#GxGkc

Moje życie zamieniło się w koszmar... Piszę to, bo może ktoś przechodził przez coś podobnego i zrozumie, przez co teraz przechodzę. 
Mam męża, z którym jesteśmy razem od lat, mamy dorosłe dzieci. Wszystko wydawało się stabilne, dopóki nie pojawiła się ona... Jego dorosła, nieślubna córka.

Na początku naszego związku było burzliwie. On wtedy był młody, głupi, popełnił błąd – miał przelotny romans z mężatką. Przeszliśmy przez to, wyjaśniliśmy sobie wszystko, wybaczyłam. Wzięliśmy ślub i postanowiliśmy zacząć nowe życie. Wyjechaliśmy do pracy za granicę, do Holandii, gdzie spędziliśmy ponad 20 lat. Tam urodziły się nasze dzieci, tam budowaliśmy naszą przyszłość. Żyliśmy z dala od przeszłości, z dala od tamtych ludzi. Ale kiedy wróciliśmy do Polski, wszystko się zmieniło. Okazało się, że ojciec, który wychowywał tamtą dziewczynę, zmarł. Jego żona, po jego śmierci, postanowiła powiedzieć córce prawdę o tym, kto jest jej biologicznym ojcem. Nie wiem, po co to zrobiła – przecież przez tyle lat wychowywał ją ktoś inny. Ale tak się stało. I tak ona go znalazła. Nagle pojawiła się w naszym życiu. Zrobiliśmy testy DNA, które potwierdziły, że to jego córka.

Mój mąż, choć początkowo był zaskoczony, poczuł jakiś ojcowski instynkt. Zaczął jej pomagać – teraz pracuje w jego firmie, którą założył po powrocie z Holandii. Pomaga jej finansowo, doradza, wspiera w karierze. Widzę, że dba o kontakty z nią, a to pewnie dlatego, że nasi synowie już mieszkają w Holandii i rzadko nas odwiedzają. Dla niego to prawdopodobnie jedyne dziecko, które ma tutaj, blisko.

Ona po prostu wtargnęła w nasze życie. Wybrała studia i pracę w naszym mieście, choć mogła wybrać inne miejsca. Często pojawia się tam, gdzie my jesteśmy – na koncertach, w teatrze, na imieninach, jubileuszach. Zawsze jest i podchodzi, wita się, rozmawia, co tylko wzmaga plotki. Ma prawie 30 lat, a zachowuje się, jakby chciała być częścią naszej rodziny i wiem, że to może zabrzmi brutalnie, ale ona nigdy do naszej rodziny nie należała.

Dla mnie to wszystko jest za dużo. Kocham mojego męża, ale ta sytuacja mnie przerosła. Czuję się bezsilna i samotna w tym wszystkim. Nie potrafię patrzeć, jak on się do niej przywiązuje, jak spędza z nią czas, jak ją wspiera. A ja? Jestem tylko obserwatorką tego koszmaru. Coraz częściej myślę o rozwodzie, bo nie widzę wyjścia z tej beznadziejnej sytuacji. Oczywiście nie chcę się rozwodzić, ale trudno, żebym przychylnie patrzyła na to, co wyprawia mój mąż.

Czy ktoś ma podobne doświadczenia? Jak sobie z tym poradzić?
Shido Odpowiedz

Z całym szacunkiem – wygląda na to, że masz problem nie z sytuacją, tylko z tym, że mąż postanowił zachować się odpowiedzialnie wobec własnego dziecka. Niezależnie od tego, jak i kiedy ono się pojawiło, to nadal jego córka. Dorosła, tak – ale wciąż ma prawo poznać swojego ojca, a on ma prawo chcieć nadrobić stracony czas.

Twoje uczucia są Twoje – możesz czuć się zazdrosna, zepchnięta na drugi plan – ale obwinianie tej dziewczyny za to, że chce poznać ojca, to cios poniżej pasa. To nie ona zniszczyła Wasze życie, tylko przeszłość, przed którą się uciekło, zamiast ją przepracować.

Piszesz, że "nie należy do Waszej rodziny" – ale to nie Ty o tym decydujesz. Biologia i prawo są jasne. To, że Ci to nie pasuje, nie sprawia, że ta relacja jest mniej realna.

