Za każdym razem, kiedy ktoś porusza tematy erotyczne, a ja mówię, że nie robię takich rzeczy, 80% osób obecnych przy rozmowie patrzy na mnie jak na jakiegoś dziwoląga i z niedowierzaniem dopytują, jak to możliwe, że będąc już od 3 lat pełnoletnia, nadal nigdy do niczego takiego nie doszło między mną a kimkolwiek, mimo że jestem w związku (według mnie szczęśliwym) od prawie dwóch lat. Powoli zaczyna mnie to już przerażać, że żyję w czasach, w których fakt, że pragnę zrobić to dopiero z kimś, kto będzie chciał być ze mną przez resztę życia i z pełną świadomością złoży przysięgę małżeńską, jest czymś nielogicznym (dla niektórych staromodnym) dla wielu osób. Przecież to ważne, żeby wiedzieć, że druga osoba rzeczywiście chce być z tobą na stałe i jest gotowa to poświadczyć jakimiś czynami, a nie tylko wyznaniami. Dużo łatwiej jest po kłótni stwierdzić, że to nie to i zakończyć znajomość, jak nie ma się zobowiązania na papierze. W końcu co za problem powiedzieć „to koniec” i się wynieść. A z papierkiem człowiek się jednak zastanawia, bo to będzie trzeba pójść i pozałatwiać formalności itd. Jasne, że rozwód też da się załatwić, ale jednak skoro ktoś podjął trud i zawarł związek małżeński, to znaczy, że w tamtej chwili naprawdę wierzył i chciał być razem do końca życia i jeszcze dłużej. Dlatego ślub jest dla mnie oznaką dojrzałości w związku i chęcią zwalczania problemów, dążenia do kompromisów i pragnienia wspólnego życia do końca, mimo przeciwności. Miłość jest dla mnie zbyt ważnym uczuciem, żeby stawiać łóżko na pierwszym miejscu. Ono ma być dopełnieniem miłości, a nie dowodem miłości.
Dodaj anonimowe wyznanie
Rób sobie co chcesz, ale rzeczywiście logiki w tym nie ma. Jeśli kogoś przed odejściem powstrzymują formalności to nie ma w tym nic ani romantycznego ani szlachetnego. Podobnie z seksem, mam wrażenie, że to Ty przeceniasz jego wpływ na życie a nie reszta. Bo co to zmienia czy będziesz się kochać przed czy po? Tylko tyle, że jeśli nie będzie Wam razem dobrze (a tak się zdarza wcale często) to będziecie się męczyć latami - w obawie przed załatwieniem formalności...
Z jednej strony, częściowo masz rację, ale z drugiej - co jeśli już ktoś złoży Ci tą przysięgę, a później okaże się, że zupełnie do siebie nie pasujecie w tym intymnym aspekcie? Że oczekujecie zupełnie czego innego i niekoniecznie jesteście w stanie te oczekiwania spełnić? Będziecie to robić wbrew sobie, czy może trwać w poczuciu wiecznej frustracji do usranej śmierci? Odpowiedź brzmi: weźmiecie rozwód. Także to tyle jeśli chodzi o sens Twojego rozumowania.
Nie ukrywam, że Twój proces myślowy jest dla mnie bardzo dziwny, brzmi to tak, że dopiero gdy facet będzie tak zdesperowany, by wziąć z Tobą ślub na Twoich warunkach, trochę w ciemno, wtedy będzie seks, a czy on będzie udany - nie wiadomo, 50/50.
Jeśli ktoś jest z Tobą dwa lata, jest dla Ciebie dobry, jest wyrozumiały, szanuje Twoje granice i wynosi je nawet ponad własne potrzeby, to uwierz mi, udowodnił Ci już z nawiązką, że mu na Tobie zależy.
Końcówka jest już w ogóle przezabawna. Mówisz jaka to miłość jest dla Ciebie ważna, a jednocześnie odrąbujesz jej znaczną część nie współżyjąc z osobą, którą kochasz do czasu, aż wejdzie ona w niekorzystną dla siebie umowę prawną na ślepo. To jest dosłownie używanie seksu jako karty przetargowej i jest to bardzo szkodliwa dynamika, wręcz red flag dla Twojego przyszłego męża i najjaśniejszy możliwy dowód, by nie wchodzić w tą relację głębiej.
Oj ten redpyl i jego transakcyjne podejście do związków, które świadczy o zwykłej niedojrzałości partnerów goniących za dobrami tego świata.
