#H51jA
Był dwa razy większy ode mnie ale instynktownie skoczyłam i chwyciłam za tę torebkę. Gość zaczął nią szarpać, tak że aż mnie przewrócił, ale jakimś cudem tak się wczepiłam że udało mi się jej nie puścić. To było ruchliwe miejsce, sporo ludzi, w tym chyba trzech rosłych mężczyzn, ale tylko się gapili. Zaraz przybiegła właścicielka torebki, złodziej sobie odpuścił, zostawił torebkę i uciekł. Serce mi waliło od adrenaliny, paznokcie połamane, w spodniach dziura. Kobieta podziękowała i wycałowała mnie po policzkach, powiedziałam, że nie ma sprawy i poszłam dalej.
Ale widząc, że nikt nawet się nie ruszył żeby mi pomóc następnym razem już na pewno nie byłabym taka odważna.
W takiej sytuacji nie krzyczy się pomocy, tylko woła się osobę wybraną, np niech mi pan w zielonej kurtce pomoże. Wywołany człowiek, jeśli ma odrobinę dumy i nie chce wyjść na tchórza, podejdzie i pomoże.
to racja. Ale czy w sytuacji szarpania z kimś miałaby czas oglądać się na ludzi stojących obok i wołać konkretnego? Zakładam, że to była chwila akcji a ludzie wolą się nie wtrącać
To psychologia tłumu, im więcej osób w pobliżu tym mniejsza szansa na to, że ktoś Ci pomoże.
Dla ludzi najważniejsze jest widowisko...
Ludzie to świnie
@CiekawskiKtos Ludzie