Zamiast rozważać rozwód, może warto zapytać siebie, czy jesteś w stanie zaakceptować to, że świat nie kręci się tylko wokół Ciebie i Twojego komfortu. Bo na razie wygląda to bardziej na urażone ego niż prawdziwy dramat.

Tylko zrozum jedno. Dziewczyna nie ma 3 lat, 13 lat tylko jest przed 30-stką. Oznacza to tyle, że jest dorosła i powinna mieć swoje własne życie. Nasi dwaj synowie mieszkają w Holandii, są młodsi od niej i jakoś są samodzielni, a ona jest starsza i przypałętała się do mojego męża. Dlaczego uważam ją za obcą ? Ponieważ jej prawdziwym ojcem jest mąż jej matki, to on ją całe życie wychowywał i utrzymywał.

Shido

@WilmaDior
To, że ktoś ma prawie 30 lat, nie znaczy, że ma zamknąć oczy, uszy i udawać, że nie ma biologicznego ojca, tylko dlatego, że Tobie to nie pasuje. Serio, nie jesteś centrum wszechświata – Twoje emocjonalne „ale ja cierpię!” nie unieważnia czyjegoś prawa do poznania własnej historii.

I jeszcze ten tekst, że „jej prawdziwym ojcem był mąż matki”. No jasne. To może Twojego męża też uznajmy za nieprawdziwego ojca Twoich synów, bo są dorośli i samodzielni, więc pewnie też „powinni mieć swoje życie” i więcej nie dzwonić. Absurd? Dokładnie tak samo brzmi Twoja logika.

W rzeczywistości wygląda to tak: kobieta chce poznać ojca, ojciec chce poznać córkę, a Ty w tym wszystkim siedzisz i warczysz, jakby ktoś próbował Ci odebrać legitymację „jedynie słusznej rodziny”.

Zamiast dramatyzować i robić z siebie ofiarę, może pora spojrzeć prawdzie w oczy – Twój mąż próbuje zrobić coś, co wymaga dojrzałości i odwagi, bo bierze odpowiedzialność za swoje czyny z młodości. A Ty? Ty toniesz we własnej żółci, opluwając kobietę, która nie zrobiła Ci absolutnie nic złego poza tym, że... istnieje.

I na koniec – jeśli naprawdę myślisz o rozwodzie, to zrób to. Przynajmniej dasz facetowi szansę na życie bez codziennej dawki toksycznej zawiści i spojrzeń, którymi można by przypalić asfalt.

@Shido

Nie rozumiem na jakiej podstawie porównujesz tą absurdalną sytuację do naszych wspólnych dzieci. Może cię to zdziwi, ale nie chciałabym żeby nasi synowie w tym wieku aż tak się trzymali pępowiny. Bardzo się cieszę, że już mają swoje życie i swoje sprawy, co sprawia że mamy więcej czasu dla siebie. Oczywiście to nie oznacza, że w ogóle nie ma być po miedzy nami żadnych relacji, ale trzeba zrozumieć, że chore jest kiedy rodzic niańczy swoje dorosłe dziecko. I tak jej prawdziwym ojcem jest mąż jej matki, nie rozumiem co jest w tym dla ciebie takie dziwne ? Czy serio uważasz, że ojcem nie jest człowiek który wychował i utrzymał ? I tak jak mój mąż jest ojcem dla nszych dzieci, tak nie jest ojcem dla tamtej dziewczyny.

Shido

@WilmaDior

„Prawdziwym ojcem jest ten, który utrzymywał”? Serio? To może postawmy cennik: 500 zł miesięcznie – ojciec, 1000 zł – tata premium z emocjonalnym pakietem, 1500 zł – już można mówić „tatusiu”? To nie ojcostwo, tylko abonament na rodzinę według Ciebie.

A to Twoje gadanie, że wspieranie dorosłego dziecka to „niańczenie” i coś chorego – no to gratuluję, właśnie obraziłaś większość rodziców na świecie. Powiedz to swoim synom, że po 18-stce są już z automatu nieważni emocjonalnie i że każde zainteresowanie z Waszej strony to już „patologia”. Ciekawe, jak to przyjmą.

