#HM03h
Nie pamiętają już, jak opryskliwe pielęgniarki na SOR-ach traktowały ludzi. Nie pamiętają już lekarzy, którzy ich totalnie olewali, aż nie poszli prywatnie, żeby napchać ich już i tak pełne kieszenie. Bagatelizowanie naszych obaw, zapisywanie leków, z których mają korzyści. Oni nas ratują, bo muszą, jeśli któryś teraz pójdzie na L4, może się pożegnać z pracą. Jest nacisk z góry. Nie mówię, że wszyscy, ale ci ludzie robią to, bo muszą.
Ja traktuję to jako spłatę ich długu wobec społeczeństwa za te lata pomiatania ludźmi.
Może jestem jakiś aspołeczny, ale nie rozumiem też jak ludzie mogą się podniecać tym, że np. jakaś firma dała jakąś kwotę na maseczki. Ludzie! Te maseczki, rękawiczki i inne wszelkie niezbędne środki powinny być! Dlatego, że płacimy na to ciężkie pieniądze. Podatki, składki, ubezpieczenia. Z czego się cieszyć? Że rozkradły nas zagraniczne przedsiębiorstwa, a teraz spluwają nam marny promil swoich zysków? Kiedy w końcu przejrzymy na oczy?
Ja nie mam jakichś wyjątkowo wrednych wspomnień z kontaktów z ochroną zdrowia (normalnie - niektórzy tragiczni, ale jednak większość w porządku albo super, jak w każdym zawodzie). Przez ostatnie kilka lat akurat moje relacje z NFZ-em się zacieśniły :( piszę na świeżo.
Pokazujemy wsparcie dla lekarzy, bo teraz pracują ciężej niż kiedykolwiek i po ludzku chcemy im pokazać, że to doceniamy. Czy tak trudno zrozumieć, że może są ludźmi, mieli rodziny i chcieli wziąć urlop wypoczynkowy, który im się należy jak każdemu pracującemu człowiekowi, a teraz plany im się rozsypały i mają prawo być zmęczeni?
Zagraniczne przedsiębiorstwa nas nie rozkradły, sprzedaliśmy nasze za grosiki sami wciskając im cale zakłady. Jeśli masz problem z zaadresowaniem (słusznego skądinąd wkurvvu) to polecam na początek "Nowy polski kapitalizm" prof. Jane Hardy. Jako obcokrajowiec nie ma potrzeby pudrowania żadnej opcji politycznej, bo jej kariera zupełnie od tego nie zależy.
Za ostatnie 2 zdania dałabym ci plusa, ale cała reszta nie zachwyca.
Dnoiwodorosty, problem jest taki, że wszystkim się posypały plany i urlopy, a nie tylko lekarzom. Natomiast jak 2-3 miesiące popracują więcej, to nic im się nie stanie. Pare lat temu, pracując na produkcji miałam po 100-200 samych nadgodzin miesięcznie. Był czas, że pracowaliśmy po 12h 7 dni w tygodniu, a nie raz i dłużej. I uwaga żyje i mam się dobrze. Inni też, także lekarze mogą również trochę popracować. Co do reszty masz racje, dużo zależy od konkretnego człowieka.
Tylko, ze nasz system jest tak niewydolni, ze oni 100-200 nadgodzin maja przez caly okres pracy. To nie jest miesiac czy dwa tylko kilkanascie lat. Nie uwazasz, ze jest roznica miedzy praca na produkcji a praca w ktorej zycie i zdrowie drugiej osoby zalezy od tego co robisz? Jeden błąd spowodowany zmęczeniem i ktoś umiera.
@PoraNaPiwo
Ale o czym Ty mówisz? Brakuje nam personelu medycznego - nie tylko teraz. Zawsze. Lekarze i pielęgniarki zawsze ciężko pracują, a nie tylko przez chwilę, jak Ty. Tyle, że u nich dochodzi jeszcze kwestia odpowiedzialności za zdrowie i życie ludzi, której Ty nie masz i nie jesteś w stanie zrozumieć. I nie, nie pracuję w medycynie, ale nie mam na tyle rozbuchanego ego, aby porównywać swoją robotę i stres jej towarzyszący z czymś takim.
