#H51jA

Byłam w drugiej klasie liceum, wracałam ze szkoły do domu. Przechodziłam koło jakiegoś sklepu, gdy nagle usłyszałam kobiecy krzyk "Łapcie go, złodziej!" i w tym samym momencie wybiegł ze sklepu gość z damską torebką w ręce.

Był dwa razy większy ode mnie ale instynktownie skoczyłam i chwyciłam za tę torebkę. Gość zaczął nią szarpać, tak że aż mnie przewrócił, ale jakimś cudem tak się wczepiłam że udało mi się jej nie puścić. To było ruchliwe miejsce, sporo ludzi, w tym chyba trzech rosłych mężczyzn, ale tylko się gapili. Zaraz przybiegła właścicielka torebki, złodziej sobie odpuścił, zostawił torebkę i uciekł. Serce mi waliło od adrenaliny, paznokcie połamane, w spodniach dziura. Kobieta podziękowała i wycałowała mnie po policzkach, powiedziałam, że nie ma sprawy i poszłam dalej.

Ale widząc, że nikt nawet się nie ruszył żeby mi pomóc następnym razem już na pewno nie byłabym taka odważna.
Dolifie Odpowiedz

W takiej sytuacji nie krzyczy się pomocy, tylko woła się osobę wybraną, np niech mi pan w zielonej kurtce pomoże. Wywołany człowiek, jeśli ma odrobinę dumy i nie chce wyjść na tchórza, podejdzie i pomoże.

nkp6

to racja. Ale czy w sytuacji szarpania z kimś miałaby czas oglądać się na ludzi stojących obok i wołać konkretnego? Zakładam, że to była chwila akcji a ludzie wolą się nie wtrącać

DianaJudyta Odpowiedz

To psychologia tłumu, im więcej osób w pobliżu tym mniejsza szansa na to, że ktoś Ci pomoże.

inniejsza0918 Odpowiedz

Dla ludzi najważniejsze jest widowisko...

hela Odpowiedz

Ludzie to świnie

endriu

@CiekawskiKtos Ludzie

Dodaj anonimowe wyznanie