I jeszcze jedno – skoro tak uparcie twierdzisz, że ojcem jest tylko ten, kto wychował, a nie ten, kto spłodził… to aż się człowiek zaczyna zastanawiać, czy Twoje własne dzieci są na pewno jego. Bo przy takiej zapalczywości i rozdzielaniu ról, coraz bardziej to wygląda nie na moralną wyższość, tylko na wyrzuty sumienia kogoś, kto sam kiedyś poszedł w bok. Ciekawe, prawda?

@Shido

Widzę, że emocje wzięły górę, ale spróbujmy jednak trzymać się argumentów, zamiast uciekać w personalne wycieczki i insynuacje. Jeśli dla Ciebie ojcostwo to wyłącznie biologia, to zastanów się, co wtedy z dziećmi porzuconymi przez biologicznych ojców i wychowanymi przez innych mężczyzn – według Twojej logiki one nie mają prawa nazywać ich ojcami?

Poza tym, wsparcie dorosłego dziecka to jedno, a traktowanie go jak niesamodzielnej istoty przez całe życie to drugie. Różnica między zdrowym wsparciem a nadopiekuńczością jest ogromna, ale skoro nie widzisz granicy, to może warto się nad tym zastanowić zamiast atakować innych.

Kolejna sprawa to taka, że o bycie dobrym ojcem nie ocenia się na pdostawie wydanej kasy, tylko za całokształt. Może tak być że ojciec który mniej wydał na swoje dziecko może być lepszym ojcem od tego który wydał więcej, bo np ten pierwszy wolał spędzać czas z dzieckiem, a drugi non stop nie był obecny w domu.

Dlaczego zatem mój mąż nie jest ojcem dla tamtej kobiety ? Ponieważ to nie on wstawał do niej w nocy, nie on ją karmił, nie on jej zmieniał pampersy, nie on siedział w domu gdy ona była chora, nie on woził ją na zajęcia, nie on chodził na wywiadówki, nie on przygotowywał dla niej obiady, itp. itd. to wszystko robił facet który był mężem jej matki. To jest brak szacunku teraz nazywać po tych prawie 30 latach tamtego faceta obcego, a mojego męża który nie ma z nią nic wspólnego ojcem.

Shido

Zacznijmy od tego:
nikt nie twierdzi, że ojcostwo to wyłącznie biologia. Ale Ty twierdzisz, że biologia nie znaczy nic. I to jest równie głupie. Bo to nie działa w jedną stronę – dziecko może mieć dwóch ojców w sercu: jednego, który wychował, i jednego, który je stworzył. I wiesz co? Obu może szanować, kochać i chcieć poznać. To, że Ty nie potrafisz tego ogarnąć, nie znaczy, że to nieważne.

Twój wywód o tym, że „ojcem nie był, bo nie wstawał w nocy, nie chodził na wywiadówki”... serio, rozumiesz, że to brzmi, jakbyś właśnie mierzyła rodzicielstwo punktami z jakiegoś poradnika dla matek z lat 90? To nie konkurs na najlepsze śniadanie do szkoły. To relacja, emocja, tożsamość – coś, czego najwyraźniej nie jesteś w stanie komuś innemu dać prawa przeżyć, jeśli nie pasuje to do Twojego schematu.

„To brak szacunku nazywać po tych 30 latach tamtego faceta obcym” – nie, to nie brak szacunku. To uznanie faktu, że biologiczny ojciec też istnieje. Przez 30 lat nie wiedziała, kim był – i teraz ma prawo to wiedzieć, a Twój mąż ma prawo się z nią spotkać, bez Twojej zgody, błogosławieństwa i cenzury.

Ale najważniejsze – cała ta tyrada tylko utwierdza w jednym: Ty nie bronisz żadnej moralnej racji, tylko pilnujesz własnej pozycji. Nie chodzi o nią, nie chodzi o Twojego męża – chodzi o to, że nie możesz znieść, że on z kimś innym dzieli coś, co nie przechodzi przez Ciebie.

I właśnie dlatego Twój mąż buduje relację z córką, a nie dzieli już emocji z Tobą. Bo różnica między nimi jest taka, że ona chce go poznać – a Ty chcesz go kontrolować.

