#IkpqO
W normalnych okolicznościach radzimy sobie ze wszystkim sami. Ostatnio jednak mamy trudności w dopięciu grafików. Poprosiliśmy rodziców z jednej i drugiej strony o pomoc w opiece nad juniorem, kiedy żona chodzi na treningi i zajęcia dodatkowe ze starszymi pociechami (młody chorował, a później nie chcieliśmy go ciągnąć wieczorami na chłód). Ja mam niestety straszny zapieprz w pracy i jestem w robocie na okrągło (6-7 dni w tygodniu po 10-12 godzin). W ciągu roku zdarza się to raz na 2-3 miesiące i trwa ok. 2-3 tygodnie. W pozostałe dni pracuję dużo mniej i dzielimy się obowiązkami.
Moja luba normalnie daje sobie ze wszystkim radę, ba! Potrafi nawet wziąć dodatkowe zlecenia, żeby sobie dorobić przy maluchu.
Ale ostatnio miała gorszy dzień i pożaliła się przy niedzielnej kawie, że ma już dość mojej ciągłej nieobecności.
I wiecie, co usłyszała zarówno od moich, jak i od swoich rodziców? Że jest niewdzięczna, bo po to ja pracuję, żeby nam było lepiej. Że przecież jej pomagam jak jestem w domu. A poza tym to oni nie wiedzą, co ona robi całymi dniami, bo mamy w domu straszny bałagan. I że ma jakieś fanaberie z tymi zleceniami. A jak oni potrzebują mojej pomocy, to ja wiecznie się wykręcam tym, że zajmuję się dziećmi.
Żona ma anielską cierpliwość, więc spokojnie wytłumaczyła, że bierze zlecenia bo za 4 dni pracy, po kilka godzin, ma ekstra pensję, którą odkłada na konto oszczędnościowe. I że nikt nie pomaga jej w tym czasie przy dzieciach, więc obowiązki domowe na tym cierpią. Ale później to wszystko nadrabia. I nie jest na moim utrzymaniu, bo ma pieniądze z macierzyńskiego. Poza tym nasze dzieci są zarówno jej, jak i moje, więc nie robię łaski, że się nimi zajmuję i o nie dbam.
I co? Do mojej teściowej dotarło. Ale do mojej mamy już nie. I jest FOCH.
Mamy nauczkę, żeby nie prosić rodziców o pomoc, bo utwierdza ich to w przekonaniu, że mają prawo komentować i wchodzić z buciorami w nasze życie. I skończą się też chyba drobne przysługi, jakie dla nich robimy, skoro okazuje się, że to już jest naszym obowiązkiem rzucać wszystko i pędzić na pomoc.
U nas podobnie. Dwojka dzieci, 4 i 1,5 roku. Oboje pracujemy na etat. Ostatnio zaniedbalismy moich i męża rodziców. Jedno dziecko w żłobku, drugie w Przedszkolu, my w pracy, budujemy też dom, plus obowiązki w mieszkaniu. I też foch najbardziej że strony mojej mamy, że za rzadko ja odwiedzamy. Mieszka 120 km od nas. Nie rozumie, że ostatnio nam dzieci chorowaly, a to mąż na budowie musiał czegoś dopilnować, a to inne obowiązki. Po prostu jest obrażona. I to nie na nas tylko personalnie na mnie. A też nie proszę jej o pomoc. Ostatnio zadzwoniła w sobotę zdziwiona, że sprzątam. Przecież po co mam sprzątać skoro to ona ma w Święta bałagan? Nie wiem czy to menopauza czy co ale nie dogodzisz. Przyjeżdżasz to robisz bałagan A nie przyjeżdżasz to też zle
Jak ja to wszystko doskonale rozumiem! Tyle, że u mnie jedni rodzice są za płotem, a drudzy w sąsiedniej wsi. Jak wpadamy, to cały tydzień później słucham, że bałagan (i nie chodzi tu o syf, bo nie robią AŻ takiego bałaganu, tylko o to, że jest głośno i jest zamieszanie), a jak nie przychodzę, to zabraniam dzieciom widywać się z dziadkami (WTF?).
