#IB4Yw

To zdarzyło się trzy lata temu, gdy moja córka miała 4 lata. Zdarzenie było nieprzyjemne, ale ogólnie skończyło się dobrze i często się z tego śmialiśmy z żoną… aż do wczoraj.

Zanim urodziła się córka przygarnęliśmy kota. Był rudy z białą końcówką ogona. Daliśmy mu na imię Pikuś. Był przyzwyczajony do chodzenia po polu dlatego często wypuszczaliśmy go do ogrodu, gdzie zajmował się swoimi kocimi sprawami.

Pracuję w domu. Pewnego dnia gdy jak zwykle zawiozłem rano córkę do przedszkola i wróciłem do domu, to zauważyłem Pikusia rozjechanego na ulicy. Momentalnie do oczu napłynęły mi łzy, raz bo lubiłem zwierzaka, a dwa bo wiedziałem, że córka bardzo przeżyje jego stratę. Wybiegłem na ulicę ale definitywnie nie żył. W nerwach jedyne co przyszło mi do głowy to wziąć z domu pudełko po butach i go do niego zapakować. Wyglądał bardzo marnie i się zupełnie przy tym rozkleiłem. Zadzwoniłem do żony, była załamana. Pikuś to ją najbardziej lubił i tylko u niej na kolanach się kładł, ona też za nim przepadała.

Powiedziała, że wyjdzie wcześniej z pracy i jak odbierzemy córkę z przedszkola to urządzimy pogrzeb. Gdy po nią pojechaliśmy, to od razu zauważyła, że jej mama płakała i spytała co się stało. Żona nie była w stanie tego powiedzieć, bo od razu łzy jej napłynęły do oczu, więc ja to zrobiłem. Córka momentalnie zaczęła płakać i wręcz wpadła w histerię zanim dokończyłem zdanie. Jak na nią patrzyłem to aż mnie serce bolało.

Wróciliśmy do domu i zabraliśmy się za pogrzeb, aby jak najszybciej zamknąć temat. Wykopałem za domem dół i przyniosłem pudełko. Żona przyprowadziła córkę, która szła ze łzami kapiącymi po policzkach i ściskała w dłoni zdjęcia kota. Ledwie stanęliśmy nad dołem, gdy... rudy kot zaczął obcierać się o nogi żony. Tak, to był Pikuś! Żona w szoku, od razu go chwyciła na ręce “O Boże, jak to? Co to ma być?” i popatrzyła na mnie jak na zbrodniarza “Czy sprawdziłeś końcówkę ogona?”. Nie sprawdziłem, nawet do głowy mi nie wpadło, że to mógłby być nie nasz kot. Miał taki sam kolor futra, a był mocno pokiereszowany i więc nie przyglądałem mu się za dokładnie, wręcz zamknąłem oczy jak wkładałem go do pudełka. Córka była szczęśliwa że Pikuś żyje, ale też smutna że jednak jakiś kotek umarł. Dokończyliśmy pogrzeb tego kota, ale nigdy się nie dowiedzieliśmy czyj on był. Żaden z sąsiadów nie miał takiego.

Wracając do teraźniejszości. Córka wczoraj przyniosła ze szkoły obrazek. Mieli narysować dzień, w którym byli bardzo smutni. Narysowała tam siebie, mnie, żonę, Pikusia i pudełko. Pod obrazkiem był dopisany ręką nauczycielki tytuł “Dzień, w którym Tata okłamał mnie, że mój kot nie żyje”.
Minionkowawiedzmaa Odpowiedz

Końcówka mnie rozbawiła 😂

SaneInsane Odpowiedz

Kurcze, przykra historia i dotknęła mnie, bo w panice też bym nie myślał o tym by sprawdzić czy to byłby mój kot. Raz mi kotka uciekła przez sąsiadów, bo w dzień sylwestra postanowili o 16:00 wystrzelić cały zapas petard (pewnie ze względu na dzieci), zrobiłem im jazdę bo byłem spanikowany, że moja domowa kotka już nie wróci. Zniszczyłem im wszelkie wrażenia z tego dnia, ale kotka wróciła następnego dnia, mimo że nie jest wychodząca. Ciężki kamień spadł mi z serca.

Dragomir Odpowiedz

Pan Pikuś :)

Dodaj anonimowe wyznanie