#IxCoN

Chyba największy obciach sam dla siebie, jaki można mieć, to nastoletni bunt i kryzys wieku średniego przed trzydziestką. Wszystko się wzięło z tego, że gdy dorastałem, mierzyłem się z wieloma ograniczeniami w życiu. W domu miałem wiele zakazów, mimo że nie był toksyczny, po prostu miałem więcej zakazów niż inni. Nie walczyłem o to, po prostu olałem to, więc dorastałem raczej przy komputerze w wąskim gronie znajomych, którzy tak samo spędzali wolny czas. Lata dwudzieste też przeszły bez rewelacji, ale je akceptowałem, bo życie było w miarę znośne, żyłem z dnia na dzień. Pod koniec dwudziestki nadeszła fala problemów, choroba członka rodziny (na szczęście wyszedł bez szwanku, jednak popadł w religijny fanatyzm, który naobiecywał sobie, że wszyscy będą tacy jak on, co skutkowało moimi częstymi kłótniami, bo wolałem żyć własnym życiem), kłopoty w pracy. Potem zobaczyłem idealne życie nastolatków, studentów w sieci. Skonfrontowałem to z moim życiem, gdzie byłem niewymagającym minimalistą przez wiele lat. Widziałem wyjazdy, imprezy do białego rana, masę wspomnień i wszystko skumulowane wybuchło. Nikt mnie nie poznał, bo byłem cichym nastolatkiem, z którym nie było problemów, a tu dorosły się kłóci o wszystko jak 15-latek, któremu nie pozwolono pójść na miasto wieczorem.
Z jednej strony wstyd, z drugiej to całe powietrze i emocje zeszły i… wydoroślałem, jakkolwiek głupio to nie zabrzmi. Nie tyle stałem się jakimś nudnym zgredem, tylko że zacząłem myśleć racjonalniej, bardziej trzeźwo. Teraz wiem, po co jest młodość – by się wyszumieć. By będąc dorosłym, nie dostać szajby i nie zachowywać się jak gówniarz w dorosłym ciele.
airborn Odpowiedz

Widziałam przypadku spóźnionego buntu w wieku 50+ lat. Także pomyśl, że całkiem się wyrobiłeś! Poza tym myślę, że warto sobie podszumiewać całe życie (rozumiem przez to oczywiście, że bez krzywdzenia innych w swoim życiu).

Dodaj anonimowe wyznanie