"Dobre rady" dziadków i babć można by było spisać, oprawić i wydać. Tyle tego jest!
A z pomocą jest podobnie jak u autora wyznania. Przechodzimy przez następujące fazy:
1. Narzekanie ("Bo oni mieli coś innego zaplanowane...")
2. Bohaterowie ("...Ale oni są tacy dobrzy, więc się poświęcą")
3. Opieka nad wnukiem (czyli w przypadku moich rodziców: Jedzcie słodycze, póki mamusia nie widzi!; lub w przypadku rodziców męża: Uspokójcie się w końcu, ja nie rozumiem, jak można być tak niegrzecznymi dziećmi!!!)
4. Order za odwagę ("Widzisz, jak świetnie sobie dajemy razem radę, a ty tak narzekasz, że jesteś zmęczona? Czym?").
5. Całujcie mnie za to po d*upie ( faza nadchodzi z zaskoczenia w najmniej oczekiwanym momencie, nawet na kilka lat wstecz: "To my wam tak pomagamy, a wy jesteście tacy niewdzięczni!")
Powtarzam mojemu chłopu od lat już kilku (czyli od momentu powicia pierworodnego), że jak będę taka jak moja mama, albo nie daj Boże teściowa, to ma wziąć wór, sznur i młyński kamień i wrzucić mnie do rzeki :-)
Myślę, że rodzice komentują nie przez proszenie o pomoc (nie usłyszeliście wtedy żadnego przykrego słowa) tylko wpuszczenie ich za daleko do swojego życia małżeńskiego przez narzekanie na partera/jakieś konkretne zjawisko w związku (tu nieobecność męża spowodowana pracą). Rodzice zinterpretowali to po swojemu i mieli do tego prawo, skoro sami temat ruszyliście
Prawo prawem, wszystko to rozumiem, ale to nie powód, by zarzucać kobiecie niewdzięczność tylko dlatego, że pożaliła się, że jej męża nie ma ostatnimi czasy w domu. Wedle tego również można mnie nazwać niewdzięcznicą, tylko dlatego, że jest mi po prostu przykro, gdy ja całymi dniami siedzę sama z dzieckiem w domu, a mąż ciężko pracuje (często bierze dodatkowo soboty, czy jakieś ekstra godziny w tygodniu, gdy ma okazję) tylko dlatego, że ja nie mogę iść jeszcze do pracy. Nie chodzi nawet o obowiązki domowe, a samo to by był, nawet siedząc przed telewizorem. W dodatku sama go proszę, by odpuścił sobie, bo nie zarabia aż tak mało, by nas wszystkich nie utrzymać, ale ten dalej swoje i tylko czasami odpuszcza. No, przysięgam, że rozszarpałabym na miejscu, gdyby mi tak teściowa powiedziała.
Najwiecej maja do powiedzenia zawsze tacy ,którzy nie wiedza nic. Niestety.
A niania?
ja tylko zapytam czy to nie jest przypadkiem tak, ze na macierzynskim nie mozna dorabiac?
Na zlecenie możesz. Ale nie w firmie w ktorej pracujesz.
Czyli wasi rodzice maja obowiazek pomagac w opiece nado juniorem, ale sam na was za pomoc liczyc nie powinni. Interesujacy tok myslenia.
Czutaj osiołku ze zrozumieniem. Przecież pisze jak byk, że zazwyczaj nie proszą nikogo o pomoc. I wydaje mi się, że to rodzice są tutaj roszczeniowi, a nie autor i jego żona.
Super, dozyliśmy czasów, gdy czytanie ze zrozumieniem jest na tak wysokim poziomie, że "musiałem im odmówić bo zajmowałem się w tym czasie dzieckiem" jest interpretowane jako "starzy idioci poprosili o pomoc, przecież powinni liczyć na siebie".
Świetnie. Po prostu świetnie.
I po co ta agresja?