Ja wiem, że są lekarze, którzy robią nadgodziny, ale to wcale nie jest większość. Większość odczuła nawał pracy dopiero teraz.
Kluska, być może nie zdajesz sobie sprawy, ale są produkcje na których jeden błąd może spowodować utratę zdrowia lub życia i to nie jednej, a nawet tysięcy osób. I uwierz, że pracuje się tam w niezłym stresie, a pracownicy mają ogromną wiedzę techniczną.
Co ty za glupoty pleciesz? Większość lekarzy i pielęgniarek pracuje w kilku szpitalach na raz. I to nie z powodu pieniędzy a z powodu braków w personelu. Jest tragicznie. Smieszny jestes z tą produkcją, serio. Nie wiem jak można porównywać produkcje czegoś do operacji na otwartym sercu czy mózgu.
@Kluska @ohlala + ode mnie. Jeśli pracujecie w ochronie zdrowia - skorzystam z okazji, żeby Wam podziękować jeszcze raz.
Nie pracuję w ochronie zdrowia. Studiuje i to kierunek bardzo odlegly. Jednak doceniam prace lekarzy, pielęgniarek, położnych i innych pracowników medycznych.
Kluska, po pierwsze moooże 1% lekarzy robi operacje na otwartym sercu, czy mózgu. Poza tyn aktualnie są wytyczne, aby personel medyczny pracował w jednym miejscu, aby nie roznosić wirusa w razie zakażenia.
A co do produkcji, to dowiedz się jaka odpowiedzialność leży na pracownikach montujących np samoloty. Uwierz, że mały, niewychwycony błąd może w konsekwencji spowodować katastrofę. To samo w kolejówce. Ba, nawet był przypadek, że za katastrofę skazano dwóch konkretnych pracowników firmy, a zginęło wtedy kilkaset osób, drugie tyle było rannych.
Ale im się nadgodziny nie skończą. Choćby wynaleźli skuteczny lęk na wirusa szczepionke to lekarze nadal będą musieli harować, może dostaną z tydzień wolnego, by potem znów wrócić do tego szamba.
@PoraNaPiwo 1. Na produkcji nikt nikogo nie może zmusić do nadgodzin. Owszem zagrożą zwolnieniem, ale wybacz, jest prawo pracy i sąd pracy, a ludzie robią z siebie niewolników. Wiem, bo sama pracowałam na produkcji i pracodawca boi się łamania prawa pracy, ale ludzie o tym nie wiedzą..
2. Już inni pisali. Pracownicy służby zdrowia i ryzykują swoim zdrowiem pomyłka spowodowana przemęczeniem może skończyć się czyjąś śmiercią...
A ja jestem tego samego zdania co autor. To jest ich praca...Wiadomo, że teraz mają ciężej i tym najbardziej zaangażowanym należy się szacunek i wdzięczność za to co robią ale większość ludzi trochę przesadza z tym celebrowaniem ich. Jestem ciekawa czy ci sami ludzie będą ich tak kochać jak już wszystko wróci do normalności i będą po 2 lata czekać na wizytę ;)
To nie wina lekarzy, że są do nich takie kolejki. Dlaczego mam ich przez to mniej szanować?
Bo wielu z nich nie szanuje pacjentów.
Ekoniks - nie szanuj tych, którzy nie szanują Ciebie i innych pacjentów. Reszcie dajcie spokój albo leczcie się sami.
To NFZ jest do poprawki. Lekarze nie ustalają limitów i innych pierdół jak refundacja za leki z których muszą się rozliczać. Zresztą pacjenci też nie są bez winny. Mój partner czekał kilka miesięcy na wizytę u neurologa. Jak już się odbyła to usłyszał od lekarza, że jest dziś pierwszym i pewnie jedynym pacjentem. Reszta mimo terminu się nie pojawiła i nie odwołała wizyty.
Wredna - do naszego chirurga stomatologicznego czeka się 2 miesiące na NFZ (jeśli sprawa nie jest pilna). Dzień przed wizytą dzwonimy i wysyłamy smsy do wszystkich z potwierdzeniem wizyty. Mnóstwo osób mimo to nie przychodzi.