Biologia ma znaczenie, ale szczerze - wolałabym, by się nie znali. Po 30 latach geny nie tworzą ojcostwa. Mój mąż nie był przy jej pierwszych krokach, nie pocieszał, nie budował więzi. Test DNA to tylko suchy fakt, nie zastąpi prawdziwego rodzicielstwa.

Mówiłam mężowi wielokrotnie: to nie jego córka w prawdziwym sensie. Miała ojca, który ją wychował. Dlaczego nagle musi wchodzić w jej życie? On upiera się: "to moja córka, bo badania", ale ojcostwo to więcej niż wyniki labolatorium.

Można szanować obu - tego, który wychował, i tego, który dał życie. Ale to nie znaczy, że mój mąż musi być jej pełnoprawnym ojcem. Tamten mężczyzna był przy niej w chorobie, w potrzebie - mój mąż nie ma z tym nic wspólnego.

Nie zabraniam kontaktu, ale ta relacja nie powinna burzyć mojego małżeństwa. Ona jest dorosła, samodzielna - po co nagle udawać wielką rodzinę? To bolesne i nienaturalne. Przez lata myślałam, że przeszłość jest zamknięta, a teraz muszę patrzeć, jak ktoś obcy zajmuje miejsce, które nigdy nie było puste.

Rozumiem, że biologiczna więź istnieje. Ale mam prawo czuć ból, gdy nagle nasze życie staje się poligonem do budowania relacji, której nigdy nie było. To nie brak empatii - to ludzka reakcja na sytuację, która wywróciła mój świat do góry nogami.

Shido

Masz rację co do jednego – biologia to nie wszystko. Ale to coś. I to coś daje ludziom prawo, by szukać siebie nawzajem, nawet po 30 latach. Twoja obsesja, żeby zminimalizować znaczenie tej więzi, żeby ją wyciszyć, zepchnąć, udusić w zarodku – mówi tylko o Tobie, nie o niej i nie o nim.

Twój mąż nie był przy jej pierwszych krokach, bo... nie wiedział, że te kroki istnieją. I teraz, kiedy ma szansę przeżyć chociaż namiastkę relacji, Ty najchętniej widziałabyś ją za drzwiami – bo „nienaturalne”? Wiesz, co jest naprawdę nienaturalne? Udawać, że nie istnieje własne dziecko, tylko po to, żeby nie zaburzyć Twojej iluzji świętego spokoju.

Mówisz, że nie zabraniasz kontaktu, ale jednocześnie każda Twoja wypowiedź krzyczy: nie chcę jej tu. Nie chcesz, by on był dla niej ojcem, nie chcesz, by budował relację, nie chcesz, by się zbliżyli – i dziwisz się, że to Ty burzysz małżeństwo?

Bo tak – to Ty jesteś tą, która nie pozwala, by ta relacja rozwijała się naturalnie. I to Ty traktujesz tę kobietę nie jak człowieka, a jak zagrożenie. Zazdrość i niepogodzenie się z rzeczywistością to nie powód, by emocjonalnie szantażować własnego męża.

Masz prawo do bólu. Ale nie myl bólu z prawem do decydowania, kogo Twój mąż może kochać. Bo w tym wszystkim zapominasz o jednym: ojcostwo to nie tylko wspomnienia z dzieciństwa. To też odwaga, by być obecnym, gdy życie daje drugą szansę.

Biologia to nie wszystko. Przez 30 lat miała ojca, który ją wychował. Mój mąż był tylko dawcą DNA – nie ma między nimi wspólnej historii. Rozumiem, że chce nadrobić stracony czas, ale ich relacja przekracza wszelkie granice normalności. 55-latek i 30-latka na 'randkach ojciec-córka'? Restauracje, basen, koszykówka? To nie jest budowanie więzi, tylko żenujący teatr. Przypominam, że kobieta ma prawie 30 lat, a nie 13. No kto to widział żeby kobieta przed 30-stką rzucała piłkę do kosza ze swoim ojcem i jeździła z nim na rowerze ?

Ona jest dorosłą kobietą, powinna skupić się na własnym życiu, a nie bawić w córeczkę z mężem, który nagle chce grać tatę. Gdyby to były sporadyczne spotkania – pół biedy. Ale to wygląda jak desperacka próba stworzenia relacji, która nigdy nie istniała.

