Żyję w rodzinie nałogowych palaczy. Mama, tata, siostra, brat – wszyscy jarają fajki. Nikogo więc nie zdziwiło to, że i ja, mając już dwadzieścia-parę lat, sam sięgnąłem po papierosy. Problem w tym, że tego szkodliwego nawyku nie akceptują moi przyjaciele, którzy prowadzą bardzo zdrowy tryb życia i zawsze denerwują się, kiedy w ich towarzystwie odpalam fajkę. Krzyczą na mnie, a czasem, jak się im uda, mój papieros ląduje na ziemi i zostaje zgaszony butem.
I tak też doszło do sytuacji, kiedy muszę chować się przed moimi przyjaciółmi i palić w domu z rodzicami.
Dodaj anonimowe wyznanie
Jak się brzydze palaczami, to takie zachowanie ze wyrywają Ci papierosa i go gaszą jest poza granicami akceptacji.
Jakbyś komuś wyrwał kawe czy kanapkę z ręki i ją wyrzucił bo nie tolerujesz glutenu czy laktozy?!
To jest trochę wersja tylko jednej strony. Moze mówią mu żeby nie palił w ich obecności, żeby gdzieś odszedł, a on ma na to wywalone. Wiem, że palacze tak robią, bo im się wydaje, że nie znoszenie tego smrodu to "fanaberie".
Patrzenie jak ktoś je ser nie jest szkodliwe, ale gdy ktoś pali w twoim towarzystwie już tak. Pytanie czy autor odchodzi na bok, żeby nikogo nie truć czy sobie zapala papierosa przy nich.
Ja bym bardzo chętnie uczyniła kopanie ludzi co palą na chodnikach legalne i akceptowalne, to się skończy zmuszanie innych do biernego palenia. Albo zamknąć na godzinę w szczelnym pudle z zapalonym kadzidłem wywołującym raka
Albo pasztetową by wyrwał bo mu śmierdzi.
Zależy jak blisko jest z tymi znajomymi, moja przyjaciółka nie ma żadnych oporow zeby wyrwać mi ostatni kęs prosto z widelca i zjeść albo zrugać w miejscu publicznym a i tak ją kocham najmocniej na świecie :)
A jakby Ci ten ktoś na siłę wciskał gryza tej jego kanapki, to pewnie byś się uśmiechnął i zjadł, bo jeszcze go urazisz?
Agatulka, pasztetowa śmierdzi ale nie szkodzi i wy chyba zapominacie, że palenie bierne szkodzi bardziej niż cokolwiek wy sobie robicie.
Nie chcę żeby ktokolwiek palił koło mnie. Śmierdzą mi potem ubrania, wdycham to gówno i to żadna przyjemność. Chcesz palić? Odejdź na większą odległość, a nie truj ludzi.
Ja tam się nie dziwię, skoro wiesz, że nie palą i pewnie nie raz mówili Ci, byś przy nich nie palił, to po co to robisz przy nich? Odejdź od nich na moment palenia, nie wszyscy chcą wdychać toksyny, bo ktoś musi akurat zapalić tuż obok. Bierne palenie jest gorsze od czynnego.
A wyrywają Ci tego papierosa tak o, czy może dlatego, że wielokrotnie Cię prosili, żebyś przy nich nie palił? Wiesz, że to dla nich szkodliwe, prawda? A na dodatek papierosy okrutnie śmierdzą i smród ten wchodzi w ubrania. Rozwiązanie jest proste - odchodź na bok, gdy masz zamiar palić.
Rak płuc puka do waszych drzwi 😎
Do twoich też może zapukać, mimo że nie palisz
Wukupka, może, ale warto wziąć pod uwagę, że ponad 90% pacjentów z nowotworami płuc (pierwotnymi a nie przerzutami) to palacze 🙂
Możesz też mieć wypadek samochodowy jak nie jeździsz po pijaku. To znaczy, że powinniśmy jeździć?
JMoriartyy idąc tą samą logiką możemy codziennie chlać, no bo przecież nie umrzesz od tego zawsze. Albo codziennie solarium, bo przecież nie każdy dostanie raka skóry
Ubranie i skóra przesiąkły zapachem papierosów , przez wiekszość dnia śmierdzi ci z ust - jeśli nie rzucisz palenia do końca życia zostaniesz dziewicą.
A u mnie to, że żyłam z samymi palaczami sprawiło, że nienawidzę dymu i nie toleruję palaczy. Mimo to nie rozumiem takiego wyrywania i odbierania papierosa. Ktoś, kto nie chce przestać palić, to nie przestanie nawet jak będzie za to ciągle atakowany. O ile nie trujesz swoich przyjaciół i znajomych, to ze swoim zdrowiem rób co chcesz.
rozumiem cie w 100%
to rzuć palenie, Da się.
A może nie chce tego robić? Ma do tego pełne prawo.
ale ja absolutnie nie zabraniam,tylko podobno na niego krzyczą i wyrywają:))
jak bidulek rzuci to nie będą:)
I bardzo dobrze, trzeba było nie dmuchać na nich swoim syfem i odejść póki prosili
Cóż, na tym przykładzie widać dziedziczenie patologii. I zanim mnie zrugają wielbiciele dymka - niszczenie z premedytacją własnego zdrowia (huj z pieniędzmi, nie moje) to patologia.