#GxMIK

Spędziłem pięć dni w niemieckim areszcie. A wszystko to przez mojego kumpla - kretyna z niewyparzoną gębą. A było to tak: Korzystając z trzytygodniowego urlopu postanowiliśmy zrobić sobie małą wycieczkę po kilku europejskich krajach. Podczas jazdy po pewnym północnym, niemieckim landzie, autokar, którym podróżowaliśmy zatrzymany został przez policję. To była rutynowa kontrola – jak się okazało stróże prawa w tym miejscu regularnie zatrzymują pojazdy na małe „trzepanie”. Niedaleko jest granica z Holandią, więc podczas takich obław często wpadają narkotykowi przemytnicy-amatorzy.

- Czy w waszych plecakach znajduje się jakaś nielegalna substancja? - zapytał policjant o twarzy surowej niczym oblicze wzorowego SS-mana, który absolutnie nie zna się na żartach.
Wiedzieliśmy, że tak czy inaczej odbędzie się rewizja, więc mój kumpel, bez zwłoki wydobył ze swego bagażu, malutkie zawiniątko. Znajdowało się w nim pół grama haszyszu.
Policmajster zimnym jak lód spojrzeniem zbadał pakuneczek i wyciągnąwszy blankiecik do wystawiania mandatów, wycedził:
- Za to będzie 300 euro!
I wtedy się zaczęło. Mój towarzysz podróży otworzył szeroko oczy i teatralnie podniósł się z siedzenia
- Trzy stówy? - ryknął z niedowierzaniem – Ziomuś, kto cię tak oszukuje? Weź lepiej zmień dilera! Za gramik haszu zapłacisz najwyżej paręnaście euro. Poważnie, przepłacasz i to mocno!

Tak, jak myślałem – policjant o aparycji SS-mana absolutnie na żartach się nie znał. Oprócz 300 euro musieliśmy odsiedzieć w areszcie pięć dni i zapłacić karę za obrazę funkcjonariusza na służbie.
izka8520 Odpowiedz

skoro to kumpel walnął taki tekst, to czemu Ty musiałeś siedzieć?

wyzwolonaa Odpowiedz

No tak, kolejny debilizm w wykonaniu faceta. Kto by się spodziewał

Dodaj anonimowe wyznanie