#FjoKA
Jeden raz zapamiętałem szczególnie: schowaliśmy się pod dużym dębem i pech chciał, że obrzucaliśmy kilkukrotnie ten sam przejeżdżający samochód dostawczy.
Po ostatniej serii z żołędzi samochód się zatrzymał i wybiegło z niego dwóch facetów, wybiegli i lecą do nas, my oczywiście w długą, ale po ok. 100 m dogonili nas, stwierdzili, że rzucamy w nich kamieniami i że zaraz za to dostaniemy.
Tłumaczenia, że to były żołędzie, przeszły bez echa. Faceci zrobili tak, jak mówili – jeden z nich zdjął pas skórzany ze spodni i każdy z nas dostał po dupie ze 2-3 razy.
Dupa nie bolała, bo zasłoniłem ją ręką, bolała więc ręka.
Po tym wszystkim przeszła nam ochota na rzucanie w samochody.
Żołędzie czy kasztany uderzające z odpowiednią prędkością też mogą wyrządzić szkodę karoserii czy szybie, tak że też bym nie przyjęła tego wytłumaczenia.
Tam gdzie brakło ojca, dwóch facetów wypełniło jego obowiązek. Efekt? Natychmiastowy sukces wychowawczy. Brawa dla panów.
Debile. Wy i oni. Rzucanie w samochody i bicie dzieci to typowe męskie pomysły