Nie zabraniam kontaktów, ale nie zgadzam się na tę groteskę. Mam prawo czuć się upokorzona, gdy mój mąż zachowuje się, jakby wychowywał ją od dziecka. To nie jest naturalne – to sztuczne i bolesne. I nie, nie zamierzam tego akceptować w imię 'drugiej szansy', która jest tylko iluzją.

Shido

Zatrzymajmy się na chwilę, bo trzeba to powiedzieć jasno: Ty nie jesteś zranioną żoną. Ty jesteś zimną, egocentryczną kobietą, dla której mąż to statysta w przedstawieniu pt. „idealna rodzina”.

To, co wypisujesz, to nie ból, tylko płacz narcystycznej królowej dramatu, której ktoś rozbił porcelanowy świat. Nie obchodzi Cię, kim jest ta dziewczyna ani co czuje Twój mąż – Ty jesteś po prostu wściekła, że nie jesteś już centrum wszechświata.

„Kto to widział, żeby dorosła kobieta rzucała piłkę z ojcem?” – nie wiem, może ktoś, kto ma serce? Ty robisz z budowania więzi cyrkową atrakcję, bo nie potrafisz znieść, że Twój mąż kocha kogoś poza Tobą – nawet jeśli to jego dziecko.

On nie „gra taty”. On próbuje choć częściowo nadrobić 30 lat. A Ty? Ty jesteś kajdanami, które próbują go zatrzymać w miejscu. Nie chcesz tej relacji, bo burzy Ci układankę. Ty nie kochasz – Ty go posiadasz.

Twoje „nie zabraniam kontaktu” to żart. Ty już dawno wypowiedziałaś im wojnę – tylko zgrywasz męczennicę. I nie, nie mów o „iluzji drugiej szansy” – to Ty jesteś iluzją, tego, że w tym związku jeszcze chodzi o cokolwiek prawdziwego.

Problem nie leży w tej dziewczynie. Ani w Twoim mężu. Problem leży w Tobie. Ale łatwiej Ci nazywać cudze emocje „żenującym teatrem”, niż spojrzeć w lustro i zobaczyć pustkę pod fasadą idealnej pani domu.

Zobacz więcej odpowiedzi (13)
DeathFairy Odpowiedz

Czytam wyznanie, czytam komentarze autorki i widzę zadufaną zołzę w mocno średnim wieku, która wzięła sobie faceta z dzieckiem na boku i teraz ma pretensje, że jej "idealne" życie się zawaliło. Nigdy nie było tego idealnego życia, tylko jego pozory za fasadą zbudowaną z kłamstw i przemilczeń. Kibicuję młodej, żeby odzyskała to, co się jej zawsze należało, czyli prawdę

PeggyBrown2022 Odpowiedz

Ojciec mówi: "to moja córka". Córka mówi: "To mój ojciec". Macocha mówi: "Nie, to nie jest jej ojciec, bo ja tak mówię". xD A tak na serio, to autorka przypomina mi faceta, który jakiś czas temu pisał wyznanie o tym, że biologiczna córka odszukała go w mediach społecznościowych i do niego pisała, bo chciała go poznać i nie miała do niego żalu o to, że jej nie wychowywał. On ją zlewał i tłumaczył się nam, że minęło już zbyt wiele lat. A ona była chyba nastolatką. Ludzie są różni. Córka męża autorki potencjalnie ma większość życia przed sobą, ale macocha uważa, że to nic. Stereotyp złej macochy nie wziął się znikąd. To nie tylko stereotyp, ale też archetyp. Macocha i siostry Kopciuszka, macocha Jasia i Małgosi, która wygnała ich z domu, macocha Śnieżki, która zleciła jej zabójstwo - to tylko przykłady. Baśnie i legendy odwzorowują rzeczywistość. Zaskoczę Cię - nie tylko dla Twojego męża i jego córki nie jest za późno. Dla mojego dziadka i jego siostry też nie było za późno. Oboje urodzili się podczas II wojny, mój dziadek jest starszy, a ta siostra kilka lat młodsza. Mój pradziadek miał kilkoro dzieci ze swoją żoną, czyli moją prababcią. Mój dziadek był z nich najmłodszy. Gdy dziadek miał około 60 lat i od wielu lat jego rodzeństwo już nie żyło, wyszło na jaw, że mój pradziadek zdradził swoją żonę i że z tego romansu miał córkę. To ona dotarła do mojego dziadka, a swojego przyrodniego brata. Mój dziadek przyjął ją z otwartymi rękami. Cieszy się, że ma siostrę. Nawet postawił sobie w pokoju jej zdjęcie. My wszyscy traktujemy ją normalnie - jak rodzinę. Ona odwiedziła nas i innych krewnych w Polsce, tych dalszych - też ją dobrze przyjęli. Jako starsza osoba odkryła swoje pochodzenie. Mieszka całe życie w Niemczech i nawet nie zna polskiego, ale mamy z nią kontakt. Wszystko zależy od podejścia. Nie popieram tego, że pradziadek zdradził prababcię, ale nie potępiam ich córki. Ona nie jest niczemu winna i jest jedną z fajniejszych osób w tej gałęzi rodziny.

