#HTM7v
Jak się zdenerwuję nawet najmniejszą błahostką, to beczę. Nie umiem panować nad nerwami. Zestresuję się, zdenerwuję się naprawdę najdrobniejszą rzeczą i łzy mi lecą i nie potrafię nad tym zapanować. Niby nic się nie wydarzyło takiego w moim życiu, ale czuję się osamotniona. Dodam, że niedawno skończyłam 18 lat i mieszkam z rodzicami. Z moim tatą w ogóle nie rozmawiam, a jak chcę z mamą, to mnie nie słucha, bo wiecznie wpatrzona w telefon, a jak już coś słucha, to nie interesuje jej to. Uważa, że przesadzam. Z moimi braćmi tak samo nie da się pogadać. Mam niby jedną taką prawdziwą przyjaciółkę, chociaż czy taką prawdziwą, to nie wiem. Gdy jej coś się dzieje w życiu, to ja zawsze wysłucham, doradzę, a gdy ja chcę jej opowiedzieć, to jej reakcja jest taka: "aha, lol, xD" lub ewentualnie napisze współczuję, a za chwile zmienia temat tak jakby ją to nie obchodziło. Nie czuję w ogóle nigdy od niej wsparcia i tak naprawdę nie mam nikogo, komu mogłabym się wyżalić, wygadać lub dostać radę jakąś.
Mam pełno znajomych, rodzinę, ale nie są to osoby, z którymi mogłabym pogadać tak poważnie o takich rzeczach. Naprawdę jest mi cholernie przykro. Od razu piszę, że nie jestem chora psychicznie i nie bierzcie mnie za taką. Nie myślałam nigdy w taki sposób, żeby skończyć swój żywot, ale niekiedy mam takie myśli, że jakbym zachorowała na coś, to bym się nawet nie przejęła tym. Jest mi wszystko jedno, mogłabym jutro umrzeć. Nie wiem, może jest to wszystko spowodowane tym, że dorastam i nie wiem co ze sobą zrobić. Zostało mi 2 lata szkoły, teraz przez wakacje pracuję, bo nie chcę myśleć o niczym, tylko się skupić na czymś, chociaż codziennie rano gdy wstaję to beczeć mi się chce, bo nie chcę tam być, ale w domu też nie chcę. Nie wiem jak się potoczy moje życie po skończeniu szkoły. Jedna znajoma mi kiedyś powiedziała, bo widziała, że byłam przygnębiona, że brakuje mi faceta i miłości. Być może, ale nie szukam na siłę.
Chyba tylko tutaj mogłam z siebie wszystko wydusić, bo nikt w życiu na żywo nie chce mnie wysłuchać lub mówi, że przesadzam. Pisząc to niektórymi momentami same łzy mi leciały z oczu. Bardzo bym chciałabym znaleźć kochającego faceta, skończyć szkołę, wyprowadzić się i znaleźć pracę, którą będę lubić i oczywiście przede wszystkim być szczęśliwa. A na ten moment nie mam pojęcia co ze sobą zrobić, nie wiem co mi jest. Może jakieś rady? Może też tak mieliście w moim wieku, bo na pewno jest tu dużo osób starszych ode mnie. Z chęcią przeczytam komentarze.
Ja miałam swojego "doła" przez kilka lat. Byłam w tym samym wieku co Ty. Nie mogłam spać po nocach, wtedy też bałam się, że nie wytrzymam i skończę ze sobą. Nie widziałam przed sobą żadnej przyszłości. Wyżaliłam się najlepszej koleżance to usłyszałam, że jestem wariatką. Matka powiedziała, że użalam się nad sobą i zrobiła mi awanturę życia. Jednak problem ten minął sam. Dziś mam 26 lat, skończyłam studia i mam kochanego narzeczonego. Przedtem byłam sama jak palec. Ale wsparcie psychologiczne dałoby mi te 2 czy 3 lata więcej życia, bo ten smutek normalnym funkcjonowaniem nie jest. Pójdź po pomoc. Chociaż w szkole. Możesz też pójść na NFZ. Tak czy siak, nie poddawaj się. Stan psychiczny to stan umysłu, a nie stan faktyczny.
