W grupie znajomych każdy się zwierzał, jakie kto miał dziecięce marzenie. Nietrudno zgadnąć, że jeden chciał być astronautą, drugi chciał być po prostu bogaty i tak dalej. Wszyscy padli ze śmiechu, gdy wyznałam, że chciałam pracować w kiosku... Dlaczego? Bo było tam pełno kolorowych gazet. Dziecięcym umysłem stwierdziłam, że tylko i wyłącznie bym tam siedziała i czytała za darmo. Kuszące był dla mnie komiksy typu Witch, Winx, Kaczor Donald wraz z dołączonymi do nich gadżetami. Istny Disneyland dla wzroku.
PS Nie, nie spełniłam marzenia.
Dodaj anonimowe wyznanie
W latach 90-tych posiadanie własnego kiosku to był prestiż i oznaka statusu.
Serio wszyscy padli ze śmiechu?
Ja w pierwszej klasie podstawówki powiedziałam na lekcji, że chcę być ku*ewką (taki jeden debil wmówił mi, że to znaczy to samo co królewna)
Zawsze możesz spełnić dziecięce marzenia.
W pewnym sensie spełniłam, zawsze marzyłam o bogactwie
A co, dajesz bogatym gejom żigolaku?
Już ci kiedyś mówiłam, że żigolak znaczy co innego. A moje bogactwo pochodzi między innymi od ciebie