Mieliśmy też wredną lekarkę, która naciągała pacjentów. I udało się jej pozbyć wspólnymi siłami ;)
Cała sytuacja ze służbą zdrowia, to zaniedbania wszystkich rządów od 1990 roku, brak refom, brak konkretnych działań. Dlaczego? Widocznie komuś (niektórym lekarzom?) bardzo zależy na utrzymaniu obecnej sytuacji, lobbując wystarczająco skutecznie torpedują wszelkie próby reform.
Z pracy w szpitalu:
NFZ pozwala lekarzowi przyjąć np 20 osób dziennie na poradę specjalistyczną. Oczekiwanie na wizytę kilka miesięcy.
Z 20 osób przychodzi max 10. Reszta ma w dupie, bo "zapomniało, czuje się lepiej lub jakakolwiek inna wymówka".
Po co zadzwonić i odwołać wizytę? Walić to.
Lekarz siedzi i czeka na pacjentów. Ma taki obowiązek. Oni nie przychodzą, więc marnuje swój czas. Nie może przyjąć nikogo innego, bo jakby się okazało, że tamci pacjenci dotrą to ma za dużo pacjentów na dobę.
No ciekawe skąd te kolejki u nas.. no hmm
Jestem pielęgniarką pracującą na intensywnej terapii. Każdym swoim pacjentem zajmuje się tak, jakbym chciała, abym moja rodziną się zajmowali. Jasne, nie z każdym się dogadam i polubię, ale szacunek powinien iść w obie strony. I tak, pracuje z pacjentami z korona wirusem. Nie chcę oklasków, uwielbienia. Chcę godnych warunków pracy. Chcę mieć tyle środków ochrony osobistej, żebym mogła normalnie sikać i jeść podczas dyżuru. A nie oszczędzać w taki sposób, że wchodzę do izolatorium na 12 godzin bez jedzenia, picia, kibla i podrapania się po nosie. Taki wybrałam zawód, jasne, że stanę na stanowisku pracy w każdej sytuacji. Ale ja też mam rodzinę, którą chciałabym moc chronić. A jak mam to zrobić bez sprzętu? Wrzucacie wszystkich do jednego worka. Jak słyszę jakie to zle pielęgniarki to obniżacie morale tych, które jednak są fajne, doświadczone, wykształcone. I warto też być miłym dla siebie nawzajem. Uśmiech wyzwala uśmiech. Pozdrawiam wszystkich z pierwszej linii frontu 😀
Gdy epidemia koronowirusa zaczynała raczkować w Polsce miałam praktyki w przyszpitalnym laboratorium diagnostycznym, gdzie codziennie przewijali się ludzie (punkt pobrań), pielęgniarki i inni pravownicy szpitala. Żadna z nas, kobiet pracujących w labo nie dostała maseczki ze szpitala, podobnie jak pracownicy szpitala. A to był moment, że najtańsza maseczka na allegro kosztowała 15 złotych + nigdzie nie można było dostać stacjonarnie, więc same też nie mogłyśmy się obkupić. Dra- mat.
