#G2XfD

Odkąd pamiętam, czyli jak miałem ok. 5 lat, rodzice prawie ciągle się kłócili, w końcu ojciec nie wytrzymał i wyjechał. Matka mówi, że chciało mu się nas wychowywać, bo ciągle pił i grał w gierki. Ale coraz bardziej mam wrażenie, że to przez nią wyjechał. 
Gdy ojciec nas opuścił, awantury zaczęły się ze mną i siostrą, i to o pierdoły typu krzywe przysunięcie krzesła, wejście do pokoju i robienie wiatru, o to, że otworzyłem swoje chipsy ze złej strony, czy o to, że gdy robię sobie kolację, pachnie pomidorem. Siostra wkrótce potem wyjechała i się od nas odcięła, więc jest więcej awantur ze mną.
Matka zniszczyła mi dzieciństwo, zabraniając wychodzić z domu i mieć kolegów. Nie wolno mi było spotykać się z innymi, po szkole miałem być w 15 minut w domu. Jeśli już wyprosiłem spotkanie z kolegami, nie mogłem iść dalej niż podwórko, które widać z okna, dzwoniła co dziesięć minut, czy wszystko w porządku. Koledzy nie chcieli się przez to ze mną przyjaźnić, bo nie mogłem nawet ich odwiedzić. Zaowocowało to tym, że w ogóle nie potrafię rozmawiać z ludźmi, inni zazwyczaj też ode mnie stronią. 
Nagle w wieku 15 lat pozwoliła mi wychodzić na godzinę i zaczęła dziwić się, czemu ja nie mam znajomych, przecież ona w tym wieku miała tylu kolegów. To pozwolenie było bezużyteczne, bo i tak nie potrafię nawiązać z nikim kontaktu. Mam fobię społeczną. Mimo iż już mogę wychodzić na dłużej, mam przypiętą łatkę odludka i nikt nie chce się ze mną spotkać. W dodatku zabijała we mnie jakąkolwiek pasję czy chęć nauki. Od dziecka dużo się uczyłem, sprawiało mi to przyjemność, jednak od niej słyszałem tylko, że jestem głupi, że po co mi to, przecież i tak będę kopał rowy, bo do niczego się nie nadaję. Śmieje się ze mnie, gdy uczę się języków, podczas gdy ona większość swojego wolnego czasu spędza przed telewizorem, oglądając seriale. Jako iż bardzo chcę iść na medycynę, uczę się dość dużo czasu na maturę. Ona oczywiście mi mówi, że i tak jej nie zdam. Cokolwiek bym nie kupił, mam awanturę, bo ja nie powinienem sobie nic kupować, to ona od tego jest, że przecież to jej nie smakuje, po co mi to. Drze się, że przecież w domu jest jedzenie. Ciągle buduje we mnie poczucie winy, że jak ja śmiem coś robić dla siebie lub jak mogę robić coś, czego ona mi nie nakazała... 
Naprawdę mam już szczerze dosyć swojej matki.
NAUS Odpowiedz

Twoja matka jest tyranem, ale jednocześnie niewolnikiem własnych kompleksów, lęków i słabości, z którymi częściowo radzi sobie wytaczając batalie swojemu otoczeniu i zyskując w ten sposób poczucie kontroli - jedyne, co tak naprawdę ma swoim życiu.

Każda jedna osoba, która się od niej odcięła, podjęła słuszną decyzję. Nie wiem ile dokładnie masz lat, z wyznania wynika jedynie, że na pewno więcej niż 15, ale w miarę możliwości powinieneś pójść w ślady ojca i siostry. Może uda Ci się z nimi odnowić kontakt? Może mogliby Ci jakoś pomóc? W końcu wiedzą przez co przechodzisz i sami też - zwłaszcza siostra - są naznaczeni bliznami po relacji z matką.

Twoja matka jest złym i szkodliwym człowiekiem, ale Ty jesteś inny, już w młodym wieku widać w Tobie większą dozę świadomości i autorefleksji. A to z kolei oznacza, że pomimo trudnego startu, możesz osiągnąć bardzo wiele. Nie będzie łatwo, ale na pewno nie będzie to też trudniejsze niż te wszystkie lata, które przetrwałeś pod połamanymi skrzydłami matki.

Powodzenia.

JuzObecna

Tak, tatuś najlepsza decyzję podjął zostawiając dzieci pod jej opieką. Nie wierzę, że kochający ojciec nie znalazłby sposobu, żeby chociaż trochę ulżyć tym dzieciom, chociażby co drugi weekend. Ale tak, każdy podjął "dobra" decyzję.

Wazaaa

@juzobecna skąd wiesz, że nie próbował? W "piekle kobiet" sądy bardzo rzadko przyznają prawa ojcom, a wizyty mogła blokować.

NAUS

JużObecna, poczyniłaś w swoim komentarzu bardzo wiele założeń, które - nie obraź się - wcale nie są tymi, które najprawdopodobniej byłyby lepsze.

1. Matka raczej nie zareagowała dobrze na wyrwanie się ojca z jej uścisku, więc czemu miałaby mu iść na rękę i pozwalać się spotykać z dziećmi, zamiast dokopać mu jeszcze bardziej, w jeden z niewielu sposobów, jakie jej pozostał, ograniczając lub utrudniając kontakty?
2. Jak dogadasz się w kwestii dzieci z osobą, która jest zupełnie bezrefleksyjna, a relacje prowadzi w sposób autorytarny i nie dba zbytnio o dobro własnych dzieci?
3. Jak myślisz, czy pozostanie ojca w zasięgu miałoby wpływ stabilizujący, czy destabilizujący dla całości rzeczywistości tych dzieci? Czy rozumiesz, że ojciec pozostający na planszy stałby się jej absolutnym wrogiem numer 1, a jako że sam byłby poza jej zasięgiem, jedynym na czym mogłaby się wyładować, byłyby dzieci?

Jak widzisz, jeśli przedstawisz tą sprawę prosto, jak to zrobiłaś, jako porzucenie rodziny i ucieczkę, to nie brzmi to dobrze, ale całość można rozumieć też jako ograniczenie zniszczeń dla każdej ze stron. Finalnie nie wiemy jak było, jakie kto miał motywacje, może ojciec też był jakimś patusem, nie mówię, że nie, ale w każdym wypadku jego odejście moim zdaniem było lepszą decyzją, choć nie mówię, że dobrą. W tak złych okolicznościach mało jaki wybór można nazwać dobrym.

Dragomir Odpowiedz

Bolec, broń szlodrę.

CzarnaKrowa09 Odpowiedz

Zgłoś się do szkolnego psychologa, a najlepiej jeszcze do mopsu. Nagrywaj ją. Jeśli stosuje przemoc, nawet psychiczną, możesz to zgłosić na policję.

3210

Już widzę jak szkolny psycholog komuś pomógł. Jeśli to faktycznie mops

Dodaj anonimowe wyznanie