#FjoKA

Działo się to ponad 20 lat temu, jako gówniarz pełen pomysłów, razem z kolegami postanowiliśmy porzucać w samochody. Nie były to kamienie, tylko kasztany, żołędzie, jabłka dziczki, czyli coś, co nie zniszczy samochodu, a jedynie wywoła (lub nie) pewną reakcję kierowcy. Rzucanie oczywiście było z ukrycia, coby nie ładować się na przypał. I tak kilka takich akcji było, kierowcy co najwyżej zwolnili lub zatrzymali się, by obejrzeć, czy nie ma zniszczeń i jechali dalej.
Jeden raz zapamiętałem szczególnie: schowaliśmy się pod dużym dębem i pech chciał, że obrzucaliśmy kilkukrotnie ten sam przejeżdżający samochód dostawczy.
Po ostatniej serii z żołędzi samochód się zatrzymał i wybiegło z niego dwóch facetów, wybiegli i lecą do nas, my oczywiście w długą, ale po ok. 100 m dogonili nas, stwierdzili, że rzucamy w nich kamieniami i że zaraz za to dostaniemy.

Tłumaczenia, że to były żołędzie, przeszły bez echa. Faceci zrobili tak, jak mówili – jeden z nich zdjął pas skórzany ze spodni i każdy z nas dostał po dupie ze 2-3 razy.

Dupa nie bolała, bo zasłoniłem ją ręką, bolała więc ręka.
Po tym wszystkim przeszła nam ochota na rzucanie w samochody.
anonimowe6692 Odpowiedz

Żołędzie czy kasztany uderzające z odpowiednią prędkością też mogą wyrządzić szkodę karoserii czy szybie, tak że też bym nie przyjęła tego wytłumaczenia.

Dragomir Odpowiedz

Tam gdzie brakło ojca, dwóch facetów wypełniło jego obowiązek. Efekt? Natychmiastowy sukces wychowawczy. Brawa dla panów.

wyzwolonaa Odpowiedz

Debile. Wy i oni. Rzucanie w samochody i bicie dzieci to typowe męskie pomysły

Dodaj anonimowe wyznanie