#IVLn7

Odkąd pamiętam mój ojciec pił. Nie był agresywny, nie bił nas, nie robił awantur, ale przez jego picie w domu była straszna bieda. Tracił kolejne prace przez alkohol, a nawet jak coś zarobił, to przepił albo zgubił po pijaku. Kilka razy go okradli kiedy pijany szwendał się nocą w podejrzanych okolicach. Nigdy nie mieliśmy fajnych ubrań, zabawek, często nie było nawet na jedzenie. Nasze mieszkanie wyglądało tragicznie, jak jakaś rudera.

Mimo to zawsze bardzo kochałem ojca i nie pozwalałem powiedzieć na niego złego słowa. W latach 90-tych coraz więcej zaczynało się mówić o tym, że alkoholizm to choroba i można ją leczyć. Kurczowo uczepiłem się tego tematu. Mój ukochany tato nie jest żadnym pijakiem. Jest po prostu chory. Chciałby przestać pić, ale nie potrafi. Tak wszystkim mówiłem. Kilka razy napomknąłem ojcu, że powinien się leczyć, ale tylko się zdenerwował. Mama denerwowała się jeszcze bardziej, że usprawiedliwiam pijaństwo ojca chorobą. Nie wierzyła w takie rzeczy jak alkoholizm. Uważała, że pijak chleje, bo lubi. Kilka razy odchodziła, ale zawsze wracała. Nie wiem dlaczego. Może tak jak ja, kochała go mimo wszystko.

Aż przyszedł kiedyś taki dzień, miałem wtedy 15 lat, gdy ojciec oznajmił, że przestaje pić. Oczywiście nikt nie potraktował go poważnie. Już nie raz słyszeliśmy takie deklaracje, ale zawsze kończyło się na obietnicach. Kilka dni albo tygodni abstynencji i wszystko zaczynało się od nowa. Jednak tym razem było inaczej. Mijały tygodnie, miesiące, w końcu minął rok. W tym czasie ojciec nie pił, znalazł porządną pracę i w końcu wyszliśmy na prostą. Wiem, że nie chodził na żadną terapię, bo czegoś takiego w naszym miasteczku wtedy nie było.

Od tego czasu minęło 20 lat. Przez te 20 lat ojciec ani razu się nie upił. Jest innym człowiekiem. Mój najmłodszy brat, który miał 3 lata, kiedy ojciec ostatni raz się schlał, nie pamięta go pijanego. Nie pamięta biedy ani wstydu. Można powiedzieć, że wychował się w normalnej rodzinie.

A ja? Z jednej strony cieszę się, że ojciec zerwał z piciem, z drugiej mam do niego straszny żal. Skoro tak po prostu z dnia na dzień potrafił z tym skończyć to znaczy, że mógł to zrobić dużo wcześniej. Nie musiałem przeżywać tego całego piekła w dzieciństwie. Mama miała rację. Chlał, bo chciał i to lubił. W ciągu ostatnich dwudziestu lat kilka razy wypił na uroczystościach rodzinnych kieliszek szampana czy wódki, ale zawsze na tym kończył. Nigdy się nie upił. Czyli nigdy nie był uzależniony. W dzieciństwie, kiedy cierpiałem przez niego, broniłem go, bo myślałem, że jest chory. A on po prostu lubił pić alkohol.
Nocturno Odpowiedz

Bardzo pochopne wnioski. To, że nie wiesz jaki był powód to nie znaczy, że go nie było. Nie wiesz co sie wydarzyło. Może wracał nawalony i mało nie zginął, Może sam mało kogoś nie zabił po pijaku. Skoro, jak sam piszesz, próbował parę razy i nie wyszło to nie było to takie łatwe jak Ci się wydaje

worm

alkoholikiem się jest, a nie się bywa. Jeśli faktycznie przestał pić to nie tak, że po jakimś czasie znowu sobie może wypić piwo jak normalny człowiek - a autory wyznania powiedział, że zdarzyło się mu wypić czy to szampana czy kieliszek wódki.
Normalnie alkoholik by na tym nie poprzestał.
Dziwne to. Albo zmyślone.

chybajednaknie

@worm
Ludzie to nie komputery pracujące według sztywnego algorytmu.
Ogólna zasada jest ogólna, ponieważ są od niej wyjątki. Niekoniecznie rzadkie.
Dlatego psychologia nie zalicza się do nauk ścisłych.

TakaOna100 Odpowiedz

Nie przestał wcześniej, bo może nie był gotowy. Nie usprawiedliwiam go, ale to nie tak że lubi i przestał lubić. Może po prostu czara goryczy się przelała.
A może, bez spekulacji, zapytaj go sam czemu.

Czaroit

TakaOna100
Tak, to jest najlepsza rada.

Po prostu zapytaj, Autorze. Jeśli ojciec zdecyduje się być z Tobą szczerym, możesz dowiedzieć się o czymś, co zmieni Twój stosunek do tej sytuacji i przyniesie Ci ulgę. Choć niekoniecznie musi tak być. Bo wielu ludzi nie ma na tyle samoświadomości, by zrozumieć, co nimi kieruje. Coś się wydarza, coś ich odmienia, ale oni nie potrafią powiązać przyczyny ze skutkiem.

A co do tego alkoholizmu i jednego kieliszka. Znam osobiście alkoholika, który potrafił być w ciągu parę tygodni, chlał wiele lat, potem uczęszczał na spotkania AA i nadal chlał. Potem zaczął uprawiać intensywnie sport i od kilkunastu lat jest trzeźwy. Jednak nie ma problemu raz na jakiś czas wypić jeden kieliszek whisky czy wina na jakiejś imprezie. I tak, kończy na jednym. To nie jest takie zero-jedynkowe, jak się ludziom wmawia.

Ten mit o tym, że alkoholik będzie alkoholikiem już zawsze, i jeden kieliszek na bank go złamie - wynika z faktu, że faktycznie, u większości ludzi tak jest. Zwłaszcza, że alkoholicy sięgają po ten jeden kieliszek najczęściej w chwili kryzysu. A ponieważ brak im wystarczającej motywacji, ponieważ nie radzą sobie z traumami, ponieważ życie jest zbyt przytłaczające a alkohol jest doskonałą formą ucieczki od bólu i strachu - kończy się upadkiem.

Ale bywa i tak, że ktoś dochodzi do etapu, gdy nie musi już przed samym sobą uciekać. Gdy jego życie staje się wystarczająco satysfakcjonujące, gdy nauczył się sam sobie ufać i mieć w sobie oparcie. Wówczas alkohol nie stanowi zagrożenia i taka osoba wie, że spokojnie może sobie na kieliszek wina czy wódki pozwolić. I nie znaczy to, że wcześniej nie była uzależniona od alkoholu.

HansVanDanz Odpowiedz

Był alkoholikiem i to zaawansowanym.
"Piję bo lubię, piję ale nie muszę, mogę przestać kiedy chcę" to wyświechtane teksty uzależnionych. Rozumiem twoje poczucie straty i żalu, ale z drugiej strony skup się na tym co masz. Odzyskałeś ojca, trzeźwego. Równie dobrze mógłby pić cały czas, a może nawet już by go zabrakło.
Kiedy ktoś stawia alkohol ponad dobro rodziny, to nie jest kwestia lubienia trunków.

asdaqweqeqwe Odpowiedz

często jest to uciekanie, które przechodzi w emocjonalne uzależnienie. Nie radzę sobie, jest za dużo stresu, napięcia to uciekam w:
alkohol
masturbacje
pornografię
gry
internet
hazard

Dodaj anonimowe wyznanie