#J38qi
Do właściwej części. Jak byłam młodsza, to bardzo lubiłam studiować morderców. Akurat jak miałam jakieś 15 lat, miałam okazję zrobić projekt na temat jednego z nich. Wywiesiłam jego zdjęcia w całym pokoju, popodpisywałam tak, żeby później kojarzyły mi się do prezentacji. Rodzice nie mieli z tym problemu, bo ojciec nawet nie wiedział, kim on był, a matka stwierdziła, że to też element amerykańskiej kultury.
Tak się złożyło, że jakaś daleka rodzina matki akurat chciała przyjechać, bo robiła sobie „tour po Europie”, a że akurat w Polsce jest rodzina (bardzo daleka), to postanowili zostać na dłużej. Moja mama bardzo słabo ich kojarzyła, nawet nie z nazwiska, tylko z imion. Nawet nie bardzo chciała, żeby przyjechali.
Kiedy w końcu przyjechali, okazało się, że mają córkę, trochę młodszą ode mnie. Starsi poszli rozmawiać przy kawie, a ja z tą dziewczynką poszłyśmy się pobawić. Zapomniałam schować tych zdjęć, ale stwierdziłam, że skoro ona ma 9-11 lat, to i tak nie domyśli się kto to. A nawet pewnie doceni, że interesuje się ich kulturą. Kiedy weszliśmy i ona zobaczyła zdjęcia samego kryminalisty i jego ofiar (ich też chciałam zapamiętać), to jakoś tak zbladła, zawołała rodziców. Przyszli, zareagowali tak samo. Ciotka poczerwieniała, wujek szybko wyszedł i opuścili mój pokój. W ogóle nie rozumiałam, o co chodzi.
Dopiero jak już wyszli, mama powiedziała mi, co rzucili na do widzenia. Byli rodziną pierwszej ofiary mojego mordercy...
PS: Projektu nie przedstawiłam.
To był Ted Bundy?
Al Bundy :)