#IdJT4

Gdy miałam 19 lat to przez jakiś czas pracowałam jako kelnerka w pewnej knajpie w jednym z większych miast Polski. Było upalne lato i już miałam kończyć moją zmianę, gdy zadzwonił do mnie mój szef. Był bardzo przejęty. Powiedział mi, że właśnie wpadła nam rezerwacja dla 20 osób. I to nie byle jakich! Miał nas odwiedzić doborowy oddział najprawdziwszych komandosów! Mam cholerną słabość do mężczyzn w mundurach, więc już na samą myśl o obsługiwaniu takiej ekipy spaliłam buraka i poczułam wielką gulę w gardle... I faktycznie. 30 minut później do lokalu wkroczyło 20 postawnych, młodych mężczyzn. Wszyscy identycznie ostrzyżeni, takiego samego wzrostu i dałabym sobie rękę obciąć – każdy z nich bajecznie wręcz przystojny. Podczas gdy komandosi zatopili swe nosy w karcie dań, do baru podszedł dowódca (też ciacho!) i zamówił coś do picia. Każdy z panów chciał wypić Sprite'a. Wszystkie miały być w średniej szklance, oprócz jednego. Ktoś się wyłamał i poprosiło o dużą porcję napoju.
Parę chwil później już szłam niosąc tacę z zamówionymi trunkami. Postawiłam ją na stole i chciałam zacząć rozkładać je przed gośćmi. Najpierw jednak musiałam zlokalizować czarną owcę, która zamówiła dużego Sprite'a. Zapytałam więc: „Który z panów ma dużego?”. Zapadła cisza... I jakby na rozkaz, nagle wszyscy komandosi, z poważnymi minami, zerwali się na równe nogi. Stałam ze szklanką i dopiero po kilku sekundach dotarła do mnie dwuznaczność mojego pytania. Szybko odstawiłam naczynie i kłusem poleciałam na zaplecze, czerwona jak nigdy dotąd. Nawet tam, zamknięta w pokoiku socjalnym, słyszałam rubaszny rechot 20 mężczyzn.

Mimo próśb reszty pracowników, nie odważyłam się wyjść z mojej kryjówki. Pół godziny później usłyszałam jednak jakieś zamieszanie na zapleczu i wyraźny stukot ciężkich butów. Drzwi do mojej kanciapy otworzyły się energicznie, a do środka wtoczyli się wszyscy ci cholerni żołnierze. Zajęli każdy centymetr tego niewielkiego pomieszczenia. Każdy mnie mocno przytulił. Następnie dowódca ryknął: „Na móóóój znaaaaaak!” i machnął ręką, a wszyscy komandosi wrzasnęli: „PRZEEEE - PRRRAAAA - SZAAAA - MYYY!”.

Na koniec dowódca wręczył mi dwustuzłotowy banknot, mrugnął okiem i wraz z resztą towarzystwa opuścił pomieszczenie.
Nie wiem co o tym myśleć. Sytuacja była skrajnie wręcz absurdalna, ale jedno jest pewne – jeszcze nigdy nie dostałam tak sowitego napiwku!
JestemNumeremCztery Odpowiedz

Prawdziwi mężczyźni zachowali się jak prawdziwi mężczyźni :)

olo Odpowiedz

Genialne wyznanie, leci do ulubionych ❤

Aliccjaa Odpowiedz

Jak dla mnie to trochę za bardzo przeżyłaś tą sytuacje, nic takiego się nie stało. Ja kiedyś powiedziałam do klienta, czy może mi pan włożyć, w pierwszej chwili zupełnie się nie zorientowałam co zrobiłam, za to mój współpracownik zwijał się ze śmiechu

TakaOna100

Dla niej się stało

Szwedacz

Myślę że wiek też zrobił swoje;)

onlywoman Odpowiedz

Tez mam słabość do mundurowych 🙊

Szwedacz

Do tych z historii teraz też trochę mam :P

bushmills Odpowiedz

ehh fajnie chłopaki zareagowali, ale na co się chować? Ok, rozumiem że nie wszystkie osoby są takie śmiałe, ale nie powiedziałaś nic strasznego :D A skoro tak Ci się podobali to gdybyś inaczej później zagrała, to kto wie :P Może miałabyś teraz w domu komandosa ;)

nati828 Odpowiedz

Za mundurem panny sznurem :D

GeniusYoongi Odpowiedz

Czy tylko ja w to nie wierzę?

luluskupinarkotyki

Suga najlepszy ♥

luluskupinarkotyki

Chodzi o BTS kpop

Pinda Odpowiedz

Współczuję Ci wtopy, ale mimo wszystko urocze to wszystko :)

Rossabella Odpowiedz

Bardzo pozytywne wyznanie :))

Hermiona12 Odpowiedz

Wyznanie genialne, a zachowanie komandosów urocze

Zobacz więcej komentarzy (16)
Dodaj anonimowe wyznanie