Po prostu umiem odróżnić dwie rzeczy czyli "ojca" od faceta którego plemnik zapłodnił komórkę jajową. Ojciec to facet który wychowuje i utrzymuje dziecko, jest wpisany też w akcie urodzenia, ten drugi tylko zapłodnił i na tym jego rola się skończyła, po prostu jego plemnik był pierwszy i wygrał, ale to by było na tyle z jego strony i jakby nie patrzeć rola mojego męża w życie tej dziewczyny skończyła się na tym drugim.

Quakie

@WilmaDior
Tak czytam Twoje komentarze i nadal się zastanawiam - czemu tak bardzo się złościsz na tą laske i męża?
Co w tym jest takiego że wolisz się rozwieść niż na to pozwolić? W końcu to nie jest romantyczna relacja a zachowujesz się jakby była. Pokazujesz że czujesz się zagrożona ich rosnąca relacją, że to "nienormalne". Ona chce poznać kogoś kto dał jej życie, a on chce zobaczyć kim jest osoba, której dał życie.
Historia jakich wiele. I całkiem ciepła bo zamiast wyrzutów jest chęć poznania.
Nic Ci nie zagraża wiesz?

PeggyBrown2022

Tak na marginesie - doliczyłam się, że dziadek miał 67 lat, a jego siostra około 3 lat mniej, gdy się poznali. Dla mnie jedną z najważniejszych wartości w życiu jest prawda i uważam, że lepiej późno niż wcale. Nawet gdyby ktoś miał poznać prawdę w ostatnim dniu swojego życia, to warto. Myślę, że gdyby chodziło o jakąś inną rodzinę, a nie o rodzinę autorki, to nie byłaby tak radykalna i umiałaby spojrzeć na całą sprawę inaczej, a nie - traktować dziewczynę z wrogością.

3210 Odpowiedz

I bardzo słaby jest tekst " pojawia się tam gdzie my, co tylko wzmaga plotki". Naprawdę? Tylko opinia sąsiadów cię interesuje?
Współczuję ale nie córki męża tylko braku empatii i życia wyłącznie na pokaz.

Nie będę udawać, że wolę tę sytuację. Tak, biologicznie to jego córka, ale rodzina to nie tylko geny - to wspólne życie, którego oni nigdy nie mieli. Ona przez 30 lat miała ojca, który ją wychował, a teraz nagle szuka więzi z mężczyzną, którego wcześniej nawet nie znała? Nie rozumiem tej nagłej potrzeby bliskości ani tego, dlaczego mój mąż tak łatwo wchodzi w tę rolę.

Nie chodzi mi o "opinię sąsiadów" - chodzi o to, że nagle w naszym życiu pojawiła się osoba, której wcześniej nie było, i wszyscy wokół zaczynają to komentować. To nie jest komfortowe, zwłaszcza gdy sama jeszcze nie wiem, jak się w tym odnaleźć.

Najlepiej byłoby dla mnie, gdyby ta relacja była ograniczona do minimum. Ona jest dorosłą kobietą - dlaczego nagle potrzebuje aż takiej uwagi od człowieka, którego jeszcze kilka miesięcy temu nie znała? Mój mąż nie był przy niej, gdy dorastała - nie uczył jej jeździć na rowerze, nie pocieszał po pierwszych złamanych sercach. Teraz nagle ma być "ojcem"?