@benlinus ten "dół" wygląda na zaburzenie depresyjne lub dystymię.
I chociaż stan psychiczny to stan umysłu, to jednak może mieć ogromny wpływ na stan fizyczny organizmu.
Autorko, proszę, idź jak najszybciej do psychiatry. I nie wstydź się, że tego potrzebujesz.
Znalezienie chłopaka i innych przyjaciół nie rozwiąże Twojego problemu.
Kiedy masz depresję możesz czuć się samotna, nawet jeśli interesuje się Tobą wiele osób, ale zaburzony umysł nie umie tego dostrzec.
I chociaż to brzmi banalnie, to na prawdę najpierw musisz czuć się szczęśliwa sama ze sobą.
Powodzenia!
Też tak miałam w podobnym wieku przez kilka lat, bez myśli o skończeniu ze sobą ale płakałam wieczorami prawie codziennie, chyba sama nie wiem z jakiego powodu. Teraz mam 23 i jest o wiele lepiej, tylko czasem zdarza mi się tamten nastrój. Myślę że sporo osób miało taki etap, zwłaszcza jeśli nie ma kogoś, z kim można szczerze porozmawiać.
bardzo mi Cię szkoda. Ciężko wygrać z depresją, kiedy nie ma się w nikim wsparcia. Oczywiście nie mogę stwierdzić, czy masz depresję, ale raczej nie jest to taki zwykły, przejściowy "dołek", bo trwa już trochę za długo. Największą walkę musisz stoczyć sama ze sobą w swojej głowie. Niekoniecznie brakuje Ci faceta i miłości, może po prostu przyjaźni, czy jakiejkolwiek relacji, w której czułabyś się rozumiana i potrzebna. Może pomocne byłoby znalezienie pasji, może w gronie ludzi o podobnym zainteresowaniu poznałabyś ludzi, którzy okazaliby Ci większe zrozumienie. Oczywiście łatwo mówić, trudniej wykonać. Może przemyśl wizytę u psychologa.
Może bardzo przytłacza Cię ten etap życia, kiedy powinno się coraz bardziej usamodzielniać, kiedy otoczenie oczekuje, że powinnaś wiedzieć dokąd w swoim życiu podążasz, a tak naprawdę często tego nie wiesz. Ten problem z pewnością dotyka wielu młodych osób.
Takich "może" znalazłoby się więcej.
Jak ja! 😔 Jakbym czytała dosłownie o sobie aż serio zaczęłam się zastanawiać czy sama tego nie napisałam. Polecam psychologa to chociaż miejsce gdzie można się wygadać i uzyskać trochę wsparcia psychicznego. Jeśli chodzi o szukanie przyjaciół w grupach z hobby... Akurat u mnie to nie pomaga. Mam dużo hobby i zero przyjaciół, ale to tylko kwestia moich innych problemów.
Bella, rozumiem, że korzystasz z pomocy psychologa?
Mam nadzieję, że jeszcze trafisz na ludzi którzy staną się Twoimi przyjaciółmi
Nie dołuj się, całe żyćko przed Tobą. Nie słuchaj rad o facecie, to żaden lek na takie problemy jak opisujesz (powiedziałabym, że wręcz przeciwnie). Jeśli nie możesz poradzić sobie z życiem i nie masz wokół osób, które mogłyby Cię wesprzeć, szukaj profesjonalnej pomocy. Jeśli masz kasę to np odłóż na psychologa, czy psychiatrę. Czasem już jedna wizyta i wygadanie się robi poprawę. Powodzonka <3
Miałam bardzo podobnie w wieku 16-17 lat. Nawet nie zauważyłam kiedy zamknęłam się na prawdziwe uczucia. Kiedy poznałam swojego obecnego chłopaka wszystko wydawało mi się nierealne. Był ze mną- było super, ale kiedy nie widziałam go 2-3 dni to cała nasza znajomość wydawała mi się tylko wymysłem, snami. W końcu zaczęłam z nim o tym rozmawiać, powiedziałam że mam czasami tak że mimo że się uśmiecham to nie czuję szczęścia, że wszystkie emocje pokazuję automatycznie ze względu na sytuacje. Uznał to za pewnego rodzaju oszustwo, bo skąd on ma wiedzieć kiedy jestem z nim na prawdę i przeżywam w środku to tak jak pokazuje na zewnątrz, a kiedy tylko udaję.