Wskaż mi okres w historii ludzkości, w którym to związki nie były transakcyjne. Świadomość własnych potrzeb i dobranie partnera, który ma jak największe szanse je spełnić, spełniając przy tym jego potrzeby, to przecież czysta transakcja. Coś za coś. Gdzie tu widzisz niedojrzałość?
@NAUS
To dosyć przewrotna logika, ale zdrowy związek to spotkanie dwóch osób dających od siebie nie oczekując niczego w zamian. Jak wchodzisz z podejściem ja ci daję to a ty mi tamto, to nie ma tu mowy o żadnej miłości.
W takim razie nie ma zdrowych związków, spełniających Twoje rozumienie tej definicji, jest ona sprzeczna z biologią i jakąkolwiek logiką. Dopiero gdy osoba, którą spotkasz, będzie dla Ciebie atrakcyjna, czyli gdy Twój mózg uzna, że wykazuje ona potencjał do spełnienia Twoich potrzeb, dopiero wówczas pojawia się w Tobie chęć zaoferowania jej czegokolwiek celem zrealizowania tego scenariusza. Ludzie nie wchodzą w relacje z losowymi ludźmi, wręcz przeciwnie, są bardzo selektywni i nie bez powodu. Miłość natomiast pojawia się wtedy, gdy partnerzy z obydwu stron wzajemnie przejdą tę selekcję. Nigdy jednak nie jest tak, że niczego nie oczekuje się w zamian, choć oczywiście nie jest to widoczne na pierwszy rzut oka a i lubimy kolorować kredkami proste, prymitywne a niekiedy i obrzydliwe mechanizmy rządzące naszym życiem.
Wybacz, że zabieram Ci kredki, ale sam zacząłeś.
Pozdrawiam.
@NAUS
Na poziomie czystej biologii, zgodności temperamentów, charakterów, światopoglądu, albo braku dysfunkcji emocjonalnych i psychicznych tak, nie mam żadnych wątpliwości co do selekcji. A i dlatego powiedziałem, że ta logika jest przewrotna, bo w zdrowym związku nie wychodzisz świadomie z roszczeniami, że ja ci dałem to więc ty mi daj tamto, tylko masz postawę dawcy i jedynie czego oczekujesz to tego, że druga osoba też będzie wykazywała taką samą postawę. Zwyczajnie robisz coś, co z automatu, bez Twojego świadomego żądania ma generować odpowiedź.
"Przecież to ważne, żeby wiedzieć, że druga osoba rzeczywiście chce być z tobą na stałe i jest gotowa to poświadczyć jakimiś czynami, a nie tylko wyznaniami. Dużo łatwiej jest po kłótni stwierdzić, że to nie to i zakończyć znajomość, jak nie ma się zobowiązania na papierze" - absolutnie masz rację. Ale ślub to trochę taka pusta deklaracja, bo majątek sprzed małżeństwa nie wchodzi do wspólności małżeńskiej, a rozwód jak sama mówisz jest łatwo dostać (600 zł z czego 300 zł jest potem do zwrotu i parę miesięcy czekania). Czyli jak ktoś się zdecyduje na rozwód zaraz po ślubie, jak tylko ten seks się pojawi, to nie za wiele z tego ślubu wyniknie. Dlatego z takimi decyzjami jak seks powinno się zaczekać przynajmniej do wspólnego zaciągnięcia kredytu hipotecznego - to są prawdziwe zobowiązania, a nie puste deklaracje.
A tak poważnie, co jeśli się okaże, że nie lubisz seksu lub jesteś aseksualna? Albo Twój partner jest. Albo jesteście kompletnie niedopasowani i żadne z Was nie umie nad tym pracować? Seks po ślubie został wprowadzony przez kościół po to, by chronić kobiety przed losem samotnych matek i na tamten czas miało to sens. Dziś mamy liczne metody antykoncepcji, które ten problem rozwiązują. Szanuję takie podejście u ludzi, którzy to robią z przyczyn religijnych - nie podzielam tego poglądu jako ateistka, nie widzę w tym logiki, ale jestem w stanie to uszanować, że ktoś po prostu trzyma się zasad narzuconych przez religie. Ale u Ciebie ten argument nie pada, więc zakładam, że to nie kwestia religii. Szczerze mówiąc brzmi to trochę jakbyś się bała rozpoczęcia współżycia i uważała, że partner mógłby Cię na tej podstawie skreślić, stąd chęć przywiązania go formalnie wcześniej. Czyli albo aseksualność albo jakaś duża niepewność.
