#GgY8h
W wieku lat 14 pojechałam z rodzicami nad morze. W pewnym momencie szłam sobie za nimi i nagle coś do mnie dotarło. Wszystko zaczęło wydawać mi się nierealne. Wpatrywałam się w nich i nie mogłam uwierzyć, że oni są moimi rodzicami. Wtedy dotarło do mnie, że to w czym żyję, to musi być iluzja. Matrix (nie oglądałam wcześniej tego filmu, ale znałam te koncepcję). Od tego czasu żyłam sobie spokojnie, wiedząc, że przecież tak naprawdę mnie tu nie ma.
To wszystko musi być iluzją. Czasem o tym zapominałam i wczuwałam się w jakąś sytuację, a potem znów miałam atak. W sensie to nie atak atak. Ale bardziej uświadomienie, że wszystko jest nierealnie. Obracałam się wtedy dookola i widziałam jak bardzo nierealistycznie wyglądają np.: promienie słońca itd. Czasem nazywałam ludzi w myślach idiotami. Jak oni śmią sądzić, że to w czym żyjemy to jest prawda? To oczywiste, że nie.
I potem przeczytałam coś o derealizacji. I pomyślałam, że to na pewno nie o mnie. Przecież ten świat na pewno nie istnieje. Zresztą upewniałam się w tym czytając. Znacie może teorie Platona o jaskini?
Ale w końcu naprawdę do mnie dotarło, że to jest choroba. Ostatnio nawet w ciągu dnia zastanawiam się czy jestem w śnie, a w snach (często mam świadome), myślę, czy jestem na jawie.
Nie ma puenty, ale na pewno się wybiorę do psychiatry, bo mam dosyć przeżywać życia, jakbym była pijana bez procentów.
Kurcze, nie wiedziałam nawet , że jest taka choroba. Myślałam, że każdy tak czasem ma, że jak coś mocno rozkminia, to staje się mniej realne. To tak jak słowo, które wiele razy powtórzysz, zaczyna brzmieć jakoś dziwnie
Tez doświadczam czasami takiego uczucia derealizacji i wiem co się wtedy czuje. Aczkolwiek moje „ataki” (ja bym tego tak nie określała) sa krótsze i nie sa częste, a po nich wracam do normalnego życia. Pierwszy raz poczułam ze wszystko jest nierealne kiedy zylam w ogromnym stresie i uczuciu bezsilności, wiec podejrzewam ze to mialo na to wpływ, bo moja kondycja psychiczna nie była najlepsza. Mimo tego że teraz jest juz o wiele lepiej, doświadczam tego dalej. Wiem tez ze po niektórych narkotykach można to czuć. Nie wyobrażam sobie jednak życia z tym przez cały czas. Pisze to żebyś wiedziała ze nie jesteś jedyna.
Potwierdzam, przewlekły stres może wywołać stany derealizacji, tak samo jak duże zmęczenie czy brak snu. Zdarzało mi się przed maturami i obroną dyplomu, z perspektywy czasu nawet się nie dziwię. Jeśli dalej tak masz i ci to przeszkadza to warto przejść się do psychiatry, może to depresja czy zaburzenia lękowe i okaże się że da się to wyleczyć? Piszę o tym, bo pamiętam jak sama niepotrzebnie zwlekałam ze zbadaniem się i wmawiałam sobie że to tylko stres. A okazało się że da się czuć o wiele lepiej, tylko trzeba dobrać leki i trochę popracować na terapii.
Szczerze mówiąc nie przeszkadza mi to jakoś szczególnie. To jest jakby inne spojrzenie na świat i nie trwa to w moim przypadku długo ani nie zdarza się często. Rozważę wizytę u psychiatry z innych względów, ale może dopiero po osiągnięciu pełnoletności. Dziękuje za rady :)
Ja doszłam do wniosku, że żyjemy w piekle. Mało kto jest szczęśliwy na tej ziemi.
Ale może to tylko wpływ serialu "the good place" na mój mózg.
Uwazaj na dominikanow. Twoj wniosek niebezpiecznie zbliza cie do heretyckich pogladow katarow/albigensow.
A ile masz lat? 15?
Może jakaś odmiana padaczki, albo inna choroba mózgu
Dokładnie to samo mi się zaczęło przytrafiać gdy miałam 11 lat. Pamiętam to dość dobrze, choć już minęło kilkanaście lat od tego czasu. W tamte wakacje sporo przesiadywałam ze znajomymi w ogródku McDonalda, nagle rozejrzałam się wkoło i czułam się dziwnie, dokładnie tak jak opisujesz. Stwierdzałam, że "czuję się nierealnie", ale kompletnie nie potrafiłam tego wyjaśnić, wszystko wokół stało się sztuczne i płaskie, jakbym patrzyła przez grubą szybę albo na obrazek.
U różnych lekarzy leczyłam się na depresję, nerwicę, fobię społeczną, borderline, ale z derealizacją nic mi nie pomogło, od tamtego dnia lata temu czuję się jakby mniej prawdziwa, nie zawsze jest to tak silne i szokujące jak wtedy, ale zdarza się. Już jestem do tego tak przyzwyczajona, że nie pamiętam jak było wcześniej...
Mogę Ci zagwarantowad, że jestem prawdziwy
Idź do psychiatry, żeby się nie meczyć. Ale naukowcy też mają teorię, że żyjemy w symulacji. Ale nawet jeśli, to co to zmienia tak na co dzień? ;) i tak nic na to nie poradzimy
Hej, cierpiałam na to całkiem długi czas. Pomógł mi psychiatra (drugi z kolei) oraz leczenie innych chorób. Derealizacja jest czasem chorobą współtowarzyszącą i to niekoniecznie przy problemach psychicznych. Leć do lekarza się zbadać, u mnie wyszedł guz. :) Polecam też forum ,,zaburzeni"!
Derealizacja i depersonalizacja (patrzrnie na świat jak przez lornetkę ale z drugiej strony), częste przy moich zaburzeniach depresyjno nerwicowych. Cholernie to nieprzyjemne...
Ojejku dla mnie jest to coś przerażającego a przy tym fascynującego, naprawdę mnie takie tematy ciekawią. Mam nadzieję że się z tego wyleczysz jak najszybciej