#GqOmN
Zajmował się mną, jak byłam mała, a z biegiem czasu doszło do takiej sytuacji, że nawet nie gadamy ze sobą. Nie mamy wspólnych tematów i mijamy się w domu jak nieznajomi. Strasznie to boli i męczy....
Gdy byłam mała, matka porównywała mnie do jednej koleżanki z klasy... Ona umie to i to, a ty? NIC. Straszyła mnie, że zamknie mnie w garażu, że będę siedziała po ciemku. Biła, gdy zrobiłam coś źle (po głowie, ale i nie tylko. Szarpała...). A robienie lekcji? To był mój największy koszmar. Zawsze kończył się płaczem lub interwencją babci. A gdy ta już zwróciła uwagę, to matka udawała wielce obrażoną.
Z czasem było tylko gorzej. Stałe kłótnie w domu. Wyzywanie ojca od debilów, bezmózgów, osłów.... jest tego więcej. Zresztą nie tylko ojca, ale i mnie, i moją siostrę.
Matka całe dnie siedzi w telefonie, dosłownie. Od razu po wstaniu z łóżka włącza TV (wiadomości TVP) i całe dnie spędza z głową w telefonie. Ojciec zwrócił jej kiedyś uwagę, ale oczywiście powiedziała, że gówno go to obchodzi, co ona robi, niech się lepiej za robotę weźmie. Ja również odważyłam się jej o tym powiedzieć, po czym usłyszałam, że powinnam zająć się swoimi sprawami, a nie jej uwagę zwracać, bo w sumie kim ja jestem, żeby zwracać matce uwagę, jestem „bezczelną idiotką”. Ona woli siedzieć w telefonie. I tak upłynął jej rok. Smutne to jest, że telefon ważniejszy od rodziny. No cóż...
Nie radzę już sobie z wiecznymi kłótniami, wyzwiskami, pretensjami. Nie wiem jak długo jeszcze tak pociągnę. Widzę, że matka nie da sobie nic przetłumaczyć. Ona wie lepiej, jej należy się szacunek. Tylko szkoda, że to nie działa w dwie strony.
Czuję się jak idiotka. Co z tego, że w domu jesteśmy we czworo, jak i tak czuję się jak samotnik, wyrzutek.
Czy ktoś z Was ma podobną sytuację? Lub jak poradzić sobie z tym?
Jestem młoda. Mam dopiero 19 lat, a czuję czasem, że jestem wrakiem człowieka.
Pora się wyprowadzić. Dorosła jesteś.
Musisz stamtąd uciekać i pamiętaj by mieć ją gdzieś.
Cóż, mają racje w komentarzach- póki się nie wyprowadzisz, nie staniesz na nogi. Czy miałam podobnie- częściowo- prawdziwy spokój ducha odzyskałam mieszkając sama(wyprowadziłam się niedługo po skończeniu liceum). Może czasem jadłam suchy chleb przed wypłatą, a na leki pożyczałam po pare złotych od znajomych, ale w końcu czułam się spokojnie. Wiedziałam co mnie czeka, bo wiele zależało ode mnie.
u mnie taki sprytny byl ojciec, rowniez wyprowadzilam sie w okolicy 2-3 roku studiow, wczesniej pomieszkujac z chlopakiem
nie odzywam sie do dziada 15 lat, bo po co mi ktos stosujacy przemoc psychiczna
mocno polecam to rozwiazanie
Nie miałam podobnie jeśli chodzi o zachowanie rodziców, ale o moje samopoczucie. Moja mama ciągle mówiła mam co powinniśmy zrobić. Obrażała nas jak tylko mogła. Ciągle narzekała, że nic jej nie pomagamy, a pytana o to, co jej pomóc krzyczała "przecież Ty nic nie umiesz, sama muszę". Przez to moje poczucie własnej wartości było zerowe, nadal czuję się mało warta. Każdy nasz problem to według njej nasza wina, szybko nauczyłam się nic jej nie mówić. Ciągle narzekała, że dużo na nas wydaje, mimo, że to nie ona zarabiała. Aż tata czasami jej przy nas zwracał uwagę, a zwykle bronił żony. Tata był taki... Nieobecny. Ale zawsze pomógł jak było trzeba.