To słynne „dopasowanie seksualne” to kwestia tego, czy autorka zbudowała dojrzałą więź z przyszłym mężem, czuje się bezpiecznie, nie boi się oceny i czy ufa partnerowi, a nie tego ile razy w tygodniu chcą, albo czy lubią oral czy anal. I do tego służy seks po ślubie niezależnie czy jest wymagany przez Kościół czy nie. Druga sprawa jest taka, że seks z osobą kompletnie niedopasowaną z wyżej wymienionych powodów jest ruinujący emocjonalnie.
Nie tylko. Są przypadki, w których wszystko inne w związku układa się super, ale życie seksualne nie, bo partner nie potrafi dopuścić do siebie uwag partnerki np., bo go ego nie puszcza, albo ona ma problem ze skupieniem się i angażowaniem bardziej w czynności seksualne i jest kompletnie bierna. Czasem problem jest anatomiczny - mężczyzni ze zbyt dużym przyrodzeniem często narzekają, że współżycie najczęściej sprawia im partnerkom ból i długoterminowo potrafi to prowadzić do rozstań. Z tym, że "nie to ile razy w tygodniu chcą" też się nie zgodzę - rozbieżność libido potrafi być deal breakerem dla par ze świetnie rozwiniętą, dojrzałą relacją. Seks jest istotną częścią związku i naiwne jest sądzić, że w przeciwieństwie do wszystkich innych stref związku, nie ma wymaga pracy ani dopasowania i jak reszta jest ok, to z seksem "jakoś to będzie". Jakby tak było, to nie byłoby seksuologów, wystarczyliby terapeuci par
@anonimowe6692
To, że chłopu ego nie puszcza, a kobieta nie potrafi się rozluźnić to właśnie kwestia tego, czy właśnie zbudowali dojrzałą więź. W dojrzałej więzi aktywnie troszczysz się o dobrostan partnera bardziej niż swój, więc nawet nie ma w tym miejsca na powyższe problemy.
"jest gotowa to poświadczyć jakimiś czynami, a nie tylko wyznaniami"- ale ślub to właśnie tylko wyznanie ;)
Czyny to to wszystko, o czym pisali przedmówcy.
Oczywiście, nie namawiam Cię do seksu, sama rozpoczęłam współżycie dużo później (z innych powodów), natomiast wyznanie brzmi trochę albo jak katolicka presją, albo jakbyś nie była pewna i szukała usprawiedliwienia. Bardzo ważne jest, żeby mieć ten pierwszy raz z kimś, kto pokazuje, jak jesteś ważna dla niego. Ale to, czy ważność potwierdzi podpisem, to już raczej ideologi, często praktykowana była w czasach, gdy kobieta miała mniejsze możliwości w życiu, a z dzieckiem to już w ogóle... a ojciec sobie znikał.
Z jednej strony tak, ale z drugiej jakbym wiedział że ktoś jest ze mną tylko dlatego że mu się nie chce przechodzić przez formalności rozwodowe to też niefajnie.
Ok, super, nie zamierzam Cię namawiać do zmiany poglądów, tylko nie rozumiem dlaczego Twoim zdaniem pójście do łóżka przed ślubem oznacza automatycznie, że jest ono na pierwszym miejscu? Może jeśli ktoś idzie do łóżka po tygodniu to rzeczywiście tak jest (natomiast jeśli dwie strony się na to zgadzają to nie widzę problemu), ale w dłuższym związku?
Nie wspominajac o tym, ze moze sie okazac, ze partnerzy sa na siebie uczuleni.
Mialem kumpla, ktorego dziewczyna byla uczulona na jego sline. Silna reakcja alergiczna. Kiedys moze i bylo: cierpienie to cnota, i jesli autorka tak chce, prosze bardzo. Nie widze powodu, zeby to innym nakazywac. Podobnie zreszta jak mowic autorce, ze robi zle, wazne by byla świadoma zagrożeń i potencjalnych konsekwencji.
A tak właściwie co złego jest w stawianiu seksu wysoko w swoich priorytetach? Jak dla mnie w porządku jest: uprawiać seks z miłości, uprawiać seks bez miłości, kochać kogoś i nie uprawiać z nim seksu. Wszystko zależy od potrzeb i komfortu partnerów.