Wybrałam ten zawód, bo chciałam. To mnie interesowało i w tym czułam się spełniona. Nie muszę pracować. Mogę pójść na L4 i mieć wszystko w tyłku. Pracować w ogóle nie muszę, bo mój mąż zarabia wystarczająco, żebym mogła pachnieć na kanapie. Człowiek się stara, nocami dostaje telefony, bo są braki, wraca do domu i odbiera telefony cały dzień. Papierkowej roboty tyle, że po nocach możesz to wszystko przeglądać a i tak znajdą się ludzie, którzy uznają, że to moja wina, bo sobie tak wybrałam. Na co mi ta robota? A no po to, żeby dzielić się z ludźmi moim wykształceniem i być pożytecznym ogniwem w społeczeństwie. Spotykam buraków na swojej drodze. Czasami tak okropnych, że człowiek cały dzień wkurzony chodzi. Nie trzeba nikogo wychwalać. Wystarczy mieć szacunek do czyjejś pracy. Na NFZ lekarz ma tylu pacjentów dziennie, że przypada na jedną osobę max 10 minut wizyty. Kto w 10 minut dokładnie przeprowadzi wywiad i wyciągnie wnioski??? Wystarczy paru pacjentów, którzy przesiedzą 20 i się robi taki poślizg, że masakra. Wy się dziwicie, że lekarz nie pomógł skoro on na nic czasu nie ma, bo o 12 musi być w drugiej przychodni, ma tonę papierów do uzupełnienia, jest 11:30 a w kolejce stoi jeszcze 5 pacjentów? W przychodni prywatnej godziny są lepiej rozłożone i nie ma takiej presji czasu. Komfort pracy jest zupełnie inny. Tu nie chodzi o to, że,, tak sobie wybraliśmy". Wybrałam pomoc drugiemu człowiekowi, nie rozlazłe terminy, bałagan w papierach, stres i wybudzanie o 2 w nocy, bo nie ma do kogo innego zadzwonić, takie braki są. Nie jestem jakimś ufoludkiem z innej planety, tylko człowiekiem jak każdy inny i też mam prawo czuć się urażona, kiedy ktoś z góry mnie przekreśla i nie ma szacunku do mojej pracy. A, no i gdyby tak każdy lekarz zarabiał kokosy, to nie musielibyśmy pracować w paru szpitalach i/lub przychodniach na raz :)
Mam chłopaka w służbie zdrowia, jestem całym serduszkiem z wami :)
Rozumiem i wspieram
W takim razie zastanawia mnie, co powiesz o np. Ratownikach medycznych lub policjantach. Poza tym nie zapominaj o drugiej stronie medalu. Ostatnio jest tak, jak mówisz sporo osób dopinguje pracę lekarzy i pielęgniarek, ale jest też coraz więcej osób, które piszą o nich źle. Wyobraź sobie, że jesteś lekarzem i tego dnia pracowałeś przez ponad 12 godzin, a teraz wracasz do domu i chcesz sobie odpocząć, odpalasz fb lub inną stronkę i pierwsze, co widzisz to jakiś post o obijających się pracownikach szpitali.
Czepianie się lekarzy i pielęgniarek, że nie zapewniają wystarczająco dobrej opieki chorym jest jak czepianie się kasjerki w biedronce, że bułki są za drogie. System ochrony zdrowia w Polsce jest żałosny, bo od lat pieniądze idą na pierdoly typu Kościół czy TVP. To nie wina personelu, że są przemęczeni i nie mają czasu dla pacjentów
Nie, ratują nas, bo tak wybrali. Wybrali zawód, który ratuje ludzkie życie i nikt im nic nie zrobi jak sobie pójdą na L4. Mogą mieć wszystko gdzieś, ale idą do pracy i narażają swoje życie. Spłatę długu? O czym ty w ogóle mówisz? Jak się nie podoba to zapraszam, to tylko 6 lat studiowania medycyny, rok stażu i możesz leczyć się sam. Uczę się, że każdego pacjenta trzeba traktować z szacunkiem, ale jak widzę takiego niewdzięcznika, to się nie dziwię tym, którzy tobą "pomiatali".
6 lat medycyny, rok stażu, specjalizacja, szkolenia, kolejne szkolenia, egzaminy, wyjazdy no i szkolenia v3.
Nie ma nacisku z góry, mogliby iść na chorobowe i mieć wszystkich chorych w dupie i duża część personelu tak zrobiła, a jednak pracują narażając się. A ty pewnie piszesz te wypociny siedząc w ciepłym domu pracując zdalnie.
Lepiej ci jak tak wsadziłeś wszystkich do jednego wora? ;)
ilu ludzi ze służby zdrowia znasz osobiście? Powiedzieli ci że robią to bo muszą?
Mój chłopak jest ratownikiem medycznym z powołania. I strasznie słabo mi sie to czyta, bo to go zwyczajnie obraża. Stara się, a na co dzień pacjenci go równają z błotem i obrażają za rzeczy na które kompletnie nie ma wpływu, bo np. nie jest szefem szpitala, ani ministrem, tylko wykonuje to co do niego należy. Ludzie przychodzą na SOR z drzazgą w palcu czy inną pierdołą i się wygrażają, że nie chcą ich przyjąć, albo muszą czekać, bo mają człowieka z zawałem i kolejke osób którzy naprawdę potrzebują pomocy.
Co ty pieprzysz baranie...