Wyprowadziłam się w liceum do bursy. Jak wracałam na weekendy mama kazała mi wszędzie sprzątać, bo "jestem dziewczyną". Na studiach zaczęłam się sama utrzymywać, już nie wracałam do domu na weekendy. Tylko na święta.
Dopiero jako dorosła osoba widzę, że ona chciała dobrze, ale... Nieumiejętnie to okazywała. Wyprowadzka była najlepszym, co mogłam zrobić, bo kontakt z rodzicami poprawił mi się mocno.
@Postac
Rodzice latami utwierdzają nas w przekonaniu, że tak ma być... że oni przecież wszystko robią dla nas, wszystko robią dobrze.
Tak, też mam to przerobione, a czasem okazuje się nawet, że nie całkiem zamknięte.
Aktualna dostępność do szeregu badań, analiz i statystyk pokazuje, że większość ludzi wychowała się w rodzinach dysfunkcyjnych, niekiedy wręcz patologicznych.
Osoby, które świadomie pracują nad swoim życiem i wnętrzem, są w stanie wybaczyć (zapomnieć raczej się nie da) oraz zacząć żyć normalnie (mam na myśli zachowanie godności osobistej, odbudowę poczucia własnej wartości, prawo do miłości i szacunku). To ciężka praca, ale warto podjąć ten trud, aby uwolnić się od traum.
Teraz masz swój Dom. Jeśli zadbasz, aby nie powtarzać w nim żadnych znanych Ci z dzieciństwa, nieciekawych schematów - będzie dobrze :)
Jak patrzę na mamę przez pryzmat jej przeszłości, to ją podziwiam. Wychowała się w skrajnej biedzie, gdzie alkohol i przemoc była na porządku dziennym. Uciekła od ojca w wieku 16 lat, wtedy zaczęła sama się utrzymywać. W dodatku inne czasy, wieś, brak większych możliwości.
U nas nigdy nie było przemocy fizycznej, szczególnie biedni też nie byliśmy. Codziennie ciepły obiad, codziennie mama miała dla nas czas. Dom ogarnięty, ogródek obrobiony, zwierzęta dopatrzone. A psychicznie... Myślę, że sama nie poradziła sobie z przeszłością i wykorzystywała takie sposoby na wychowanie, jakie znała. Nie mam do niej żalu. Do taty również, który, mimo dużej ilości pracy, w każdą niedzielę zabierał mnie na wycieczkę rowerową albo wymyślał zabwy w domu przy złej pogodzie. On po prostu uważał, że wychowaniem dzieci zajmuje się kobieta, a mężczyzna utrzymuje rodzinę.
jesli chcesz studiowac, wybierz miasto daleko od domu
jesli nie, zawsze mozesz pojsc do pracy, wyprowadzic sie i zerwac kontakt
Wypowadź się, proste.
Twoja mama taka jest i tego nie zmienisz, przyjmij i zaakceptuj. Nie twoja rola jest ja zmieniać i nie Twoja jej w tym pomagać gdyby chciała. Żyj swoim życiem, a jak masz możliwość to szukaj innego miejsca do mieszkania
Wyprowadź się. I to daleko. Ja się od swoich wyprowadziłam na drugi koniec Polski. Zadziałało. Dopiero wtedy zaczęłam spać bez problemów, nerwy się uspokoiły... zaczęłam żyć. Wiem, że jest ciężko rzucić się na tak poważny krok, ale warto. Zbierz wszystkie oszczędności, jak nie masz to spróbuj gdzieś zarobić, nawet dorywczo. Potem wybierz miejsce - polecam duże miasta, najbardziej perspektywiczne. Na początku wystarczy wynajęcie małego pokoju, potem już się zacznie układać. Ja miałam 1500 zł na koncie jak rzuciłam wszystko i się wyprowadziłam. Też dasz radę :)
Hej. To przykre co przeżywasz. Nie wiem co napisać, aby Cię pocieszyć. Zawsze miałem identycznie z tym, że gdy wszedł zakaz, przestała mnie lać. Teraz mam 33 lata i również jestem wrakiem. Nie potrafię stworzyć z nikim bliskiej relacji, bo krótko po poznaniu bywa mi strasznie przykro, gdy coś się zmienia. Nie potrafię w realu rozmawiać z ludźmi, są wyjątki ale to rzadko. Boję się każdej minuty życia. Mam pracę, pasje, obowiązki a jestem z tym wszystkim sam.
Pozdrawiam ciepło.