Wiem, że to brzmi twardo, ale nie potrafię patrzeć, jak nasze wspólne życie schodzi na drugi plan. Mam prawo do szczęścia i spokoju w związku, który budowaliśmy przez lata. Empatia jest ważna, ale moje uczucia też mają znaczenie."

3210 Odpowiedz

WilmaDior ale ona jest częścią waszej rodziny, czy ci się to podoba czy nie. Jest córką twojego męża który próbuje ją poznać. Wszystko bardzo ładnie napisała ci Shido.
Rozumiem że to dla ciebie szok, ale życie miało taki scenariusz i masz trzy wyjścia - zaakceptuj to, rozwiedź się lub idź na terapię i przepracuj to dlaczego nie możesz jej zaakceptować.
A może potrzeba tylko czasu?

Biologicznie – tak, to jego córka. Ale rodzina to nie tylko geny. To wspólne lata, codzienność, wychowanie, wspomnienia. Ona przez całe życie miała ojca, który ją kochał, prowadził za rękę, uczył życia. Mój mąż nie był przy jej pierwszych kroku, nie pocieszał, gdy płakała, nie zna jej historii. To nie jest 'córka' w takim sensie, w jakim rozumiem rodzinę – to osoba, z którą łączy go krew, ale nie życie.

Nie mówię, że nie powinni się poznać. Ale to nie zmienia faktu, że nagle muszę patrzeć, jak mój mąż próbuje być kimś, kim nigdy nie był – jej ojcem. A ja? Mam się cieszyć, że ktoś, kto jest mi obcy, staje się częścią mojego świata? To nie jest proste. I nie chodzi o to, że jestem zła czy niewdzięczna. Po prostu... to boli.

Quakie

@WilmaDior
Boli? Boli, że przeszłość wróciła. To tak. Ale to powinnaś Ty przepracować, być może razem z mężem, na terapii.
A może nie patrz na nią jak na błąd męża z przeszłości, tylko jak na człowieka? Z marzeniami, pragnieniami, własnymi błędami i próbami. To człowiek, którym możesz się zaopiekować. Zagubiona dusza.

Tylkopoco

@WilmaDior, "Ale rodzina to nie tylko geny. To wspólne lata, codzienność, wychowanie, wspomnienia." - a jednocześnie gdy oboje dowiedzieli się o swoim istnieniu i chcą spędzać razem czas ,tworzyć nowe wspomnienia, poznawac się to tu zabraniasz niczym "bo ty tylko byłes od zapłodnienia i masz się do niej nie odzywać".

ohlala Odpowiedz

Tak naprawdę boli cię to, że twój mąż cię zdradził i teraz dowód tej zdrady jest w waszym życiu. Myślałaś, że od tego uciekłaś wyjeżdżając za granicę, ale przeszłość was dopadła. Problemem nie jest dorosła córka tylko zdrada twojego męża.

Lipcowa Odpowiedz

Po wyznaniu i komentarzach autorka brzmi na zimną osobę, dla której liczy się tylko opinia innych i nie może znieść, że mężowi sprawia przyjemność przebywanie z kimś poza nią. Może ci synowie wcale nie są tacy samodzielni, tylko po prostu nie chcą z nią za bardzo utrzymywać kontaktu, bo i po co, skoro jedyna akceptowalna więź to ta definiowana przez to, co ludzie powiedzą

monzStanu Odpowiedz

a może Wy byliscie emocjonalnie nieobecni dla waszych wspolnych dzieci? nie macie z nimi kontaktu? nie odwiedzacie sie?
dziewczyna jest ciekawa, moze jej 'byly ojciec' nie byl najlepszym...

aliee7 Odpowiedz

Pewnie czułabym się tak samo jak Ty ale jednak Twój mąż zachowuje się prawidłowo. Wziął odpowiedzialność za swoje czyny. Dziewczyna jest często przy was bo pewnie chce lepiej poznać swojego prawdziwego ojca. Może oboje próbują teraz nadrobić te 30 lat. Może powinnaś zastanowić się nad jakąś terapią. Może nawet wspólnie z mężem i jego córką.

Dragomir Odpowiedz

Rozwiodłabyś się pewnie ale żal firmy co ją mąż otworzył, co?

Zobacz więcej komentarzy (9)
Dodaj anonimowe wyznanie