Było ciężko przez pierwsze miesiące, ale po trochu z tego wychodziłam. Po dwóch latach zdałam sobie sprawę, że czuję wszystko normalnie, że większość rzeczy wróciło do normy (zostało kilka rzeczy, które nadal nie wzbudzają we mnie emocji, choć powinny, ale jest ich mało). Wydaje mi się, że to właśnie dzięki temu wsparciu, dzięki szczerym rozmowom na ten temat z kimś zaufanym dało mi szansę na ogarnięcie się.
Jednak zanim poznałam tego chłopaka musiałam kilka lat się przemęczyć w takim stanie „nijakim”.
Jedyna rada, jaką mogę dać- bądź miła dla innych, okazuj wsparcie i pomagaj. Jeśli nawet nie zwróci ci się to teraz od tych osób którym pomagasz, to jednak zwróci się w przyszłości.
Nawet i to przeminie...ciesz się tym co jest. Nie tym co było ani tym co może być, bo życie jest tu i teraz. Kto rozpamiętuje przeszłość lub nadmiernie martwi się o przyszłość, nie znajdzie radości w żadnym dniu, bo dziś będzie zawsze nieobecny.
Czy jesteś czy nie jesteś chora psychicznie, to już psychiatra powinien ocenić, ja tu widzę depresję.
Jesteś jeszcze w takim wieku, że znajomi-rówieśnicy mogą nie wiedzieć jak powinni zareagować na takie problemy. Twoja koleżanka pewnie nigdy nie czuła się tak jak ty i nie wie jak o tym rozmawiać, więc zmienia temat myśląc że to jakoś poprawi ci humor. Ale jak ma się depresję to tak nie działa, a prawdopodobnie właśnie na to cierpisz, skoro tyle to już trwa. Depresji nie diagnozuje się tylko kiedy ktoś myśli "chcę skończyć swój żywot". Często depresja to właśnie poczucie, że jest ci wszystko jedno i że masz coraz mniej siły i ochoty na wszystko, łatwe denerwowanie się i płacz. U mnie też tak się zaczynało, że stresowałam się wszystkim o wiele za mocno, a innym wydawało się że przesadzam.
Idź po pomoc, serio. Nie marnuj czasu na męczenie się z takim marnym samopoczuciem, zasługujesz na to żeby być szczęśliwa. Od razu poszukaj kogoś blisko siebie, może to być lekarz psychiatra albo psycholog, zależy gdzie będzie krótsza kolejka. Do psychologa chyba potrzebne jest skierowanie od lekarza rodzinnego, ale do psychiatry możesz zapisać się bez tego. Poradzisz sobie. Będzie dobrze 💗
Chcesz pogadać?
Pewnie depresja idź do psychiatry.
O ile ten stan nie potrwa kilka kolejnych lat, to przejdzie Ci. Wtedy, kiedy znajdziesz wartościowych ludzi i rzeczywiście chlopaka, bo jeśli bedzie normalny, to wypełni tę pustkę (to czego nie dają inni), dlatego że bedziesz dla niego najwazniejsza. Dołącz do jakichś kół zainteresowań lub innych zgrupowań młodzieży. Ja znalazłem szczescie w koscielnych.