Ćwiczę boks od 14 roku życia. Jakoś miesiąc temu, wracając ze sklepu, zostałem zatrzymany przez bandę osiedlowych Sebków. Największy z nich podchodzi do mnie i mówi mi, żebym poratował go dwojgiem złociszy polskich. Jako że unikam walki, dałem mu tę monetę, gdy on nagle próbował wyrwać mój portfel. Nawet się nie sprzeciwiłem porwaniu portfela, od razu poleciał mój "prawy prosty", a Sebek został znokautowany. Reszta jego bandy uciekła jak najszybciej, więc byłem zmuszony zadzwonić po karetkę, by zabrali znokautowanego Sebka.
Nie miałem żadnych kłopotów, odwiedziłem Sebka w szpitalu, a on powiedział, że nie będzie niczego zgłaszał policji, a nawet oddał mi moje 2 zł :D
Zakumplowałem się z nim, a na ostatniej degustacji złotego napoju wyznał mi, że po spotkaniu ze mną już nigdy więcej nie spróbuje kogoś okraść :D
Dodaj anonimowe wyznanie
Swoim prostym naprostowałeś skrzywionego człowieka, sukces
Zawsze chciałem trenować boks, ale mnie nie stać.
Fakt, usługi ortodontów trochę kosztują.
I jeszcze kilka lat można zostać stałym bywalcem u ortodonty.
A treningi nie?
Masz na myśli protetyka. Chrystepanie.
Zęby to pikuś - ochraniacze na zęby są obowiązkowe. Pierwsze co leci, to korekta nosa. 🙂 Tu nawet kask nie pomaga.