawdę traumatyczne i nic dziwnego, że starasz się uchronić przed tym córkę. Pamiętaj jednak, że nie ochronisz ją przed całym złem tego świata. Nie dasz rady być z nią w każdym miejscu i każdej chwili jej życia, a nawet gdybyś próbowała - możesz jej w ten sposób zupełnie niechcący zaszkodzić. Przede wszystkim zadbaj o to, żeby sama nauczyła się rozpoznawać zagrożenia, żeby wiedziała jak zareagować w trudnej sytuacji i zbudujcie wspólnie mechanizmy działania, które pozwolą zapobiec tym czy innym niebezpieczeństwom. Twoim zadaniem jako rodzica jest w końcu przygotować dziecko do dorosłego życia tak by mogło samodzielnie i bezpiecznie przez nie kroczyć.
A sama skorzystaj z terapii. Pomoże to zarówno Tobie jak i córce.
"Nie możesz przeprowadzić dziecka za rękę przez życie; więc daj mu mapę życia na drogę"
(Elizabeth Taylor do Rocka Hudsona w filmie "Olbrzym". Ten cytat siedzi mi w głowie do dzisiaj)
JPD nic dziwnego, że tak reagujesz skoro własną matką cię zawiodła - jak mogła nie uwierzyć własnemu dziecku, powiedzieć swojej córce, że wymyśla. Jesteś ofiarą przede wszystkim swojego kuzyna, ale także rodziny, która Cie nie obroniła.
Po 1 bardzo mi przykro z Tego co ci zrobiono I dobrze ze nie utrzynujesz kontaktu z oprawcami.
Po ,2 - potrzebujesz pomocy. Specjalisty.
Po 3. Z wielu badan naukowych wychodzi korelacja pomiedzy byciem nadopiekunczym rodzicem I zaburzeniami lekowymi. ( Nie mam polskich znakow, mam na mysli dawniej nazywana nerwice).
Twoja nadopiekunczosx moze sie zle skonczyc dla twojej corki. Czy chcesz zeby CIERPiALA? Dlatego bardzo potrzebujesz pomocy , Tez w pokierowaniu wychowaniem corki. Przesada w druga strone Tez nie jest dobra , trzeba znalezc droge gdzies posrodku.
Oczywiscie mam na mysli powiazanie twojej nadopiekunczosx z mozliwymi zaburzeniami ,w przyszlosci u twojej corki. Bo co z Tego , ze realnie bedziesz Ja bronic, wychowasz Ja na kogos kto bedzie sie bal wlasnego cienia I nie poradzi sobie za dobrze , gdy ciebie zabrakniem nie o to chodzi Chyba.
Zamiast Tego mozesz np. Sprobowac zainteresowac mala jakims judo czy innym sporten walki, dzieki ktoremu bedzie umiala sie bronic.
Lepiej dac dzuecku sile by umialo sie bronic.
Jako córka nadopiekuńczej matki powiem Ci: idź na terapię, żeby Twoje dziecko potem nie musiało.
To że nie jeździsz na zloty rodzinne to akurat zrozumiałe. Nie musisz patrzeć na tego zwyrodnialca i ludzi, którzy Ci nie pomogli.
Ale dla swojego i córki dobra udaj się na terapię. Ty nadal tego nie przepracowałaś. A nie musisz radzić sobie z tym sama.
Wyzwolonaaa słucham...