Rozumiem twoje podejście, ale widzę z nim luki. Ja też czekałem do ślubu i polecam, pomaga nauczyć się kochać siebie nawzajem na milion niefizycznych sposobów zanim zacznie się dopełniać tę miłość także fizycznością, która też jest bardzo ważna. Nikt nie wiedział, bo nikt nie pytał a nikomu sam z siebie nie opowiadałem. Dziwne, że Ciebie ktoś pytał, ale może inne czasy i teraz się o tym rozmawia z innymi a nie tylko w związku ze sobą. Problem widzę w Twoim myśleniu o małżeństwie. Małżeństwo ma sens tylko wtedy gdy świadomie zawieramy je na całe życia. Całe! Nie tylko "bo ktoś będzie się dwa razy zastanawiam, zanim wykona trud, żeby wziąć rozwód", tylko bo będziemy razem zawsze. Czy to trudne? Tak. Czy będzie ciężko? Tak. Czy warto? Tak. Nigdy nie będziesz czuła się bardziej pewnie w seksie niż z facetem, który nie zostawi Cię choćby nie wiem co - nawet jeśli zajdziesz w ciążę z chorym dzieckiem i postanowisz urodzić. Nie ma lepszej pewności niż założenie, że serio jesteście na całe życie że sobą. Inna sprawa, że nic nie daje Ci takiego spokoju, jak świadomość, że cokolwiek się stanie będziecie małżeństwem. Ten spokój i pewność daje moim zdaniem tylko to.
Podziwiam takie podejście. Sam również jako mężczyzna zamierzam trzymać cnotę do ślubu, bo seks bez miłości jest pusty i destrukcyjny dla psychiki i osobowości, a uprawianie go bez błogosławieństwa Bożego to akt pychy i braku samokontroli.
Tylko że autorka nic nie napisała o religii. Z wyznania wynika, że ona traktuje ślub jako dowód miłości, bo żeby się rozwieść trzeba załatwić formalności i liczy na to, że żadnej stronie nie będzie się chciało ich załatwiać i będą ze sobą tkwić tylko z tego powodu. Szanuję jak ktoś chce zaczekać do ślubu, bo tak religia mu nakazuje (choć ja tego nie popieram i uważam że to ryzykowne, bo mogą się okazać niedopasowani pod tym względem, a nie zawsze dadzą radę się dopasować, bo np. mają skrajnie różne libido i związek się posypie, bo albo jedna strona albo obie będą sfrustrowane, bo nie oszukujmy się że życie seksualne nie ma wpływu na całokształt związku). Dlaczego twierdzisz, że seks przed ślubem jest bez miłości? Czy jak para jest ze sobą kilka lat, to uważasz, że nie ma między nimi miłości, bo nie mają ślubu? Przysięga w USC czy w kościele i podpisanie papierka nie sprawi, że między parą nagle zakwitnie miłość. Ślub powinien być, bo kochasz drugą osobę a ona kocha ciebie, powinien być dopełnieniem waszej miłości, a nie dowodem na nią. I nie każdy potrzebuje kochać drugą osobę, żeby uprawiać z nią seks. Są ludzie którzy lubią przygodny seks i nie jest to nic destrukcyjnego dla ich psychiki i osobowości. To że ktoś uprawia seks bez ślubu (w twoim rozumieniu to tylko ślub kościelny się liczy, skoro piszesz o błogosławieństwie Bożego) nie znaczy, że ma pychę i brak samokontroli.
Swoją drogą ciekawe co o poglądach autorki twierdzi jej partner, z którym jest 2 lata w szczęśliwym związku według niej (ale jednocześnie najwyraźniej nie czuje, że on chce być z nią na zawsze, bo nie złożył jej formalnej przysięgi). Niby musi je akceptować, skoro jest z nią 2 lata, ale zastanawiam się czy on sam nie jest aseksualny albo ma bardzo niskie libido (czego nie można wykluczyć u autorki, skoro przez 2 lata nawet nie ciągnęło jej do seksu z partnerem, którego zakładam że kocha, a przynajmniej nic o tym nie napisała), bo myślę że facet z wysokim libido albo bardzo szybko się
oświadczył, żeby dać jej ten ślub i mieć seks (i wcale by to nie świadczyło o jego miłości i że chce z nią być do końca życia, tylko o tym, że wziął z nią ślub, żeby ona chciała z nim współżyć) albo by ją zostawił. Jeszcze może dochodzić kwestia wieku, bo autorka jest od trzech lat pełnoletnia, czyli ma 21 lat, w związku jest 19 roku życia, bo 2 lata. Wieku jej partnera nie znamy, ale jeśli jest w podobnie młodym wieku, to może traktuje niestety ten związek jako coś przejściowego, póki nie znajdzie innej, którą uzna za lepszą, bo tak mu wygodnie, zwłaszcza jeśli mieszkają razem i ona mu gotuje, sprząta itp. Jest też niestety możliwość, że on ma kogoś na boku, dlatego brak seksu z autorką mu nie przeszkadza. Albo po prostu to dla niego (albo ich obojga pewnie) pierwszy poważny związek i dlatego ani on ani ona nie mają potrzeby seksu, bo nie mieli wcześniej takich przeżyć. Gdyby on miał wcześniej związek, w którym był seks, to raczej nie wchodziłby w związek z kobietą, która chce seksu dopiero po ślubie i to nie z powodów religijnych. No chyba że ją tak bardzo kocha, że jest w stanie zaakceptować brak seksu przez dwa lata i może i dłużej, bo nie mamy informacji, że się oświadczył czy że autorka podejrzewa, że planuje się oświadczyć. I didja1 słusznie zauważyła, że ślub to tylko wyznanie, a nie czyny, których oczekuje autorka. Czyny pokazujące że druga osoba cię kocha, traktuje cię poważnie i chce (przynajmniej w danej chwili, bo nikt nie wie czy to się nie zmieni) być z tobą na zawsze, to to jak cię traktuje. Czy cię szanuje, czy opiekuje się tobą w chorobie, czy możesz zawsze na nią liczyć, czy wspiera cię w ciężkich chwilach, czy docenia to co robisz, czy pokazuje że ci ufa, czy podnosi wasz związek na wyższy poziom (i nie mówię tu o seksie, choć to oczywiście też wyższy poziom związku, o ile ktoś nie robi tego po tygodniu, ale zamieszkaniu razem, przedstawieniu sobie nawzajem rodziców, czy są zgodni co do posiadania dzieci lub ich braku (wiadomo że raczej nie
rozmawia się o tym już na początku związku, ale jak robi się poważniej to powinno i to czy druga strona podejmuje ten temat czy go unika też dużo mówi o tym czy traktuje cię poważnie, a i oczywiście oświadczyny i ślub też, ale to po prostu sformalizowanie związku, a nie dowód że związek jest poważny i na zawsze, bo niekoniecznie tak jest). Jeśli autorka w swoim związku nie czuje, że partner ją kocha i chce z nią być na stałe potrzebuje do tego, żeby jej złożył przysięgę małżeńską to przykre i zastanowiłabym się na jej miejscu czy w takim razie to na pewno szczęśliwy związek. Oby się nie przejechała na swoich poglądach. Choć nie wiem do końca czy to faktycznie poglądy, czy po prostu strach przed porzuceniem i myślenie że po ślubie nie zostanie porzucona, bo jej mężowi nie będzie się chciało załatwiać formalności. Tylko czy będzie szczęśliwa w małżeństwie, które istnieje tylko dlatego, że jej mąż jest zbyt leniwy, żeby załatwić formalności, ewentualnie ona, jeśli to ona sama uznałaby, że to była pomyłka. A z seksu zrobiła kartę przetargową trochę. ,,Chcesz seksu? To musisz złożyć mi przysięgę małżeńską). Ewentualnie tak naprawdę chodzi o religię, ale ona wstydzi się do tego przyznać albo czuje że zasada seksu dopiero po ślubie nie ma sensu w dzisiejszych czasach (bo kiedyś chodziło o zabezpieczenie kobiety przed losem samotnej matki jak już zostało napisane), więc wymyśliła sobie taki pretekst, a to że brak w nim logiki i romantyzmu też brak (bo gdzie romantyzm w byciu w związku, bo formalności trzeba byłoby załatwić, a nie z miłości?).
Można kochać bez ślubu, można wziąć ślub z rozsądku/przymusu i nigdy nie kochać małżonka/małżonki. Można wszystko co nie można, byle z wolna i ostrożna.
Masz prawo do swoich poglądów, jeżeli ten chłopak naprawdę cię kocha to się dostosuje
Nocka w szkole